Pingwin - serial obyczajowo-sportowy: Rekordy

Zapraszamy na odcinek numer 17 sitcomu obyczajowo-sportowego do czytania. 17 odcinków sitcomu obyczajowo-sportowego do czytania to rekord świata. Serio.

Miejsce akcji:

Ogródek piwny małej speluny na małym osiedlu dużych bloków w dużym mieście. Speluny o wdzięcznej nazwie Pingwin, wdzięcznym personelu i wdzięcznej załodze stałych bywalców.

Występują:

Janusz - właściciel i barman Pingwina, emerytowany wuefista, niespełniony chodziarz. Potrafi godzinami o sporcie, ale potrafi też wiele innych ciekawych rzeczy - na przykład świetnie wykonuje moonwalk.

Muczi - do Pingwina zagląda dość często, ale to nie tylko kwestia piwa. Muczi poi się obecnością przyjaciół, którzy pomagają mu w pokonywaniu zakrętów życiowych, często związanych ze złym wyjściem z progu.

Ejsi - niezależnie od rozwoju sytuacji, nie złapiesz go na spalonym. Nie ogląda sportowych transmisji do końca, bo zawsze zasypia. Jest to jednak ignorancja pozorna - Ejsi ma teczki na wszystko, co go otacza.

Wiki - niezastąpiona w rozstrzyganiu spornych kwestii. Potrafi schłodzić gorącą głowę Mucziego, Ejsi tylko wobec niej tępo ripostuje, a Janusz po prostu chce ją mieć w swoim barze.

Pistaszewski - ma dwie pasje: sport i filmy ze Stevenem Seagalem. Przy czym jego słabość do sportu opiera się mniej więcej na tych samych instynktach, co słabość Stevena Seagala do skręcania karków złym ludziom.

Lenka - żądna wiedzy, zdobywająca ją z dziewiczą wręcz naiwnością. Jeszcze nie słyszała o Adamie Małyszu i Otylii Jędrzejczak, ale to kwestia czasu i cierpliwości Mucziego - nauczyciela i przewodnika, który wywiódł ją z ziemi ukraińskiej, z domu jej przodków.

Niewyraźny Robert

Odcinek 6, seria II - Rekordy

- W ciągu 15 minut 4 razy przeleciał wszystkie kanały telewizyjne, które mamy dostępne w pakiecie premium!

 - I co? To powód, byś się na niego obrażała?

- No właśnie, nic takiego nie zrobiłem. Dziękuję... Hmm...

 - Janusz.

- Właśnie.

- Nasza platforma cyfrowa oferuje 170 kanałów. To daje 680 użyć pilota w ciągu 15 minut...

- Sorok piac u minutu.

 - Czekajcie... 1 sekunda, 32 setne i jakieś tam cyferki. Co taki czas Pistaszewski zmienia kanał telewizyjny. Wow. Gdyby była taka konkurencja olimpijska, miałbyś szansę powalczyć o medal.

- O ile wcześniej nie rozładowałyby się baterie w pilocie.

 - Wiki, nie denerwuj się. Trzymasz pod dachem prawdziwego mistrza.

 - Poza tym pewnie są jakieś zawody w rzucie pilotem, mógłby też spróbować.

 - Ee, zły pomysł. Skończyłby na drugim miejscu, jak wszyscy polscy miotacze w ostatnim czasie. Czy jak ja ich nazywam - świstaki.

 - Co?

 - No świstaki. Zawinęli sreberka.

- Ty Ejsi przynajmniej nie musisz się martwić żadnymi rekordami w wymyślaniu żartów. A ja tymczasem wolałabym, aby mój chłopak bił rekordy w innych konkurencjach.

 - Zastanówmy się... W czym Pistaszewski jest jeszcze dobry i nie może to być związane z siedzeniem na kanapie...

- A ty w czym jesteś dobry cwaniaku!?!

- Muczi szwidkij na krótkich dystansach.

- He he he!

- My byli na diskotiecj u moim mistu.

 - I musiałem szybko do toalety, zdążyłem.

 - Ach te alkohole szybkoprocentowe. Właśnie, może ty Pistaszewski w piciu na czas byś był dobry?

- No. Się nadaję. Konkretny.

 - Pod warunkiem, że nie będzie w pobliżu żadnego reprezentanta Polski w piłce nożnej.

 - Oj przecież nie muszą się ścigać we Lwowie.

- Nie. To zły pomysł. Niech już będzie szybki w zmienianiu kanałów w TV. Nie prowokujcie go.

 - No tak. Ale temat godzien jest podtrzymania. Bolt bije te rekordy i jest sławny. Bicie rekordów jest fajne. Tylko wszystko na jedno kopyto. Ten najlepszy, kto najszybszy. Ten najlepszy, kto najsilniejszy...

 - Ta najlepsza, która ma największy zarost na twarzy...

 - A przecież jest jeszcze tyle dziedzin, tyle możliwości. Liczą koszykarzom ilość asyst, ilość przechwytów. Czemu nie jest prowadzona statystyka największej ilości potknięć na mecz?

 - Bo ciągle wygrywałby Trybański?

 - Mógłby wygrywać Vin Baker.

- Ale Baker będzie w tym czasie bił rekord w piciu alkoholu na czas.

 - Albo leczeniu kaca płynem do płukania ust, tudzież będzie bił rekord Billa Russella w ilości wymiotowań przed meczem.

- He he, Wiki mi o tym mówiła, dobre. Tysiąc coś razy. Rzygacz.

 - Ale Ejsi ma rację. Są aspekty sportowego rzemiosła, za które nie daje się nagród, nie przyznaje tytułu rekordzisty.

- Co na przykład?

 - Wybiodrzanie.

- ?

 - Stopień wyrzutu biodra na zewnątrz podczas zawodów chodziarskich. To naprawdę jest wyzwanie.

 - A jak się to mierzy?

 - No nie mierzy się właśnie.

 - Gdyby chodziarze nagradzani byli za wybiodrzanie, siatkarki nagradzałbym za wypośladkowanie...

 - A tenisistki za wystękanie. Można tak ciągnąć i ciągnąć.

- Ja tenisistki nagradzałabym raczej za wyciszanie. Mało jest rekordów za niedobór, więcej za nadmiar. To jest problem.

 - G!

- Robert się ze mną zgadza. Na przykład skoki narciarskie. O ile dobrze wiem, trudniej jest wylądować bardzo blisko, niż bardzo daleko.

 - No chyba, że jest się skacowanym Ahonenem bijącym rekord świata na Velikance.

- Wszystkie poważne wypadki na skoczni mają miejsce w okolicach buli. Czemu zatem nie nagradzać za najkrótsze skoki?

- O! Pamiętam. W technikum biliśmy takie rekordy na Deluxe Ski Jump. To było miłe.

 - Nasza rozmowa zmierza do puenty: wszystkie dyscypliny trzeba wywrócić do góry nogami, by ponownie zaczęły bawić.

- Co to, to nie. Przesadzasz. Jest mnóstwo klasycznych rekordów, których bicie pobudza wyobraźnię. Na przykład wyobrażacie sobie jakiegoś kolesia poprawiającego rekord Siergieja Bubki?

 - No. I robi z radości gest jakiegoś kolesia. Albo rekordy Flo-Jo. Usain Bolt nie ma siostry, która też lubi pataty?

 - Ja się raczej zastanawiam, czy ktoś pobije rekord Szaranowicza w mówieniu ''Flo-Jo'' podczas kolejnych transmisji z zawodów lekkoatletycznych. Albo 100 punktów w jednym meczu Wilta Chamberlaina. Kosmos. Ale mam nadzieję, że dożyję jego podboju. Nawet jeśli wszystko odbędzie się w hollywoodzkim studio, a konstrukcja kosza nie będzie rzucała cienia.

 - A ja czekam i czekam na nowy rekord Polski na 100 metrów. Wiem, że i tak nie będzie się on liczył w międzynarodowej rywalizacji, ale byłem na tym memoriale Kusocińskiego, na którym Woronin pobiegł 10 sekund. Chciałbym jeszcze zobaczyć, jak ta granica pęka.

 - Polacy powinni zacząć jeść pataty.

- A ja bym chciał zobaczyć czy jest taki kozak, który mój rekord pobije. Zjadłem kiedyś cztery kebaby na grubym pod rząd.

 - Ja bym wolał zobaczyć jak ktoś ciebie bije Pistaszewski.

- Spróbuj szczęścia koleś, to może być ostatnia rzecz jaką zobaczysz.

 - Ja z kolei jestem dumnym posiadaczem rekordu półmaratończyków w mówieniu słowa ''Miłosz''. Kiedyś pobiegłem razem ze znajomymi, ot tak, dla hecy. I tak kombinowałem, jak przy okazji jakiś wiekopomny wynik wykręcić, więc cały czas pod nosem mówiłem ''Miłosz''. Co prawda po piątym kilometrze wołałem już tylko ''pomocy'', ale i tak jakieś 3000 razy wymamrotałem.

- Zostań ty lubyj przy krótkich dystansach, przerażasz mnie.

 - Skoro się już chwalimy, to ja kiedyś ustanowiłem rekord słuchania początku ''Ten Ton Hammer'' Machine Head - non stop przez cały wieczór. Nie pytajcie tylko ile razy - jednocześnie biłem kilka rekordów vinowo-bakerowych.

 - Ja, jakbym policzył, ile Wam sprzedałem piwa, odkąd zaczęliście tu przychodzić, pewnie też pobiłbym jakiś rekord. Ale nie spoczywajcie na laurach, broń Boże!

 - Spokojnie Januszku, jeszcze trochę pośrubujemy nasz wynik. Co wy na to, żeby pobić aktualny rekord o 5 piw?

- Dajesz Muczi!

 - A wy dziewczyny? Macie jakieś rekordy na koncie?

- Ja kiedyś na Ukrainie wygrałam konkurs w rzucie szaszłykiem w lesie. Te szaszłyki w lesie to taka nasza tradycja. Zwykle je jemy, raz nas jednak wzięło na rzucanie i byłam najlepsza.

- No ja się nie mam czym pochwalić. Wygląda na to, że jak umrę, na nagrobku napiszą mi tylko - dziewczyna rekordzisty w jedzeniu kebabów na grubym.

 - Wasze piwo, Bolty wy moje. Tak gadacie o tych rekordach i mi się z tego wszystkiego przypomniało, że nie kto inny, jak nasz Robert, też kiedyś był swego rodzaju rekordzistą i nawet dzielnicowa gazetka to odnotowała.

- ???

 - W połowie lat 90-tych miał największą w Polsce kolekcję kolorowych karteczek z notesików.

 - O w mordę...

- Racja, pijmy.

Koniec.

Autorzy Pingwina , Spiro&Kostrzu, piszą również blogi, na które serdecznie zapraszają tych, którym jeszcze mało.

SokratesLjoekelsoey.blox.pl - tu znajdziecie fotkę okolicznościową z dedykacją dla czytelników Pingwina.

StanyOpisowe.blox.pl

Poprzednie odcinki serialu znajdziecie tutaj .