Drużyny, których najbardziej nam brakuje

Kiedy BMW Sauber ogłosiło, że po tym sezonie pakuje zabawki i wraca na swoje podwórko przedstawiliśmy Wam listę teamów F1, które z wyścigowych torów ku naszej rozpaczy zniknęły. Teraz przyszedł czas, by pójść dalej - oto więc sentymentalne zestawienie zespołów, których na sportowych mapach świata już nie znajdziecie, a których najbardziej nam brakuje.

Charlotte Hornets - Szerszenie w NBA grały od 1988, i chociaż nigdy nie były specjalnie wyrazistą ekipą, to ludzie w czapeczkach Hornets (oraz Mighty Ducks of Anaheim i San Jose Sharks) stali się częścią krajobrazu polskich miast lat '90, co jest według nas jedną z największych zagadek ludzkości. Stałą częścią krajobrazu NBA stał się z kolei miniaturowy rozgrywający Muggsy Bogues przez dziewięć sezonów dostarczający piłki do swych Hornetsowych kolegów - w tym takich gwiazd jak Alonzo Mourning i Larry Johnosn. To w połączeniu z faktem, że drużyna straciła sporo kibiców z pozabasketowych powodów, czyli przez właściciela George'a Shinna, który był oskarżony o gwałt, a z Charlotte do Nowego Orleanu wyniosła się, gdyż władze miasta nie chciały wybudować nowej hali, która koniec końców i tak powstała sprawiają, że za oryginalnymi Hornets będziemy tęsknić. No i zawsze nas zastanawiało co byłoby, gdyby w 1996 Szerszenie nie postanowiły wzmocnić strefy podkoszowej i ściągnąć z Los Angeles Lakers Vlade Divaca za pierwszoroczniaka o śmiesznym imieniu .

Polonia Piła - o Zczuba można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że jest to serwis o żużlu. Tymczasem w redakcji ukrywa się kilka osób, które swego czasu można było na lewoskrętnych zawodach spotkać. Osoby te pamiętają, że na żużlowym szczycie był kiedyś taki twór jak Polonia Piła, w której jeździł jeden z najwybitniejszych żużlowców w historii - Hans Nielsen. Najlepsze lata Polonia zanotowała u schyłku tysiąclecia, gdy w latach 1998, '99 i 2000 dochodziła do finału rozgrywek. Złoto wywalczyła raz - w 1999, gdy pokonała Atlas Wrocław. Pozostałe dwa finały przegrywała ze swą imienniczką z Bydgoszczy.

Wspomniany schyłek tysiąclecia stał się też schyłkiem klubu, który w nowym millenium wyraźnie sobie nie radził i od 2000 stopniowo spadał - w 2004 spadł do I ligi, ale nigdy w niej nie wystartował, bo tydzień przed rozpoczęciem rozgrywek TS Polonia Piła wycofała się, za to do II ligi zgłosił się klub PKŻ Polonia Piła. Wspomnianemu pekażetowi skręcanie w lewo wychodziło nie najlepiej, bo zarówno w 2005, jak i 2006 sezon kończył na ostatnim miejscu i nie spadał tylko dlatego, że nie było gdzie. W 2007 klub jeździł tylko w rozgrywkach amatorskich, a krótko później już nigdzie. Jest jednak szansa, że pilanie na żużlowe salony powrócą, gdyż w 2008 drużyna została reaktywowana jako Speedway Polonia Piła czy jednak dożyjemy ich powrotu do Ekstraligi trudno przewidzieć.

Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski - dowód na to, że Polska nie jest do końca normalnym krajem. Przez lata drużyna z zaledwie 13-tysięcznego Grodziska nie tylko grała w Ekstraklasie, ale odnosiła też sukcesy - po dwa razy kończąc rozgrywki na drugim miejscu (2003 i 2005), zdobywając Puchar Polski (2005 i 2007) i Puchar Ligi (2007 i 2008). Po fuzji z Polonią Warszawa Dyskobolia gra w IV lidze i prędzej Mariusz Pawełek zostanie Piłkarzem Roku France Football niż wróci do Ekstraklasy. Brakuje nam jej ze względu na dwie rzeczy. Po pierwsze grę w Pucharze UEFA w sezonie 2003/04, gdy eliminowała Herthę i Manchester City, czyli ekipy, na których stadionach bez problemu zmieściliby się wszyscy mieszkańców Grodziska i takie chwile:

Po drugie za pomysłowość, czyli najmniejsze ''vice'' na świecie:

Winnipeg Jets - zawsze mieliśmy sentyment do kanadyjskich ekip z NHL i nasze małe kibicowskie serduszka bolały nas, gdy przenoszono je za miedzę - do Stanów. Aby oddać dramatyzm sytuacji wyobraźcie sobie, że ktoś bierze Waszą ulubioną drużynę, przenosi do Monachium i zmienia nazwę na Bayern. W 1996 los taki spotkał Jets, z tym, że w rolę Monachium wcieliło się Phoenix, a Bayernu Coyotes. Powody przeniesienia, jak to często w bajkach bywa, były finansowe - płace zawodników rosły, a dolar kanadyjski spadał i drużyny nie było stać na zatrudnianie gwiazd.

W odróżnieniu od Nordiques przeniesionych rok wcześniej z Quebecku do Denver Jets nie zdołali ani rozkochać w sobie kibiców, ani wejść na hokejowy szczyt. W ciągu 12 sezonów Coyotes tylko 5 razy awansowali do playoffs, z którymi przygodę zawsze kończyli już na pierwszym rywalu. W dodatku klub po dnie szura nie tylko sportowo, ale też finansowo. Jest więc szansa, że Jets na hokejową mapę wrócą, bo jednym z pomysłów na to co począć ze zbankrutowaną drużyną z Phoenix jest ponowne przeniesienie jej do Winnipeg.

Seattle Supersonics - Ekipa ze Seattle w NBA walczyła przez 41 lat. W tym czasie trzy razy docierała do finałów, które raz - w 1979 - udało jej się wygrać. Przez jej skład przewinęły się takie sławy jak Lenny Wilkens, Gary Payton, Shawn Kemp czy wątroba Vina Bakera i pewnie przewinęłyby się kolejne, gdyby w 2006 nie pojawił się Clayton Bennett, który miał być wróżką chrzestną, a okazał się wilkiem przebranym za babcię. Nowy właściciel łamiąc dane obietnice przeniósł bowiem drużynę do Oklahomy, co było jedną z najperfidniejszych rzeczy, jakie widzieliśmy w naszym kibicowskim życiu.

Sonics są integralną częścią naszej kibicowskiej młodości, czyli finałów NBA w 1996, gdy toczyli heroiczny bój z Chicago Bulls. Żal nam ich także ze względu na kibiców, którzy do końca walczyli o pozostawienie drużyny w Seattle. Ostatecznie udało się tylko utrzymać kobiecą ekipę Seattle Storm, a to trochę jakby walcząc o ukochane Ferrari dostać jedynie wycieraczkami po głowie. Mamy teorię, że los jaki spotkał Supersonics to zasłużona kara dla każdej drużyny, która podpisuje 33-milionowy kontrakt z Jimem McIlvanem. McIlvane bowiem byłby świetnym centrem gdyby miał jedną, jedyną cechę - umiał grać w koszykówkę.

Wimbledon FC - relokacje piłkarskich drużyn to rzadkość, jednak w przyrodzie występująca. Boleśnie przekonali się o tym piłkarze i kibice Wimbledonu, drużyny której tradycja sięga 1889 roku. Najlepsze lata ekipy przypadły na czasy, gdy grali tam między innymi Vinnie Jones, Dennis Wise, Lawrie Sanchez i John Fashanu. Zebranie w jednej ekipie bandy boiskowych psychopatów i ekscentryków zaowocowało przydomkiem ''Szalony Gang'', trwałym zainstalowaniem się w Premier League i Pucharem Anglii w 1988.

Wimbledon z najwyższej klasy rozrywkowej spadł w 2000 roku i w ciągu kolejnych sezonów unikał awansu, aż w 2004 skończył rozgrywki na ostatnim miejscu w drugiej lidze zwącej się wówczas League One. Był to ostatni sezon Wimbledonu, gdyż zespół mimo błagań i protestów kibiców został spakowany i przeniesiony do Milton Keynes, gdzie przemianowano go na Dons F.C. Po negocjacjach z właścicielami kibice wymusili odcięcie się przez Dons od Wimbledonowej tradycji i zwrot trofeów. Dawni fani Szalonego Gangu chodzą dziś na mecze założonej przez siebie ekipy AFC Wimbledon śmigającej w piątej lidze.

Drużyna A - jedna z najważniejszych drużyn naszej młodości. Murdock, B. A. Baracus, Hannibal i Buźka byli prawdziwymi mistrzami w lotach furgonetką, wydostawaniu kolegi z wariatkowa na czas oraz wymyślaniu szczwanych planów. Innymi słowy w dyscyplinach, które według nas powinny zastąpić baseball i softball na Igrzyskach w Londynie.

bazyl