Historie alternatywne: Wisła z Pucharem UEFA 2003 - część 1

Wszyscy wiemy, jaki był wynik starcia Wisły Kraków z futbolowymi bogami z Levadii Tallinn. Do tego meczu mogło jednak w ogóle nie dojść. Wystarczyłoby, żeby kilka lat wcześniej inne pucharowe spotkanie Białej Gwiazdy skończyło się inaczej, a pewien Enrico trafił w pewien słupek. Oto po dogłębnych analizach (przeanalizowaliśmy do dna skrzynkę piwa i niewielką wannę wódki) przedstawiamy jak potoczyłaby się historia futbolu, gdyby w 2003 roku Wisła wyeliminowała Lazio z Pucharu UEFA.

5 marca 2003 - Wiślacy rozgrywają rewanżowy pojedynek z Lazio Rzym w czwartej rundzie Pucharu UEFA. W pierwszym spotkaniu padł remis

3:3

. Już w 5. minucie podopieczni Henryka Kasperczaka przeprowadzają taką oto akcję

i jest 1:0. Komentujący spotkanie Janusz Basałaj opowiada o niepowtarzalnej szansie, nie komentujący spotkania Dariusz Szpakowski opowiada o niepowtarzalnej szansie, a nie komentujący spotkania Mateusz Borek opowiada Romanowi Kołtoniowi o tajnikach nakładania żelu. Nie wie, że podsłuchują go portugalscy agenci. Tymczasem na stadionie przy Reymonta nadchodzi 20. minuta i Fernando Couto wyrównuje. W drugiej połowie trwa wymiana ciosów. W 53. z woleja uderza Enrico Chiesa - stojący w krakowskiej bramce Angelo Hugues nie robi żadnego ruchu. Wie, że piłka minie słupek. Myli się, bo piłka uderza w słupek. Do końca spotkania wynik nie ulega zmianie i Wisła awansuje do najlepszej ósemki Pucharu UEFA.

Po spotkaniu Kalu Uche podpisuje z Białą Gwiazdą 10-letni kontrakt, kupuje dom koło stadionu, inwestuje w lokalne firmy i angażuje się w działalność samorządową. Jego przywiązanie do miasta jest tak wielkie, że w 2009 zostaje honorowym obywatelem Krakowa, a Sukiennice otrzymują jego imię. Okiennice i Pabianice też.

W 1/4 finału Wisła trafia na Besiktas. W obu meczach Polacy wygrywają po 2:0 i awansują do półfinału, gdzie czeka FC Porto prowadzone przez niejakiego Jose Mourinho. W pierwszym meczu na das Antas gospodarze cisną, ale cudów w bramce dokonuje Hugues broniący wszystko, co leci w bramkę oraz biednych i uciśnionych. Spotkanie kończy się 0:0. Po spotkaniu Larry Bird mówi: ''Tego dnia grał Pan Bóg, przebrany za Angelo Huguesa'', a trener Porto zrzuca winę na polsko-francuski spisek. - To nie przypadek, że ten bramkarz urodził się dokładnie 183 lata po podpisaniu pokoju wersalskiego! - grzmi Mourinho i zapowiada, że w rewanżu jego zawodnicy zmiotą Wisłę z powierzchni ziemi. Zmiatanie wychodzi im nie najlepiej, bo krakowianie rozgrywają najlepszy mecz w historii polskich klubów w pucharach. Po dwa gole strzelają Frankowski oraz Żurawski i już do przerwy jest 4:0. - To niesamowite - mówi Włodzimierz Szaranowicz, - To niesamowite - mówi ktoś zupełnie inny, - He, he, he - mówi Jacek Gmoch.

Po przerwie zawodnicy Porto gremialnie symulują kontuzje, a Wiślacy strzelają kolejne gole - znów Żurawski, a do tego Kuźba i Pater - jest 7:0. Na koniec trafia jeszcze Mariusz Jop - jest 7:1. Załamany Mourinho pakuje się i wyjeżdża do Tybetu, gdzie otwiera pub dla jaków, który nazywa The Special One. - Mamy najlepsze piwo oraz - wybaczcie, jeśli jestem arogancki - najlepszego barmana - zachwala, orientuje się jednak, że niepotrzebnie, gdyż na rynku tybetańskich knajp dla parzystokopytnych jest monopolistą i zmienia nazwę na The Only One.

W Finale Wisła wygrywa 3:0 z Celtikiem Glasgow. Wszystkie trzy trafienia są dziełem Macieja Żurawskiego, który staje się dla fanów The Bhoys wrogiem publicznym nr 1. Fani Rangers ściągają tapety z nim. Gdyby tylko wiedzieli, że po drugim golu dyskretnie się przeżegnał i miał koszulkę z papieżem. Miał... ją już kupić, ale się rozmyślił.

Po historycznym sukcesie graczy Wisły chcą mieć u siebie największe kluby świata - łącznie z Barceloną, Manchesterem United i Klubem Przyjaciół Myszki Miki. - Wyprzedaży nie będzie - zapewnia trener Kasperczak. I rzeczywiście, z klubu odchodzi tylko Jacek Paszulewicz. Odchodzi do Realu. Nie na długo, bo w

Realu

kupuje trzy piwa oraz coś na ząb i wraca.

Z drugiej strony nie ma jednak zapowiadanych wzmocnień. Ole Gunnar Solskjaer tłumaczy, że do transferu nie dojdzie, bo zostawił w domu mleko na gazie, Christian Vieri nie zdążył do końca okna transferowego ze zbieraniem swoich kolan po boiskach Serie A, Emanuel Olisadebe twierdzi, że całkiem dobrze mu w Milanie, a Paweł Sibik zapewnia, że po powołaniu na Mistrzostwa Świata w Korei i Japonii powrót do kraju byłby krokiem wstecz. Dalej zatem grzeje ławę w litewskim Ojezusmarius Wilno. Biała Gwiazda przed kolejnym sezonem sprowadza zatem tylko jednego piłkarza - ze Sportingu Lizbona przychodzi 18-letni Cristiano Ronaldo. Wszyscy komentatorzy i Maciej Iwański zgodnie twierdzą, że to przerost żelu nad treścią i największy niewypał od czasu Ulricha Borowki. Faktycznie - przez pierwsze miesiące w polskim klubie Portugalczyk nie wybucha tylko siedzi, robi głupie miny, nie rozumie języka, a w dodatku podkrada żel Mariuszowi Borkowi. Oczywiście nie siedzi cały czas. Zdarza się, że jeździ do podkrakowskich dyskotek, gdzie mocniej niż jego ambasada zacieśnia polsko-portugalskie więzy. Czasem nawet z przedstawicielkami płci przeciwnej.

Niezależnie od Cristiano, Wisła rośnie w siłę - zalewa między innymi Mędrzechów, Gniew i Toruń. Piłkarze Białej Gwiazdy w wywiadach telewizyjnych odgrażają się między innymi Barcelonie, Juventusowi, Milanowi i Polideportivo Ejido, że zjedzą ich na śniadanie. Barcelona okazuje się być żylasta, Milan bez smaku, a Polideportivo Ejido nie starcza dla wszystkich. Wiślacy w eliminacjach do Ligi Mistrzów koszą Omonię Nikozja, Anderlecht i trafiają w Lidze Mistrzów do grupy z Bayernem Monachium, Celtikiem Glasgow i Olympiquem Lyon. Piłkarze z Glasgow, gdy tylko widzą wchodzących na boisko Polaków, dostają ataku paniki i udają lampy. Niestety Alan Thompson umiera po tym, jak przepala mu się żarówka, a będący pięknym, bogato zdobionym żyrandolem Chris Sutton spada na ziemię. The Bhoys próbują jeszcze podjąć grę, ale nie są w stanie założyć czarnych opasek na klosze, więc ostatecznie muszą zrezygnować. Władze klubu wyprzedają zawodników, zmieniając przy okazji nazwę na IKEA Scotland. W odpowiedzi Rangers zmieniają nazwę na Castorama Lubawa. Władzę Lubawy są zniesmaczone. Castoramy też.

W kolejnych pojedynkach w Lidze Mistrzów szaleje nieoczekiwanie Cristiano Ronaldo. Trener Kasperczak uznaje, że młody Portugalczyk bardziej niż na skrzydło nadaje się na defensywnego pomocnika i na tę też pozycję go przesuwa. Jeszcze przed pierwszym meczem z Bayernem 18-latek goli głowę i przekazuje w telewizyjnym wywiadzie ruchami rzęs (jako, że wciąż nie zna języka), że jego idolem zawsze był Roy Keane. Roy Keane nieśmiało z kolei wspomina coś o podziwie dla

Florence Nightingale

i miłości do pluszowego Fergusona, ale nikt go nie słucha. Pluszowy Ferguson w tym czasie żuje pluszową gumę do żucia, pije pluszową whiskey i ma wszystko w pluszowej... no wiecie gdzie.

W pojedynku z monachijską drużyną Ronaldo wylatuje co prawda z boiska w 70. minucie, ale wciąż trzyma w zębach lewą nogę Mehmeta Scholla. Śledzący spotkanie przed telewizorem Radosław Sobolewski z Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski, godzi się zatem z tym, że nigdy nie zagra w ukochanej Wiśle i w następnym meczu z Górnikiem Polkowice zdesperowany rzuca się w pole karne rywali z przemyconym w spodenkach odbezpieczonym granatem. Zagranie poprzechodzi do historii polskiej piłki jako jeden z

najefektowniejszych szczupaków ever

, a mecz jako ''Dzień , w którym Polkowicach zatrzęsła się ziemia''. Po tym spotkaniu zawodnikom zaczyna się w polskiej lidze bardzo intensywnie sprawdzać przed meczem spodenki, ten filmik nigdy nie powstaje

a Z czuba.pl to w roku 2009 ogólnopolski portal schizofreników. Po tym jak pewnie wygrywają swoją grupę, Wiślacy łatwo przechodzą w 1/8 finału Real Sociedad San Sebastian, później w ramach powtórki z rozrywki trafiają na FC Porto prowadzone przez Jerzego Engela. Portugalczycy, czy już raczej dzięki sprowadzonej przez ''Anioła z Włocławka'' polskiej kolonii Polacy, bronią się dzielnie, ale ich ataki rozbijają się o Cristiano Ronaldo tak jak Tata Nano o pudełko zapałek. Engelowa taktyka z górną piłką na Kałużnego i Kukiełkę nie wypala, a przynajmniej nie tyle, co asystent Janas i Wiślacy po obu wygranych 3:1 meczach grają dalej. W półfinale mimo ultratwardej gry swojego portugalskiego objawienia Wisła odpada z Deportivo la Coruna.

Ronaldo za swoją grę w Lidze Mistrzów jest chwalony przez zagraniczne media - wszystkich zachwycił zwłaszcza trik z połknięciem Roya Maakaya i ten ze strzeleniem Porto bramki siłą woli. Krążą też legendy o treningu Portugalczyka - podobno przed każdym meczem zgryza w zębach dla wprawy kilka pocisków artyleryjskich, a zamiast z kolegami z zespołu ćwiczy z trójką swoich ukochanych moździerzy, które nazywa Hyzio, Dyzio i Zyzio. Tak jak i Hermana Crespo, podziwiają go młodsi koledzy. Zamiłowanie popularnie nazywanego w Polsce ''K-ronem'' pomocnika do ciężkiego sprzętu naprowadza niejedną karierę na właściwe tory.

Po półfinale Champions League 2003/2004 mówi się, że Wisła jest w zapaści, ale polskie drużyny w rankingu UEFA mają od groma punktów. Dlaczego tak się mówi? Czy zgromadzone punkty wymienią na żelazko? Gdzie jest Bursztynowa Komnata? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie w części drugiej.

bazyl&miszeffsky