Niesamowity akt desperacji

Z czuba też angażuje się mocno w różne rzeczy, na przykład w zwalczanie literówek. Jednak tak daleko jak niejaki Brandon Kennedy, który rewolucjonizując uniwersyteckie rozgrywki futbolu amerykańskiego został bezdomnym, nigdy byśmy się nie posunęli. No chyba, że w celu zwalczenia Polskiej Myśli Szkoleniowej literówki-giganta.

BCS, czyli Bowl Championship Series to wyrób playoffopodobny w koledżowych rozgrywkach futbolowych za Wielką Wodą. Zamiast tradycyjnych gier posezonowych, które wyłonić mają mistrza, sześć rankingów komputerowych, ankieta trenerów organizowana przez ''USA Today'' oraz ankieta przeprowadzona wśród dziennikarzy, byłych zawodników i coachów tworzy listę rankingową zespołów. Dwa najwyżej rozstawione z nich grają potem o mistrzostwo kraju. Nie muszą sobie przy tym zawracać głowy rozgrywaniem jakichkolwiek spotkań playoffowych, boiskowym rozstrzyganiem wątpliwości co do tego, która drużyna jest faktycznie lepsza oraz kibicami, dla których ustalanie rankingu jest w porównaniu z turniejem mistrzowskim pasjonujące niczym obserwowanie restartującego się Windowsa.

System krytykują wszyscy i od dawna, nikt jednak nie posunął się w tym tak daleko jak Brandon Kennedy. Były uniwersytecki zawodnik futbolowy zamiast znaleźć sobie jakąkolwiek inną dziwną misję życiową - zabicie smoka, znalezienie świętego Graala czy wprowadzenie polskiej drużyny do Ligi Mistrzów, uparł się, że zrewolucjonizuje BCS jako ''skrajną niesprawiedliwość''. Pierwszy projekt nowego systemu rozgrywek Kennedy nabazgrał na ścianach swojego mieszkania. Do tego dorobił 160 stron w tak zwanych ''poprawkach''. Wysłał także ponad 15 000 listów i e-maili do działaczy NCAA, przedstawicieli drużyn i Kongresu, przedstawiając swoją propozycję.

Uzbrojony w gotowy projekt i totalne niezrozumienie dla swojej pasji (głównie ze strony właściciela mieszkania, który zamiast prawniczo-futbolowej Kaplicy Sykstyńskiej wolał swoje ściany w kwiatki), Kennedy porzucił pracę magazyniera gdzieś w stanie Waszyngton ( stolica grunge`u ) i przeniósł się do miasta Waszyngton (stolica wszystkiego). Tam od trzynastu tygodni mieszka pod mostem, żeby tylko jak najczęściej pojawiać się w Kongresie i przekonywać do proponowanych przez siebie zmian w futbolowych rozgrywkach. Czy mu się uda - nie wiemy. Wiemy za to, że z pomocą trzech Kennedych PZPN stałby się odpowiednikiem ONZ, przywracając na świecie pokój, rozdając klubom licencje i rozwiązując problem głodu.