Wańka - wstańka

David Beckham wierzy, że grając na Wyspach, miałby bliżej do reprezentacji, z którą chce jeszcze pojechać na Mundial 2010. Dlatego rozważyłby propozycje z Premier League, gdyby takie się pojawiły (mówi się, że Ancelotti widzi go w Chelsea). Problem w tym, że Anglik odchodząc z Manchesteru w 2003 roku, złożył pewną deklarację.

Nie zagram w żadnym innym klubie Premier League.

Tak było w 2003 roku, kiedy Beckham porzucał Old Trafford dla Santiago Bernabeu. Jak jest dzisiaj? Pytany o możliwość powrotu do Anglii, odpowiada:

Nigdy nie mów nigdy. Na pewno bym to rozważył.

A co dzisiaj myśli o deklaracji, którą złożył 6 lat temu?

Kiedy odchodziłem, moje serce było w Manchesterze - nie potrafiłem wyobrazić sobie siebie grającego przeciwko United. Teraz nie mogę tego wykluczyć.

Nigdy nie mów nigdy - tym stwierdzeniem można by było opisać transferowe losy Beckhama.

Czy zostaniesz w Realu do końca kariery? - Nigdy nie mów nigdy.

Czy zostałbyś w Milanie, gdyby LA Galaxy zwolnili cię z kontraktu? - Nigdy nie mów nigdy.

Czy wróciłbyś do Realu, gdyby Florentino miał takie życzenie? - Nigdy nie mów nigdy.

Czy chciałbyś zakończyć karierę w Anglii? - Nigdy nie mów nigdy.

Losami Davida Beckhama rządzą trzy żywioły - pieniądze, sen o byciu legendą i zwykła miłość do wielkiej piłki. Pierwszy żywioł sprawił, że Anglik zdecydował się na amerykańską diasporę. Drugi ciągle pcha go do reprezentacji, z którą mimo zasłużonego stażu (112 występów), nie osiągnął żadnego sukcesu. Trzeci sprawił, że Beckham porzucił Manchester dla Realu i Galaxy dla Milanu. Problem w tym, że żaden z tych żywiołów nie współgra z pozostałymi - dlatego Beckham miota się i jak wańka wstańka, raz jest sercem w Manchesterze, raz w Milanie, a raz w Realu. I nigdy nie mówi nigdy.

Efekt jest taki, że żadna z drużyn nie ma z Beckhama takiego pożytku, jaki mogłaby mieć posiadając piłkarza tego kalibru, ale skupionego na jednym celu, oddanego jednemu klubowi, zajmującego się piłką, a nie spekulacjami. Największa irytacja jest oczywiście w Los Angeles, gdzie Beckham ma kontrakt do 2012 roku i gdzie płacą najwięcej za jego, niewspółmierne swoją drogą, usługi. David powracający do USA jest jak mąż wracający z delegacji - próbuje pojednać się z kibicami (których zdradzał parę miesięcy temu marząc o pozostaniu w Milanie), próbuje pojednać się z piłkarzami (którzy choć oddani Galaxy znacznie bardziej, zarabiają grosze przy jego wielomilionowych gratyfikacjach).

Beckham rozmieniony na drobne raczej sobie szkodzi i nawet jeśli uda mu się rozdwajać i roztrajać przez parę kolejnych lat, stopniowo będzie zamazywał obraz tego jakby nie było - piłkarza, który w niejednym piecu piekł i podawał znakomicie. Wypieki z niejednego pieca zostały - niestety dość często są to zakalce.

Spiro