7 rzeczy, które zdziwiłyby nas w polskim okienku transferowym

Trzymamy rękę na transferowym pulsie. Pilnujemy bezgotówkowych wymian między rezerwami klubów z Ekstraklasy, śledzimy z którego szczebla ligi bośniackiej skupowani są zawodnicy, liczymy wiosny młodzików wybywających za granicę w poszukiwaniu lepszego jutra. To wszystko jednak nas nie dziwi. Chcemy czegoś co nas zdziwi.

Bardzo byśmy chcieli eksplozji zdarzeń niebanalnych, nietuzinkowych ruchów i sytuacji, których spodziewamy się jeszcze mniej niż hiszpańskiej inkwizycji. Zawsze fajnie pofantazjować.

1) Do Ekstraklasy trafia reprezentant solidnej europejskiej reprezentacji . To nie musi być absolutny top - nie śmiemy myśleć o Holandii czy Francji. Zadowoliłaby nas nawet Chorwacja, Czechy, Szwecja czy Dania. Wtedy na jakieś dużej imprezie - np. na MŚ 2010 - jak będą podawali składy drużyn to w nawiasie znalazłaby się nazwa jakieś ekipy znad Wisły. Ot, takie małe zwrócenie uwagi dla osób, które rozgrywki Pucharu UEFA dopiero od fazy grupowej, że w Polsce też są kluby.

2) Polacy przechodzą do klubów grających w Lidze Mistrzów. I znowu nie chodzi o Real czy Inter (choć byłoby fajnie). AZ Alkmaar, Besiktas, Unirea Urziceni, Standard Liege - to załogi, które z pewnością są w zasięgu polskich zawodników. Może transfer Murawskiego do Kazania to dobry omen i za nim ruszą kolejne. Efekt mógłby być taki sam jak w punkcie nr 1.

3) Byli selekcjonerzy kadry biorą się za ligową trenerkę . Z całego zastępu naszych 'byłych' (nie tych ) tylko Janas obecnie na poważnie pracuje w zawodzie. Apostel, Piechniczek i Engel harują na dobre imię PZPN-u, Zibi Boniek głównie bywa na salonach, o Wójciku lepiej nie wspominać. Aragones po zwycięstwie w EURO 2008 zakasał rękawy i poszedł śmiało na palącą ziemię w Stambule. Można? Można. Tylko musi się chcieć.

4) Mistrz Polski realnie się wzmacnia. Historia stara jak świat - zdobywamy mistrzostwo, grzejemy się na Ligę Mistrzów, po czym sprzedajemy kluczowych zawodników i nie sprowadzamy nikogo wartościowego. Jeśli Wisła tym razem nie wykorzysta stosunkowo przyjaznego systemu kwalifikacji, to w Champions League zaistniejemy dopiero kiedy jej finał będzie rozgrywany we Wrocławiu. Swoją drogą na przestrzeni ostatnich lat, to właśnie Wisła po sezonie 2004/2005 najbardziej się wzmocniła i... Mecz z Panathinaikosem, to jedno z tych wydarzeń, o których nie sposób myśleć bez paczki papierosów pod ręką.

5) Polska szkoła bramkarska święci triumfy w Ekstraklasie. W zeszłym sezonie w Legii brylował Mucha, w Lechu Turina, w Bytomiu Peskovic. W Ruchu grywał Perdijc a w Górniku Vaclavik. Obecnie Wisła praktycznie już zaklepała sobie bramkarza z Bośni a Śląsk ze Szwecji . Wychodzi na to, że polscy golkiperzy najbardziej znani są na obczyźnie. Coś trochę jak zespół Vader.

6) W Lechu Poznań ktoś dostaje koszulkę z numerem 10. Dziwnym zrządzeniem losu kultowa ''dycha'' w Kolejorzu zalega w magazynie rzeczy niechcianych. Na przestrzeni ostatnich siedmiu lat była ona używana dwukrotnie (Nawrocik i Dembiński). Mimo że nie jest obciążona jakimś szczególnym wspomnieniowo-sentymentalnym ciężarem, to nikt specjalnie się do niej nie kwapi. Cóż, Kasprzik jej chyba nie dostanie.

7) Wiekowi piłkarze po zagranicznych wojażach wracają do Ekstraklasy i nie są w niej najlepsi. Można się czarować, że u nas to się gra i poziom jakby wyższy, a złe wyniki w pucharach, wynikają z faktu, że przeciwnicy mieli szybsze buty. Jednak momentami największej nagości króla są powroty polskich piłkarzy zza granicy. Leciwy Hajto, Brzeczęk, Adamski czy Świerczewski, niemłody Frankowski - za granicą pod koniec już średnio im szło, ale po powrocie do Polski znowu w czołówce. Teraz powraca Mięciel - w ciemno można obstawiać, że będzie gwiazdą. Jeśli tylko wróci Sikora - będzie się bił o koronę króla strzelców.

Przemysław Nosal