Z Czuba Watch: Dlaczego Mięciel żeluje włosy?

Dowcip o tym, że po powrocie Marcina Mięciela do Legii znacząco podniósł się średni poziom żelu na głowach piłkarzy Ekstraklasy jest dość oczywisty. Ale co poradzić, jeśli zawodnik nie bez dumy opowiada o swoim znaku rozpoznawczym.

To musiało się stać prędzej czy później, więc może po prostu napiszemy o fryzjerskich preferencjach Marcina Mięciela już teraz i miejmy to wszyscy, no cóż, z głowy. W wywiadzie dla ''Dziennika'' pada pytanie: ''Wracając do tego żelu na Mięcielu. W dalszym ciągu dużo pan go ma na głowie'' .

Przez osiem lat nie musiałem odpowiadać na pytania o żel. Teraz wracam do Polski, a tu dalej to samo. Teraz zresztą żel na głowach ma pół miasta. Piłka to teatr, to rozrywka, w której krążą wielkie pieniądze. Trzeba jakoś wyglądać. Nie mógłbym wyjść na boisko nieuczesany, ze śpiochami w oczach.

Cristiano Ronaldo czy David Beckham zawsze hołdowali podobnej zasadzie, a należą do najlepszych piłkarzy świata, więc można się z Mięcielem zgodzić. Z drugiej strony - Wayne Rooney zawsze wygląda jakby był nieuczesany i miał śpiochy w oczach i również jest jednym z najlepszych piłkarzy świata, można się więc z Mięcielem nie zgodzić.

W Ekstraklasie niestety zdecydowanie łatwiej byłoby znaleźć zawodników, którzy również uważają, że piłka to teatr i rozrywka, więc przede wszystkim trzeba wyglądać, niż takich, którzy uważają, że piłka to sport, więc przede wszystkim trzeba umieć w nią grać.

Dlatego Marcinowi Mięcielowi życzymy, żeby oczywisty dowcip na jego temat dotyczył nie średniej żelu na głowach ekstraklasowych piłkarzy, ale średniej bramek strzelonych przez ekstraklasowych napastników. W ten sposób zdecydowanie łatwiej będzie mu się wyróżnić, niż najobficiej nawet nacierając głowę pomadą. Tym bardziej, że ile by jej nie wtarł, nie przebije najsłynniejszego jej użytkownika (wyłącznie model Dapper Dan) w historii rozrywki - Ulyssesa Everetta McGilla.