Zły pomysł, zły pomysł: Zło

Czasami człowiek jest bezsilny. Największy optymista, choćby nawet wspomagał się nielegalną farmakologią, nie potrafiłby w meczu z Irakiem znaleźć nic pozytywnego.

Zły pomysł: Szukać dobrych pomysłów. Formuła tego cyklu wymaga szukania pozytywów w najgorszych nawet meczach reprezentacji. Zakłada, że zawsze można się z czegoś ucieszyć, że ortodoksyjne krytykanctwo, nawet po największej klęsce i kompromitacji nie gwarantuje rozwoju, dlatego warto spojrzeć głębiej i w najczarniejszej sytuacji dostrzec jaśniejsze strony. Czasami jednak człowiek jest bezsilny - są takie mecze, w których zwyczajnie nie dzieje się nic pozytywnego i doszukiwanie się dobrych stron zmuszałoby do wpisania sobie na wizytówkę słów ''bezczelny kłamca''. To był jeden z tych meczów, dlatego dziś dobrych pomysłów, zupełnie jak skeczu z papugą, nie będzie.

Zły pomysł: Oglądać takie mecze. Przypadkowa zbieranina zamiast prawdziwej drużyny. Beznadziejny rywal. Fatalne boisko w miejscu, którego nikt przy zdrowych zmysłach nie nazwałby stadionem. Oglądanie takich meczów miałoby sens tylko gdyby w nagrodę człowiek mógł obejrzeć jakiś prawdziwy mecz. I dostawał dyplom. I tort. I Fort Knox.

Zły pomysł: Wytykać błędy. Jeśli chciałbym podejść do sprawy rzetelnie i bodaj wspomnieć o wszystkim, co w grze reprezentacji było złe, musiałbym stworzyć opasłe tomisko. Być może więcej niż jedno. Sorry, ale gdybym miał napisać trzytomowe dzieło, napisałbym o hobbicie, który ma wrzucić Jedyny Pierścień do Wiecznego Ognia na Górze Przeznaczenia i bardzo długo idzie, ale na końcu mu się udaje. Mecz, który widzieliśmy we wtorek nie zasługuje na taką atencję, co każe się zastanowić - po co w ogóle było go rozgrywać?

Zły pomysł: Marzyć o mundialu. Równo za rok - 10 czerwca 2010 r. odbędzie się pierwszy mecz mistrzostw świata w RPA. Po tym, co zobaczyliśmy w meczach z RPA i Irakiem bezpieczniej jest założyć, że reprezentanci Polski będą w tym czasie na urlopach. Przepaść między poziomem dającym bodaj cień nadziei na awans, a tym, który właśnie zobaczyliśmy jest większa niż odległość od Europy. I nie chodzi mi w tej chwili o kontynent, na którym mieszkamy, ale o jeden z księżyców Jowisza. Polscy piłkarze mieliby większe szanse na sukces, gdyby ktoś kazał im dojść do niego na piechotę, niż gdyby mieli z taką grą awansować na mistrzostwa świata.

Zły pomysł: Wyciągać wnioski. Chociaż może w poprzednim akapicie przesadzam. Co łączy Przyrowskiego, Polczaka, Rzeźniczaka, Komorowskiego, Peszkę, Wilka, Bosackiego, Trałkę i Saganowskiego? To, że w normalnych warunkach nie mają szans na grę w pierwszym składzie reprezentacji. Paweł Brożek, Wasilewski, Mariusz Lewandowski, Boruc, Fabiański, Jeleń, Smolarek, Błaszczykowski - to są piłkarze reprezentacji Polski i oni będą walczyć o awans.

Zły pomysł: Nie niepokoić się. Obecności kilku piłkarzy, bodaj na ławce, jednak nie unikniemy: choćby Michała Żewłakowa, Rogera czy Roberta Lewandowskiego. Miejmy nadzieję, że ludzie, którzy grali w sobotę i wtorek byli ich złymi bliźniakami. W przypadku Żewłakowa to nawet możliwe.

Zły pomysł: Szukać pozytywów u rywali. Irak może sobie być mistrzem Azji - we wtorek pokazał nam wszystkim, że nie umie grać w piłkę. Z takim rywalem można grać źle, można się męczyć, ale przynajmniej w pojedynczych zagraniach lepsza drużyna powinna pokazywać, że rywali przewyższa techniką, panowaniem nad piłką, ustawianiem się, myśleniem na boisku. Polacy nic takiego nie zrobili. Zagranie z wyższej półki pokazali raz - zrobił to Roger przy wyrównującej bramce. Poza tym odosobnionym przypadkiem jedni i drudzy wyglądali podobnie. Jak futbolowi analfabeci. Z tym, że iraccy analfabeci przez większość meczu wyglądali, jakby w potrzebie potrafili choćby sylabizować, dlatego jeśli ktoś we wtorek zasłużył na zwycięstwo, to oni.

Zły pomysł: Polska Myśl Szkoleniowa (TM). Mogą sobie działacze PZPN bajdurzyć, że wszystko jest w porządku. Może sobie Jerzy Engel bredzić, że awans na Euro kosztem Serbii świadczy o tym, że polscy piłkarze nie są od serbskich gorsi, ale raczej lepsi. To Polacy, młodzi zawodnicy, którzy w przyszłości będą grać w kadrze na tle słabiutkiego rywala pokazali, że nie potrafią piłki przyjąć, celnie podać po ziemi na kilka metrów, czy uderzyć ze stałego fragmentu gry w z grubsza właściwym kierunku. Czyli rzeczy, których w normalnych krajach uczy się kilkulatków.

Piotr Mikołajczyk