Z Czuba Watch: Porwanie w Justynostanie

Dwie wiadomości dla fanów Justyny Kowalczyk - zła i zła. Zła jest taka, że szwedzki serwismen Ulf Olsson w przyszłym sezonie nie będzie pracował z Polką. Zła natomiast jest taka, że przygotował sobie pożegnalny żarcik.

Nic nam nie wiadomo o tym, żeby Szwed miał jakichś tatarskich przodków (choć musimy też przyznać, że niewiele czasu spędziliśmy studiując jego drzewo genealogiczne), a jednak postanowił nawiązać do stepowych wzorców i wziął w jasyr narty Justyny Kowalczyk. Jak mówi ''Przeglądowi Sportowemu'' trener zawodniczki, Aleksander Wierietielny:

Wyjeżdżając wziął ze sobą 16 par najlepszych, starannie wyselekcjonowanych nart startowych Justyny. Na razie się nie odzywa. Mam nadzieję, że je odda, bo to były najlepsze deski. Szwed wziął narty, by przeszlifować spody. Nie jest to jednak jego własność. Były specjalnie przygotowane dla Kowalczyk przez firmę Fischer.

Cóż, miejmy nadzieję, że rzeczywiście odda. Chociaż biorąc pod uwagę, że powodem jego odejścia były zaległości finansowe może się okazać, że już niedługo do PZN przyjdzie paczka zawierające odkręcone wiązanie albo kawałek ułamanej deski owiniętej w list o mniej więcej takiej formie i mniej więcej takiej treści: