Pingwin - serial obyczajowo-sportowy: Bo tam są wareniki

W dzisiejszym odcinku będzie dużo o lojalności, szacunku i zaufaniu. Bohaterowie Pingwina zastanowią się również, gdzie jeszcze ludziom tak dobrze, jak tam.

Miejsce akcji:

Mała speluna na małym osiedlu dużych bloków w dużym mieście. Speluna o wdzięcznej nazwie Pingwin, wdzięcznym personelu i wdzięcznej załodze stałych bywalców.

Występują:

Janusz - właściciel i barman Pingwina, emerytowany wuefista, niespełniony chodziarz. Potrafi godzinami o sporcie, ale potrafi też wiele innych ciekawych rzeczy - na przykład świetnie wykonuje moonwalk.

Muczi - do Pingwina zagląda dość często, ale to nie tylko kwestia piwa. Muczi poi się obecnością przyjaciół, którzy pomagają mu w pokonywaniu zakrętów życiowych, często związanych ze złym wyjściem z progu.

Ejsi - niezależnie od rozwoju sytuacji, nie złapiesz go na spalonym. Nie ogląda sportowych transmisji do końca, bo zawsze zasypia. Jest to jednak ignorancja pozorna - Ejsi ma teczki na wszystko, co go otacza.

Wiki - niezastąpiona w rozstrzyganiu spornych kwestii. Potrafi schłodzić gorącą głowę Mucziego, Ejsi tylko wobec niej tępo ripostuje, a Janusz po prostu chce ją mieć w swoim barze.

Paweł - słyszał o Adamie Małyszu, Jerzym Dudku, Otylii Jędrzejczak i Olisadebe. Innych sportowców wciąż poznaje dzięki swojej dziewczynie, Wiki, którą kocha wielce .

Niewyraźny Robert

Odcinek 10 - Bo tam są wareniki

 - A gdzie jest Ejsi i Muczi?

- Zaraz będą. Byli na piwie z naszą piwną konkurencją. Gdzieś w centrum.

 - Cudownie. Rozbijają się po mieście i wrócą z pustym portfelem. Kto jest naszą piwną konkurencją?

 - Są.

 - Słyszałem! Nie macie racji. Było grzecznie - kawa, herbata. Konkurencja nazywa się Ira i Lena.

 - A nie Ira i Eta?

- Piwko Januszku. Mamy takie koleżanki ze Wschodu. KOLEŻANKI.

 - Ja już spłukany.

 - A nie mówiłem?

 - Luzik, stary. Zaczęliśmy ten wieczór razem, więc razem go skończymy. To że nie masz kasy nie oznacza, że już nie jedziemy na tym samym wózku.

- Powiedz Uefie.

 - Uefie.

- Nie o tym Pawełku... Nie wkurza was ta sytuacja z Euro? Dostaliśmy podobno te mistrzostwa dzięki mistrzowskim zabiegom lobbystycznym ukraińskiego działacza sportowego, a teraz ten sam Surkis musi lobbować u Uefy, żeby nie oddała nam Euro w całości.

 - Fakt, nie jest to najbardziej komfortowa sytuacja ani dla jednych, ani dla drugich. Ukraińskie mistrzostwa UEFA powinna oddać Związkowi Radzieckiemu. My weźmiemy Wrocław.

- Głupi żart. Tej sytuacji nie nazwałabym mało komfortową. Raczej nieludzką. Nikt nie myśli o tych ludziach z Ukrainy. Przecież oni cieszą się na te mistrzostwa tak jak my.

 - I nikt nie myśli o ludziach z Polski, którzy stracą przyjaciół z Ukrainy dzięki aneksji Euro.

 - A mi żal Krakowa i Chorzowa. Widziałem w telewizji, wkurzeni ci ludzie.

 - Zastanów się. Komu byłoby albo komu będzie bardziej przykro? Ukraińcom z jednym Kijowem na mapie Mistrzostw, czy Krakowowi pełnemu turystów nawet w zimowe poranki?

 - No tak. Teraz pod Wawel nawet Colin Farrell przyjeżdża z Curuś...

 - Co?

 - Na lody. Widziałem na Plotku.

- ...

 - Dobrze się stało. Nasze kumpele się cieszą. Z Tarnopola dziewuchy. Liczą, że będzie wreszcie autostrada ze Lwowa do Rzeszowa. Częściej byśmy się widywali. A i na Ukrainę łatwiej by było się dostać. Tam też są atrakcje.

 - Choć nie ma pięciogwiazdkowych hoteli.

 - Ale jest tani alkohol. I to nawet z tych siedmiogwiazdkowych. Myślę, że rodzinie UEFA by się to spodobało.

- No właśnie, to też mnie wkurza. Przeniosą finał Euro z Kijowa do Warszawy, bo w Kijowie nie ma hoteli godnych działaczy UEFA, bo w Warszawie jest więcej atrakcji. Co to za argument? To turniej dla kibiców, a nie kumpli Platiniego.

 - Tak jak mówiłem, polecam działaczom ukraiński alkohol. Naprawdę warto pojechać za nim do innego kraju. Nawet na Ukrainę.

 - Tak mówią. Poza tym skoro owi działacze jadą na Euro tylko po to żeby się urżnąć, to po co im hotele pięciogwiazdkowe? Ira i Lena mówiły, że na Ukrainie można pić w miejscach publicznych, proponuję zatem plener. Jak zabawią dłużej, to i gwiazdek będzie dość.

 - O ja... serio? Fajna ta Ukraina, musimy kiedyś jechać kochanie.

 - Zachęcam, naprawdę piękny kraj. A ja myślę, że tych wszystkich Uefistów powinno się na kwatery do ukraińskich babć wsadzić. Nie ma lepszych kobiecin pod słońcem. Jak jeździliśmy swego czasu z żoną na Ukrainę, mieliśmy taką jedną, ulubioną, u której zawsze mieszkaliśmy. Robiła takie wareniki, że jakby Platini ich spróbował, to przez Euro płakałby nie tylko smok wawelski, ale i syrenka. I jeszcze by Michel 3 słoiki pierogów do Nyonu zabrał.

 - Dziewczyny wspominały, że koniecznie trzeba tych warinków spróbować.

- Warinki to może mieć Małysz niesprzyjające. Wareniki. Coś słabo was te żinki nauczyły ukraińskiego.

 - Jesteś urocza, gdy jesteś zazdrosna. A nasza lekcja ukraińskiego była bardzo udana, duże djakuju. Dziewuchy mówiły też, że we Lwowie można zjeść słoninę w czekoladzie. Czad, nie?

- Nie?

 - Błe. To my poprzestaniemy jednak na tych pierogach.

 - E tam. Myślę, że to może być najpyszniejsza rzecz na świecie. Mniejsza o przedstawicieli UEFA - ja widzę nawet Farrella z Curuś jak jedzą tę słoninę i widać, że im smakuje. Widzę te nagłówki ''Szok! Farrell i ABC jedzą słoninę w czekoladzie. Są parą?''.

 - A ty Januszu czemu się śmiejesz? Wiesz kto to Colin Farrell?

 - Nie, nie wiem. Śmieję się, bo sobie wyobraziłem tych wszystkich kibiców z Europy, jak próbują się dostać marszrutką na stadion.

 - Marszrutka?

- Marszrutka...

 - Wikuś, pozwól mi się wykazać. Lena nam opowiadała o komunikacji miejskiej na Ukrainie. Marszrutka to malutkie busiki, najpopularniejszy środek komunikacji. Zazwyczaj przepełnione, co nie przeszkadza na kolejnym przystanku wejść kolejnym 10 osobom. Na dodatek kierowcy zazwyczaj zdrowo rąbnięci, ale to chyba akurat wymagane, jeśli chce się jeździć po ukraińskich drogach.

 - Masakra

 - Marszrutka.

 - Ha ha, prawda. Widzę miny takich na przykład Angoli, próbujących okiełznać ukraińską rzeczywistość. Oj zatęsknią za pokazywaniem gołego tyłka w Krakowie.

- A Szwedzi? Oczopląsu dostaną na widok tych monopolowych, otwartych do 2 w nocy...

 - I lodziarni, w których Absolut się lepiej sprzedaje, niż kulkowe.

 - I Nemiroff.

 - No dobra. Skoro Paweł wsiąknął, można zakończyć debatę. Zostajemy przy Polkraine. Wszyscy są za Lwowem, Charkowem i Donieckiem?

 - !

Koniec

Autorzy Pingwina , Spiro&Kostrzu, piszą również blogi, na które serdecznie zapraszają tych, którym jeszcze mało.

SokratesLjoekelsoey.blox.pl

StanyOpisowe.blox.pl