Z Czuba Watch: Bajarz Oliwa

Można mówić różnie o Krzysztofie Oliwie. Dla jednych będzie on zwykłym zabijaką, który karierę zrobił na obijaniu innych, dla drugich będzie świetnym sportowcem, który własną ciężką pracą doszedł do wielkich sukcesów w najlepszej hokejowej lidze świata. Niezależnie jak na sprawę patrzeć, w kategorii ''polski sportowiec z jajami ze stali'' Oliwa zdecydowanie prowadzi. Bardzo barwny materiał o życiu i karierze byłego zawodnika NHL można przeczytać w piątkowym ''Magazynie Sportowym''. Oto najfajniejsze fragmenty.

O pierwszych świętach po przyjeździe do Ameryki:

Kanadyjczycy, u których mieszkałem, zaprosili swoją rodzinę. Mnie powiedzieli, że muszę na ten czas zniknąć. Włóczyłem się, chciałem dorobić, zabrałem się za odśnieżanie ulic. Widziałem ludzi przy świątecznych stołach, kiedy czyściłem im podjazdy. Chciałem wracać, zadzwoniłem do kolegi, bramkarza z Tych, Krzyśka Śliwińskiego. Zapytałem: ''Hej, co tam w Polsce, jak święta, jakie masz plany?''. Odpowiedział, że o 4 rano wstaje do roboty w kopalni, poza tym wszystko dobrze. Pomyślałem, że w sumie to odśnieżanie nie jest takie złe. Lepsza kasa i trochę się wyśpię.

O początkach w New Jersey Devils i wyrobieniu sobie opinii zabijaki po starciu z innym graczem Devils, Sashą Lakoviciem:

Facet wcześniej walczył w klatkach, to świr, miał centralnie zerwany dach, maniak siłowni. Któregoś dnia uznałem, że przesadził. [...] to był początek obozu, przyjechaliśmy, żeby się poznać, pogadać, miało być miło. A ten wali z całej siły w bramkarza, katuje młodych chłopaków. To dostał parę razy po czajniku i się uspokoił. Kto wie, może to właśnie przysporzyło mi szacunek

O sprawcy najpoważniejszej kontuzji (6 śrub i platynowa płytka w ręku) w karierze - Matthew Dandenaultcie, który w 2000 roku podstawił Oliwie kij, gdy ten był na pełnej prędkości:

Może ten gnojek nie zrobił tego specjalnie, ale obiecałem mu, że go załatwię. [...] Powiedziałem: ''Zakończę karierę na twoim łbie!''. Później jak tylko wyjeżdżałem na lodowisko, on zjeżdżał. Już nigdy nie przebywaliśmy w tym samym czasie na lodzie.

O imprezach z Andrzejem Gołotą:

Pamiętam jak przyjechał do mnie Andrzej, następnego dnia miałem mecz o 16, więc można było się wyspać. Do 6 rano zwiedziliśmy kupę lokali. Podczas meczu miałem małą bójkę, dostałem w łuk brwiowy, poleciał krew. Podjechał sędzia, popatrzył i powiedział z usmiechem: ''Mocno przerzedzona''.

O spotkaniu ze swym największym idolem, Erikiem Lindrosem, z którym grał w New York Rangers:

W szatni powiedziałem mu, jak jestem szczęścliwy, że go wreszcie spotykam, bo jesteśmy w tym samym wieku, ale zawsze chciałem być taki jak on. A Lindros na to: ''No to dobrze się składa 'Ollie', bo ty jesteś bardziej poje... niż ja'''

Więcej ciekawych historii w ''Magazynie Sportowym''. Na koniec obszernego materiału Oliwa zdradza, że planuje napisać książkę dla dzieci. Nie możemy się wprost doczekać. Mamy nawet kandydata na jednego z bohaterów - Króliczek Bodiczek.