Tak, bo, czyli Avram Grant za Beenhakkera

Czwartkowy ''Fakt'' wyssał z palca dowiedział się od anonimowego działacza, że kandydatem na następcę Leo Beenhakkera w reprezentacji Polski jest były trener Chelsea Avram Grant. Załóżmy przez chwilę, że tak jest w istocie. Czy to dobry pomysł?

Entuzjazmem do niego nie pałam, ale muszę przyznać, że ma kilka zalet o podobnym ciężarze gatunkowym, jak sama koncepcja.

1. Prowadził wielki klub. Niedawno. I (prawie) z sukcesami

To przewaga nie tylko nad każdym polskim trenerem, jakiego można sobie wymyślić, ale także nad Leo Beenhakkerem, który przed reprezentacją Polski przez dwa lata był trenerem Trynidadu i Tobago, a wcześniej Ameriki Meksyk i który generalnie ostatni raz trenował jakiś nieegzotyczny klub (Feyenoord) w 2000 r.

Oczywiście nie znaczy to automatycznie, że Grant jest dobrym trenerem. W zasadzie trudno to ocenić, bo prowadząc Chelsea był zawsze drugi. W Lidze Mistrzów drugi, w lidze angielskiej drugi, w Pucharze Ligi drugi. Istnieje niebezpieczeństwo, że nawet jakby coś wygrał, to by się jak drugi poczuł. Z drugiej strony - gdyby faktycznie został następcą Beenhakkera, to pierwszymi rozgrywkami, w jakich poprowadziłby reprezentację Polski byłoby Euro 2012. Gdyby tam również był drugi, podejrzewam, że nikt by nie narzekał. A przy okazji, jak to brzmi - były trener Chelsea selekcjonerem reprezentacji Polski. Można by zamykać oczy i marzyć, że chodzi o Mourinho, Scolariego, Hiddinka...

2. Nie jest przedstawicielem Polskiej Myśli Szkoleniowej (TM)

To zawsze plus. I nie chodzi o to, że nie jest Polakiem, bo wierzę, że przynajmniej teoretycznie jest możliwe, żeby Polak był dobrym trenerem drużyny piłkarskiej. Nie przychodzi mi wprawdzie w tej chwili do głowy żadne nazwisko, które mógłbym podać z pełnym przekonaniem, ale wierzę.

Chodzi o to, że Grant nie jest skażony tradycjami Polskiej Myśli Szkoleniowej (TM): nie analizuje na bieżąco w murach ''Kuleszówki'' ustawień taktycznych z czasów budowy muru Hadriana, przynajmniej próbuje być trenerem, a nie historykiem piłki i nie wyciągałby zapewne wniosków dotyczących reprezentacji z meczów, które odbyły się trzydzieści i czterdzieści lat temu. Nie jestem wprawdzie przekonany, czy koniecznie chcemy sięgać po Izraelską Myśl Szkoleniową, czy nie lepiej byłoby poszukać w krajach o nieco większych tradycjach piłkarskich, ale zawsze to lepiej, niż restauracja dynastii PMS (TM).

3. Nie jest Stefanem Majewskim

Dzięki czemu nie istnieje niebezpieczeństwo, że zawodnikom na boisku zaczną wybuchać głowy w nieskutecznej próbie przypomnienia sobie, do którego z ośmiu pozostałych obrońców powinni teraz zagrać w ramach 387. schematu wyprowadzania piłki z własnego pola karnego.

4. Ma dobrych asystentów

John Terry był członekiem duetu trenerskiego, który prowadził Chelsea za czasów Granta. Marginalizował przy okazji rolę szkoleniowca między innymi nie wpuszczając go na zebranie drużyny i lekceważąc jego polecenia. Grant mógłby wziąć do reprezentacji swojego ''asystenta'' z Chelsea. I wstawić go do składu*. Frank Lampard był drugą połówką duetu trenerskiego, który prowadził Chelsea za czasów Granta. Robił dokładnie to samo, co Terry, więc nie ma sensu się powtarzać. Grant mógłby także wziąć do reprezentacji swojego drugiego ''asystenta'' z Chelsea. I wstawić go do składu.

5. Antoni Piechniczek się wkurzy

Nie podejrzewam, żeby pochodzący z Mławy rodzice byli wystarczającym dowodem polskości Granta w oczach organicznego szkoleniowego patrioty i wiceprezesa PZPN ds. szkolenia w jednym. Być może nie wywoła w nim takiej furii jak Leo Beenhakker, ale zapewne radości też nie wzbudzi. A, choć nikomu źle nie życzę, wkurzony Antoni Piechniczek to dobry Antoni Piechniczek. Rzucałby błyskotliwymi bon motami, szczegółowo i na bieżąco analizował poczynania reprezentacji, ze szczególnym uwzględnieniem lat 1970-1982 (o latach1986-1997 mówi jakoś mniej chętnie), podpowiadałby nowinki taktyczne (kontratak!)... Ponieważ nie wierzę, żeby w najbliższym czasie sytuacja polskiej piłki miała się jakoś szczególnie poprawić, niech przynajmniej będzie wesoło.

Piotr Mikołajczyk

* - Mam świadomość, że Lampard i Terry nie mogą grać w reprezentacji Polski. Ale z drugiej strony - głęboko wierzę, że mają na to takie same szanse, jak Avram Grant na posadę selekcjonera reprezentacji Polski.