Na bezdrożach, czyli podsumowanie Grand Prix Bahrajnu

Formuła 1 to taki sport, w którym dwudziestu facetów jeździ w kółko w superszybkich samochodach, a na końcu i tak wygrywa Jenson Button.

W Rowie Mariańskim: BMW Sauber

Niemiecki team dostał w Bahrajnie dokładnie to, na co zasłużył - jego kierowcy zajęli dwa ostatnie miejsca. To jeszcze oczywiście nie oznacza, że BMW ma najgorsze samochody w stawce - Kubica i Heidfeld planowali jechać tylko z jednym postojem i konieczność zjechania na początku wyścigu do boksu po kolizjach na starcie wywróciła im wyścig do góry nogami, bo napompowane paliwem samochody nie dawały szans na pogoń za rywalami.

Ale z drugiej strony - BMW Sauber zapowiadał, że chce w tym sezonie walczyć o mistrzostwo świata. Z tego powodu odpuścił poprzedni sezon! A jednak, kiedy okazało się, że bolid nie jest konkurencyjny, przez cztery wyścigi nie zrobił nic. Już pal sześć wyniki - można było potraktować te wyścigi choćby jako okazję, do testowania nowych rozwiązań. BMW tego nie zrobiło. Trudno znaleźć jakiekolwiek rozsądne uzasadnienie, bo pracowali wszyscy i efekty widać gołym okiem - przyspieszyło Renault, przyspieszyło Ferrari i McLaren. Przyspieszyło nawet Force India. Jeśli w Barcelonie nie okaże się, że nowy samochód niemieckiego teamu wykonały dumne krasnoludy ze Śródziemia i że jest on mithrilowym ósmym cudem świata, możemy chyba spokojnie powiedzieć, że właśnie oglądamy największy strzał w stopę tego sezonu.

Na górze. Jenson Button i Brawn GP

Trzy zwycięstwa Buttona w czterech wyścigach to wynik niesamowity, ale jeszcze bardziej niesamowita jest łatwość, z jaką je odniósł. W Bahrajnie, poza startem, kiedy minął Hamiltona, Button nie musiał nikogo wyprzedzać - jechał szybciej od rywali, choć jego bolid miał więcej paliwa i wszystko załatwił w pit stopie. To pokazuje moc samochodów Brawna tym bardziej, że to nie pierwszy taki przypadek. Button może ''jechać swoje'', bo wie, że koniec końców wyjdzie na jego. Europejski sezon F1 na ogół przynosi pewne przetasowania w stawce, ale trudno w tej chwili wskazać kogokolwiek, może poza Red Bullem, kto byłby w stanie Brawna dogonić.

Na wzniesieniu: Ferrari

Nie to, żeby wysokim, co to, to nie. 14. miejsce Massy, nawet przy nieplanowanym postoju zaraz po starcie, jest aż nadto wymowne. W zeszłym sezonie nawet w takich warunkach włoski team byłoby stać na więcej. Ale pierwsze punkty za szóste miejsce Raikkonena pozwoliły przynajmniej uniknąć najgorszego początku sezonu w całej historii stajni. Chociaż jednocześnie uznawanie tego za dobrą wiadomość jest dla Ferrari wiadomością dość smutną.

W malinach: Toyota

Lekcja poglądowa na temat tego, ile znaczy dobór opon. Trzecie i siódme miejsce niby nie jest złe, ale przecież w kwalifikacjach pozamiatali - Trulli zdobył pole position, Glock był drugi. W wyścigu jednak załatwił sprawę nieudany eksperyment z twardszymi oponami - wyraźnie wolniejszymi, a na których obaj kierowcy Toyoty przejechali większość dystansu. Co tylko potwierdza tezę, że nie taki dyfuzor straszny, jak co innego sknocą. Prawda, Kazuki?

Piotr Mikołajczyk