Kontrowersyjny zawodnik ukarany za dobroczynność

Elijah Dukes to czarna owca baseballa, której życie upływa głównie na zaliczaniu kolejnych aresztowań i płodzeniu dzieci. Ostatnio spóźnił się na trening, co zaowocowało miejscem na ławce rezerwowych i grzywną. Jak na ironię, zawodnik Washington Nationals karę zawdzięcza próbie zerwania z dotychczasowym wizerunkiem przestępcy zmiksowanego z bankiem spermy.

25-letni Dukes do MLB trafił w 2007, a wraz z nim spora kolekcja wyroków oraz dzieci mówiących do niego ''tato''. Swą kartotekę otworzył w 1997, gdy po raz pierwszy wylądował za kratkami. Od tamtego czasu dbał o jej uzupełnianie i ciężko powiedzieć ile dokładnie aresztowań zaliczył- pewne są trzy za pobicia i jedno za napaść. Niektóre źródła twierdzą, że mógł mieć znacznie częstsze kontakty z policją - między innymi dzięki posiadaniu marihuany. W maju 2007 dostał sądowy zakaz zbliżania się do własnej żony, za to że małżeńskie problemy postanowił rozwiązać grożąc swej lepszej połowie śmiercią.

Drugim hobby Dukesa było dbanie o przedłużenie gatunku ludzkiego. Między 2003 a 2006 udało mu się dorobić co najmniej piątki dzieci z czterema różnymi kobietami. W 2007 okazało się, że wynik może mieć jeszcze okazalszy, bo 17-letnia podopieczna jego krewnych dowodziła, że jest z baseballistą w ciąży. Zawodnik wściekł się i przy najbliższej okazji rzucił dziewczynę butelką w głowę, co przyczyniło się od wysłania go na terapię mającą pomóc mu opanować gniew.

Nic więc dziwnego, że gdy Dukes przeszedł z Toronto Blue Jays do Nationals bano się, że zacznie terroryzować kolegów z zespołu albo zapełni budynek klubu niezliczonymi berbeciami. Zatrudniono więc byłego policjanta, którego zadaniem jest trzymanie Dukesa z dala od kłopotów. Także sam zawodnik postanowił zmienić swój image i między innymi zaangażował się w działalność dobroczynną, co paradoksalnie wpędziło go w kolejne tarapaty. Ostanio Elijah charytatywnie spotkał się z zawodnikami Małej Ligi i rozdawał młodym baseballistom autografy. Spóźnił się przez to 5 minut na trening. Powodów spóźnienia postanowiono nie słuchać i zawodnika ukarano 500 dolarami grzywny oraz wylotem z pierwszego składu. Najwyraźniej chęć wyjścia na prostą nie wszystkim sportowcom wychodzi na dobre. Na dobre nie wyjdzie też raczej drużynie sadzanie Dukesa, bo jest on jednym z niewielu zawodników, którzy nie muszą wstydzić się za swoją grę na początku tragicznie rozpoczętego sezonu - Nationals wygrali tylko 1 z 11 spotkań i są najsłabszą ekipą MLB.

Update: W Washington Post z 21 kwietnia wyczytaliśmy, że Dukes najwyraźniej podbił serca małych zawodników oraz ich rodziców. Ci ostatni, gdy dowiedzieli się, że baseballista został ukarany z powodu odwiedzenia ich dzieci, wkurzyli się i postanowili działać. Maile między nimi a organizatorami Małej Ligi z Great Falls śmigały z prędkością Usaina Bolta z zamontowanym dyfuzorem aż narodziła się zbiórka pieniędzy na grzywnę dla baseballisty. Dukes ma zapłacić 500 dolarów, co nie jest dla niego specjalnym problemem. Uznano jednak, że uiszczenie kary za niego będzie miłym gestem poparcia. Plan przewiduje zebranie 501 dolarów (grzywna + 1 dolar na ewentualne opłaty administracyjne). Jeśli uda się zebrać więcej, to nadwyżka zostanie przekazana na Małą Ligę jako darowizna od Dukesa. Zdaje się więc, że baseballiście zmiana wizerunku z przestęcy-dzecioroba na miłego gościa wychodzi całkiem nieźle.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.