Z Czuba Watch: Euro jakiego James Bond nie widział

Choć Michał Listkiewicz ostatnimi czasy usunął się nieco w cień, wciąż chętnie udziela wywiadów. Co cieszy. Tym razem rozmawiał z ''Polską'' o przygotowaniach do nadchodzącego Euro, niesławnych nagich zdjęciach zrobionych przy okazji Euro poprzedniego oraz zasadach funkcjonowania przyśpiewki ''je...ć PZPN''.

Listkiewicz, który obecnie piastuje dumnie brzmiące stanowiska doradcy prezesa PZPN i członka Rady Mędrców UEFA, jest zadowolony z niedawnej wizyty we naszym kraju Michela Platiniego. Francuz był ponoć szczerze zadowolony i nawet kilka cierpkich słów pod adresem Ukrainy nie powinno być rozdmuchiwanych - do Euro 2012 są jeszcze trzy lata, więc skoro nikt nie mówi o zabieraniu Mundialu podobno wciąż będącemu w proszku RPA, nie powinno się biadolić o odbieraniu mistrzostw Europy nam i naszym sąsiadom. A poza tym zadecydują o tym nie wizyty szefa UEFA, ale raporty obserwatorów przebywających w naszym kraju incognito.

Są to kontrolerzy nieoficjalni, że tak się wyrażę o kimś w rodzaju tajniaków. Przyjeżdżają do nas ludzie, którzy lokują się w hotelach jako zwykli turyści, na przykład przez tydzień jeżdża po Polsce po drogach, koleją, autobusami, samochodami, samolotami. Chodzą do knajp, na spacery, oglądają miasta, dworce, boiska. Pamiętam jak jeden kontroler ze Szwajcarii pojechał pociągiem z Przemyśla na Ukrainę. I już po tamtej stronie zaobserwował, jak jeden facet nagle rozkręca w wagonie sufit, wyjmuje jakąś paczkę i wysiada. On takich scen nawet w filmach z Bondem nie oglądał.

Żądnemu wrażeń panu ze Szwajcarii polecamy także podróż autobusem relacji Warszawa-Lwów - takich scen to nawet u Gucwińskich nie było .

Michał Listkiewicz mówi też o pewnej koncepcji dotyczącej organizacji zaplecza treningowego, czyli tego co najbardziej u nas kuleje. Jest plan aby boiska dobudowywać przy istniejących już hotelach. Dodajmy, że hotele z kolei to druga największa bolączka polskich organizatorów. Były prezes PZPN uważa, że to dobry pomysł i wspomina, że w Austrii również zdecydowano się na takie rozwiązanie, m.in. w kurorcie, w którym on mieszkał i w którym jeden z tabloidów zrobił mu nagie zdjęcia.

Michał Listkiewicz: Myśmy tam mieli piętro w luksusowym spa, który poza nami gościł staruszki z Ameryki korzystające z kąpieli solankowych... ''Polska'': Wiemy, widzieliśmy na zdjęciach w jakiejś gazecie, jak leżakował Pan tam wśród tych staruszek na golaska... ML: [...] Ha, ha, zresztą tam były określone miejsca w tym hotelu, że się trzeba było rozbierać!

Ale Euro ''ełrem'' tymczasem w polskiej piłce nie najlepiej. Echem odbił się pomysł abolicji autorstwa Grzegorza Laty, z którym Listkiewicz się zgadza, nawet jeśli PZPN zostanie jeszcze bardziej znienawidzony. Zresztą okrzyki ''je...ć PZPN'' wcale nie oznaczają, ''braku poparcia'' dla związku, tylko tego, że kibice dobrze się bawią

W Polsce ludzie często krzyczą coś, czego nie rozumieją. Ja sądzę, że obelga PZPN jest czymś w rodzaju ludowej przyśpiewki. To zupełnie jak na weselu, gdy śpiewa się ''gorzko, gorzko''...

Odważna teoria, ale jeśli faktycznie śpiewając ''je...ć PZPN'', kibice tak naprawdę myślą o ''gorzko gorzko'' to raczej chcą aby związek pocałował ich... wiecie gdzie.

Tyle Michał Listkiewicz, przynajmniej na dziś.