Największe afery Formuły 1

Kłamał czy nie kłamał - oto jest pytanie, które zadaje sobie cały światek Formuły 1. Zamieszanie wokół Lewisa Hamiltona i McLarena robi się coraz większe, a groźby wykluczenia brytyjskiego teamu robią wrażenie, nawet jeśli są mało prawdopodobne. Jednak nie powinny zaskakiwać, biorąc pod uwagę fakt, że Formuła 1 aferami i kontrowersjami stoi.

Afera szpiegowska

Zaczęło się od wydawałoby się, prostej pracowniczej nielojalności - pracujący w Ferrari inżynier Nigel Stepney wykradł ok. 780 stron dokumentacji technicznej włoskiego bolidu. Później okazało się, że skradzione informacje przekazał Mike'owi Coughlanowi, głównemu projektantowi McLarena. Wydawało się, że ostatecznie sprawa rozejdzie się po kościach, FIA bowiem orzekła, że nie ma dowodów na to, że McLaren w jakikolwiek korzystał z informacji zdobytych przez Coughlana.

Po licznych protestach, między innymi szefa Renault Flavio Briatore śledztwo wznowiono, a FIA wkrótce ogłosiła, że ma nowe dowody. Gwoździem do trumny McLarena okazały się zeznania jego kierowców - Fernando Alonso i kierowcy testowego Pedro de la Rosy, którzy przyznali, że znali i korzystali z wykradzionych przez Stepneya informacji. Ostatecznie McLarenowi odebrano wszystkie punkty w klasyfikacji konstruktorów za sezon 2007 i nałożono na niego grzywnę w wysokości 100 mln dolarów.

Seksafera Maxa Mosleya

Zupełnie innego rodzaju afera wybuchła w związku z szefem Międzynarodowej Federacji Samochodowej (FIA) - Maxem Mosleyem. W maju 2008 r. brytyjski brukowiec ''News of the World'' wszedł w posiadanie filmu z sadomasochistycznej orgii, w której uczestniczył Mosley. Szef FIA uprawiał seks z pięcioma prostytutkami, z których część przebrana była w mundury przypominające nazistowskie mundury z czasów II wojny światowej, a część w więzienne pasiaki. Żeby było dziwniej, kilka dni później prasa wykryła, że MI5 - brytyjska służba kontrwywiadu zwolniła jednego z agentów. Jak się okazało, jedna z uczestniczących w orgii kobiet był jego żoną. Skandal wybuchł tym większy, że ojciec Mosleya, Oswald był założycielem największej faszystowskiej partii w przedwojennej Wielkiej Brytanii.

Ostatecznie jednak Mosleya nie spotkały żadne konsekwencje. Szejkowie z Bahrajnu nie wyrazili wprawdzie zgody na jego pojawienie się podczas weekendu Grand Prix, ale już w Monako Mosley się pojawił, choć nie uczestniczył w oficjalnych uroczystościach. Choć zapowiedział, że w 2009 roku, kiedy wygaśnie jego kadencja jako szefa FIA, nie będzie kandydował, nie jest wykluczone, że jednak zmieni zdanie.

Afera zbiornikowa

Afera dla koneserów. Przed Grand Prix Brazylii, drugim wyścigiem sezonu 1982 kilka brytyjskich teamów, między innymi Brabham i Williams postanowiło nagiąć przepisy dotyczące minimalnej wagi bolidów. Teamy te nie używały paliwożernego turbodoładowania i żeby spełnić wymogi dotyczące minimalnej wagi bolidów musiały używać dodatkowego balastu. Colin Chapman, właściciel Lotusa wpadł na pomysł wykorzystania dodatkowych zbiorników z wodą. Miały one rzekomo służyć jako dodatkowe źródło chłodzenia dla hamulców, jednocześnie podnosząc wagę bolidów do wymaganego przez przepisy poziomu. Haczyk polegał na tym, że zbiorniki można było podczas wyścigu opróżnić, a potem całkowicie zgodnie z przepisami ponownie napełnić przed ważeniem.

Tak też się zresztą stało, a lżejsze bolidy, choć pozbawione mocy z turbodoładowania, zdecydowanie górowały nad resztą stawki. Wygrał Nelson Piquet z Brabhama, a drugi był Keke Rosberg z Williamsa, kiedy jednak odkryto machinacje zbiornikowe obaj zostali zdyskwalifikowani, a zwycięzcą ogłoszono Alaina Prosta. Sytuacja była o tyle niejednoznaczna, że ani Brabham ani Williams nie złamały litery przepisów, choć ewidentnie naruszyły ich ducha. Żeby kontrowersje nie wygasły zbyt szybko, John Watson z McLarena, który po dyskwalifikacji liderów zajął drugie miejsce zastosował identyczny manewr ze zbiornikiem wody, za co jednak nie spotkały go żadne konsekwencje.

Afery Schumacherowe

O Michaelu Schumacherze można powiedzieć wiele, ale nie to, że na torze był przyjemniaczkiem. Pokazał to zdobywając swój pierwszy tytuł mistrza świata w barwach Benettona. Przed ostatnim wyścigiem sezonu - Grand Prix Australii Schumacher miał tylko punkt przewagi nad Damonem Hillem. Po starcie objął prowadzenie, ale na 36 okrążeniu wypadł z toru. Kiedy jadący za nim Hill próbował go wyprzedzić, Niemiec uderzył w bolid Brytyjczyka.

Schumacher zakończył w ten sposób wyścig, ale uszkodzenia w bolidzie Hilla okazały się zbyt poważne. Kierowca Williamsa musiał się wycofać i mistrzem świata został Schumacher. Za spowodowanie kolizji nie spotkała Niemca żadna kara.

Jeśli ktoś miał wątpliwości, czy kolizja nie była przypadkowa, to Schumacher skutecznie je rozwiał trzy lata później, próbując powtórzyć tę samą sztuczkę. Sytuacja wyglądała identycznie - ostatni wyścig sezonu, Schumacher na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej o punkt przez Jacquesem Villeneuve'em. I wypadki na torze również potoczyły się w zaskakująco znajomy sposób. Kiedy Villeneuve próbował wyprzedzić Schumachera, kierowca wtedy już Ferrari uderzył w bolid rywala. Był to dla niego koniec wyścigu, Villeneuve jednak pojechał dalej - trzecie miejsce dało mu cztery punkty i tytuł mistrza świata.

Wydawało się, że Schumacherowi i tym razem się upiecze, sędziowie bowiem orzekli, że był to zwykły wypadek wyścigowy i nie ma potrzeby karania kogokolwiek. Max Mosley jednak, który przed wyścigiem zapowiadał, że jakiekolwiek próby nieczystego rozstrzygnięcia walki o tytuł zostaną surowo ukarane, dotrzymał słowa. FIA dwa tygodnie po wyścigu wezwała Schumachera na przesłuchanie, w wyniku którego Niemiec został zdyskwalifikowany z mistrzostwa świata kierowców. Odebrano mu wszystkie punkty, choć nie odebrano mu odniesionych w sezonie zwycięstw. Dodatkowo Schumacher został zobowiązany do udziału w nadzorowanym przez FIA programie propagującym bezpieczeństwo na drogach, co dowodzi niemałego, choć nieco ironicznego poczucia humoru organizacji.

Afera pole positionowa

Żeby skończyć temat Schumachera - jeszcze jedna afera z jego udziałem, tym razem z jego ostatniego sezonu w Formule 1. W sezonie 2006 podczas kwalifikacji do Grand Prix Monaco walczący o tytuł mistrza świata z Fernando Alonso Schumacher wykręcił czas, który dawał mu pole position. Hiszpan wyjechał ponownie na tor i jego czasy w dwóch pierwszych sektorach były lepsze od czas Niemca. Wtedy jednak Schumacherowi zdarzył się przykry i zaskakujący wypadek. Niemiec nie zmieścił się w zakręcie Racasse i zatarasował przejazd.

Alonso musiał zwolnić, żeby go wyminąć i pole position zostało przy Schumacherze, jednak nie na długo. Stewardzi uznali, że działanie Schumachera było celowe i za karę przesunięto go na ostatnie miejsce na starcie. Wyścig wygrał Alonso, a Schumacher, przebijając się z końca stawki zajął ostatecznie piąte miejsce.

To nie była zresztą jedyna afera pole-positionowa, na której skorzystał Alonso. Rok temu w kwalifikacjach do GP Malezji zwaśniony z McLarenem Hiszpan gorąco protestował przeciwko zachowaniu Hamiltona i Kovalainena, którzy w ostatniej fazie trzeciej sesji, po przejechaniu swoich szybkich kółek, gwałtownie zwolnili blokując będących na szybkich okrążeniach - Alonso i Heidfelda. Kierowcy McLarena zostali wówczas cofnięci o 5 pozycji na starcie.

Afera orderowa

Nie chodzi jednak o żadne odznaczenia, ale o team orders - polecenia drużynowe, które po tych wydarzeniach zostały oficjalnie zakazane. W Grand Prix Austrii - szóstym wyścigu sezonu 2002 Rubens Barrichello, który startował z pole position i prowadził od startu na ostatnim okrążeniu przepuścił jadącego za nim Schumachera. Zrobił tak na wyraźne polecenie zespołu, który chciał zapewnić walczącemu o mistrzostwo świata Schumacherowi maksymalną liczbę punktów. Nawiasem mówiąc, niepotrzebnie, biorąc pod uwagę to, że Schumacher wygrał wcześniej cztery z pięciu rozegranych wyścigów. Podczas dekoracji Schumacher wepchnął Barrichello na najwyższy stopień podium i oddał mu trofeum za zwycięstwo, sam zadowalając się drugim miejscem. Co zresztą dało pretekst do ukarania kierowców i Ferrari milionem dolarów grzywny za złamanie zasad związanych z dekoracją.

Sytuacja powtórzyła się w ostatnim wyścigu sezonu - Grand Prix USA. Tym razem to Schumacher, który tytuł mistrza świata zapewnił sobie na sześć wyścigów przed końcem sezonu, na ostatniej prostej przed metą przepuścił Barrichello. Brazylijczyk wygrał różnicą 0,011 s - najmniejszą w historii wyścigu. Barrichello tłumaczył później, ze kierowcy chcieli wjechać na metę jednocześnie, ale im się nie udało. Schumacher natomiast dodawał, że żaden z nich nie wiedział, który wygrał, dopóki nie zobaczyli w garażu oficjalnych wyników.

Po tych dwóch wydarzeniach FIA zakazała poleceń drużynowych. Efekty tego zakazu dość dobrze mogliśmy poznać w poprzednim sezonie - w Grand Prix Niemiec Heikki Kovalainen przepuścił Lewisa Hamiltona, a w Grand Prix Chin Felipe Massę na ostatnich okrążeniach przepuścił Kimi Raikkonen. Fin stwierdził jednak, że była to jego indywidualna decyzja, a nie polecenie od zespołu, w związku z czym nie było podstaw do ukarania Ferrari i jego kierowców.

Afera Prost-Senna i na odwrót

Dwóch profesorów w szkole, którą najwyraźniej z wyróżnieniem ukończył Michael Schumacher. W sezonie 1989 o tytuł walczyło dwóch kierowców McLarena - Ayrton Senna i Alain Prost. W klasyfikacji generalnej prowadził Francuz, który kilkakrotnie publicznie krytykował kolegę z zespołu za zbyt agresywną jazdę. Kiedy w przedostatnim wyścigu sezonu na torze Suzuka Senna próbował go wyprzedzić na szykanie, Prost uderzył w bolid rywala.

Był to dla niego koniec wyścigu. Senna, zepchnięty przez porządkowych na pobocze minął szykanę i pojechał dalej. Wyprzedził jadących przed nim kierowców Williamsa i Benettona i minął metę jako pierwszy. Zwycięzcą został jednak Alessandro Nannini z Benettona, Senna został bowiem zdyskwalifikowany za minięcie szykany. W ostatnim wyścigu sezonu żaden z kierowców McLarena nie dojechał do mety i mistrzem świata został Prost.

Rok później to Senna prowadził w klasyfikacji generalnej z 9 punkami przewagi nad Prostem, teraz już w kierowcą Ferrari. W przedostatnim wyścigu sezonu, ponownie na torze Suzuka Brazylijczyk wywalczył pole position. Przed wyścigiem poprosił o zmianę strony toru, po której ulokowane było pierwsze miejsce startowe, prośba jednak została odrzucona. Startujący z drugiego miejsca Prost błyskawicznie wyprzedził Sennę, który już na pierwszym zakręcie z impetem wbił się w bolid rywala kończąc swój i jego wyścig.

Wprawdzie za zwycięstwo przyznawano wtedy 9 punktów, ale do klasyfikacji generalnej liczyło się tylko 11 najlepszych wyników sezonu - gdyby nawet Prost w ostatnim wyścigu wygrał, a Senna go nie ukończył, Francuz straciłby punkty za piąte miejsce w Grand Prix Kanady. Mistrzem świata został Senna.

Afery intruzowe

Mamy na myśli kardynalne błędy, obciążające przede wszystkim organizatorów Grand Prix, w wyniku których na torach pojawiają się osoby/zwierzęta/przedmioty, których nie powinno tam być. Najbardziej spektakularnym i najbardziej tragicznym tego typu wydarzeniem był wypadek i śmierć Toma Pryce'a w GP RPA w 1977 roku. Wyciek paliwa w bolidzie Renzo Zorziego spowodował wybuch małego pożaru. Bolid Włocha zatrzymał się tuż za niewidocznym grzbietem wzgórza, a dwóch porządkowych wbrew wszelkim standardom zdecydowało się przejść na drugą stronę, aby ugasić ogień. W tym momencie pojawiły się pojazdy Pryce'a i Hansa-Joachima Stucka, jadące jeden obok drugiego. Bolid Stuck'a ominął obu porządkowych, jednakże Pryce nie mógł ominąć 19-letniego Jansena Van Vuurena. Wjechał w niego z pełną prędkością i rozerwał młodego porządkowego, zabijając go na miejscu. Zderzenie miało minimalny wpływ na pojazd Pryce'a - tylko lekkie uszkodzenie przedniego skrzydła. Nieszczęśliwie, gaśnica trzymana przez Van Vuurena uderzyła Pryce'a w głowę zabijając go na miejscu.

Prehistoria? Niestety, błędy przeszłości nie zostały jeszcze całkowicie wyeliminowane i bezpieczeństwo na torze wciąż jest sprawą drugorzędną, banalizowaną przez organizatorów. W zeszłorocznym GP Turcji, na jednym z najnowocześniejszych torów, wydarzył się wypadek, który skompromitował gospodarzy i naraził na niebezpieczeństwo jednego z kierowców. Podczas wyścigu GP2, zaplecza Formuły 1, na Istambul Park pojawiły się bezpańskie psy. Bruno Senna z pełną prędkością potrącił jednego z czworonogów prawą przednią oponą. Powtórki telewizyjne zatrzymały się w momencie kontaktu i nie pokazały drastycznej sceny. Pytanie, czy takich scen kibice F1 nie będą musieli oglądać w przyszłości.

Afera polityczna

Politycznych afer w Formule 1 nie było zbyt wiele. O ile ta związana z Mosleyem to quasi polityczna, a raczej obyczajowa farsa, o tyle wspominani przed momentem organizatorzy GP Turcji dopuścili się politycznego faux pas w pełnej krasie. W 2006 roku nagroda dla zwycięzcy wyścigu, Felipe Massy, została przekazana przez Mehmeta Ali Talata, który widzom został przedstawiony jako prezydent Tureckiej Republiki Cypru Północnego - kraju uznawanego jedynie przez Turcję. FIA, która zachowuje polityczną neutralność, rozpoczęła dochodzenie. Przedstawiciele federacji nie mieli możliwości przeciwstawienia się decyzji organizatorów, ponieważ decyzja została maksymalnie opóźniona. Organizatorom groziła utrata praw do organizacji wyścigu, a także rajdu w ramach Rajdowych Mistrzostw Świata. Ostatecznie zostali oni ukarani grzywną w wysokości 5 mln dolarów.

Afera oponowa

GP USA 2005 - jedna z największych fars podczas wyścigów Formuły 1. Na starcie pojawiło się 20 bolidów, jednak po przejechaniu okrążenia rozgrzewkowego 7 zespołów zjechało do pit stopu i już z niego nie wyjechało. Firma Michelin uznała, że ze względów bezpieczeństwa nie pozwoli, przy aktualnej konfiguracji toru, wystartować swym ekipom na oponach stosowanych podczas kwalifikacji. Kilka godzin wcześniej FIA nie zgodziła się na propozycję Michelina dotyczącą zmiany opon na ogumienie sprowadzone do Indianapolis w trybie awaryjnym. Michelin uważał, że do momentu całkowitego wyjaśnienia przyczyn wypadku Ralfa Schumachera podczas treningu (awaria opony), stosowanie niepewnego ogumienia jest zbyt niebezpieczne. Tym bardziej, że w myśl ówczesnych przepisów zawodnik musiał przejechać całe kwalifikacje i wyścig na jednym komplecie opon - ich zmiana w pit stopie była dozwolona tylko w przypadku uszkodzenia lub deszczu.

Michelinowi zaproponował zredukowanie prędkości na zakrętach 12/13, poprzez wprowadzenie dodatkowej szykany, jednak ta propozycja również została odrzucona. Konsekwencją braku reakcji ze strony Federacji był udział w wyścigu tylko sześciu samochodów zaopatrzonych w opony Bridgestone i chyba najłatwiejsze zwycięstwo Michaela Schumachera w karierze.

Afery pogodowe

Za każdym razem, kiedy warunki na torze sprawiają, że wyścig przeradza się w farsę, a zawody przypominają walkę o przetrwanie, zaczynają się pojawiać pytania o sens konsekwentnego przeprowadzania GP o określonej porze, wbrew bezpieczeństwu, wbrew dobru sportu, a dla dobra komercyjnych zakusów Federacji. Ostatnie GP Malezji było tego godnym przykładem - najpierw kontrowersje wokół godziny wyścigu - FIA ustaliła godzinę rozpoczęcia na 17 zamiast tradycyjnej 14 tylko po to, by Europejczycy mogli sobie obejrzeć wyścig nie wstawając za wcześnie z łóżek (kierowcy skarżyli się, że o tej porze na torze już jest za ciemno i zbyt niebezpiecznie). Później kontrowersje pogłębiła fatalna aura - ulewa uniemożliwiła przejechanie odpowiedniej liczby okrążeń - czego konsekwencją jest głupia punktacja powyścigowa i niedosyt faworytów.

Najwybitniejszym przykładem wyścigu w niewyścigowych warunkach było GP Belgii w 1999 roku, kiedy doszło do największego karambolu w historii F1 i loteryjnych rozstrzygnięć - za sprawą fatalnej pogody oczywiście. Z 22 kierowców, tylko 8 ukończyło wyścig, a to co się działo wcześniej, bardziej kojarzy się z grami komputerowymi typu Totalna Demolka, niż z Formułą 1.

Piotr Mikołajczyk i Spiro