Pingwin - serial obyczajowo-sportowy: ...

Święta za pasem, ale i tak zapraszamy do Pingwina. Choćby na herbatę...

Miejsce akcji:

Mała speluna na małym osiedlu dużych bloków w dużym mieście. Speluna o wdzięcznej nazwie Pingwin, wdzięcznym personelu i wdzięcznej załodze stałych bywalców.

Występują:

Janusz - właściciel i barman Pingwina, emerytowany wuefista, niespełniony chodziarz. Potrafi godzinami o sporcie, ale potrafi też wiele innych ciekawych rzeczy - na przykład świetnie wykonuje moonwalk.

Muczi - do Pingwina zagląda dość często, ale to nie tylko kwestia piwa. Muczi poi się obecnością przyjaciół, którzy pomagają mu w pokonywaniu zakrętów życiowych, często związanych ze złym wyjściem z progu.

Ejsi - niezależnie od rozwoju sytuacji, nie złapiesz go na spalonym. Nie ogląda sportowych transmisji do końca, bo zawsze zasypia. Jest to jednak ignorancja pozorna - Ejsi ma teczki na wszystko, co go otacza.

Wiki - niezastąpiona w rozstrzyganiu spornych kwestii. Potrafi schłodzić gorącą głowę Mucziego, Ejsi tylko wobec niej tępo ripostuje, a Janusz po prostu chce ją mieć w swoim barze.

Paweł - słyszał o Adamie Małyszu, Jerzym Dudku, Otylii Jędrzejczak i Olisadebe. Innych sportowców wciąż poznaje dzięki swojej dziewczynie, Wiki, którą kocha wielce .

Niewyraźny Robert

Odcinek 6 - ...

Widzę, że niezależnie od rozmiaru soboty, wasz ciąg na Pingwina jest wielki. A ze święconką w kościele już byliście?

 Daj spokój, Janusz. Triduum, triduum i po triduum. Czym tu się podniecać?

  A my z Pawłem już byliśmy. Jak zwykle się rozczuliłam widząc te wszystkie koszyczki.

 A propos koszyczków - sezon regularny NBA się kończy! Jak Wam się podoba tabela? Hę?

 Parafrazując klasyka - "po 15 zespołów jest w każdej konferencji - wschodniej i zachodniej eminencji". W tej kwestii, o ile się orientuję, nic się nie zmieniło.

 Jak nie chcesz gadać o sporcie, to możemy pogadać o tym, czym dla ciebie są święta Wielkiej Nocy.

 Oj wiesz, że chcę gadać o sporcie, po prostu... może najpierw zamówmy po piwku.

 Już nalewam. Widzę, że święta wam szkodzą.

  Ale chyba nie bardziej niż szkodzą Adriano - słyszeliście, że w czwartek na konferencji prasowej ogłosił, że odchodzi od piłki na czas nieokreślony? Radość z gry stracił.

 I zgodnie z duchem świątecznego kalendarza w niedzielę ogłosi powrót do futbolu.

 ...

  Teraz ty Muczi? Co z wami chłopaki?

 Tak to jest, jak się w Wielkim Tygodniu zwiększa spożycie alkoholu zamiast liczby wizyt w kościele.

 Do mnie pijesz? Czy do Adriano?

 Do ciebie. Nie znam tego waszego Ardiano.

 ...

  Ejsi - żadnej ciętej riposty, po której muszę interweniować w obronie Pawła?

 Jesteś głupi Pawle.

  Jest gorzej niż myślałam! Janusz zrób coś! Oni są jak z krzyża zdjęci.

 Pofantazjujcie trochę, to zawsze dobrze wam robi. U jakiego sportowca chcielibyście spędzić święta?

 Ja u Małysza. Myślę, że skoro u Małysza Boże Narodzenie jest świętem skopanym przez zbliżający się Turniej Czterech Skoczni, to Wielkanoc musi być naprawdę radosna i...

 Ja też u Małysza! On jest ewangelikiem, a ewangelicy nie muszą chodzić z tymi święconkami.

 Dla mnie to nie ma znaczenia. Po prostu u Małysza te święta są na pewno do rany przyłóż. A ja nigdy takich rasowych Świąt Wielkanocnych nie przeżyłem.

  A ja bym chciała u Diablo Włodarczyka.

 ...

 Czyli masz odwrotnie. Ja chcę świąt do rany przyłóż, a ty chcesz, żeby ci ktoś w święta przyłożył?

  Po prostu jestem ciekawa. Ten Włodarczyk wydaje mi się skromnym, grzecznym chłopakiem, który tylko kreuje się na diabła.

 Trzeba przyznać, że kreuje dość skutecznie. 37 zwycięstw w zawodowym ringu, w tym 27 przez nokaut...

 Ale podobno ostatnio udaremnił jakieś samobójstwo. Trenował w parku i zobaczył, jak koleś się wiesza na gałęzi. Uratował go.

 Zaiste, istny anioł.

  Mówię wam. Jestem przekonana, że u niego Wielkanoc też jest do rany przyłóż. Z mazurkami i kuglem.

 O ile dzień wcześniej miał walkę. Wtedy na pewno coś tam sobie do ran przykłada.

 Ja bym chciał spędzić święta u Marcina Stefańskiego.

 Kogo?

  No Ejsi! Koszykarz Turowa! Ten, którego zawiesili za doping i który przez cały okres karencji zapuszczał brodę.

 Wcale nie! Chodzi mi o innego Marcina Stefańskiego, ping-pongistę.

  ...

 Był moim podopiecznym, jak wuefu uczyłem w podstawówce.

 Też mi sportowiec.

 Wygrał Mistrzostwa Województwa w Tenisie Stołowym. To był mój największy trenerski sukces.

  Ale kariery nie zrobił? Nie poszedł za ciosem?

 Miał prosty sposób na zwycięstwo w tamtym turnieju. Później to przestało działać. Przed każdym serwem mówił pod nosem słowo, które sam wymyślił - "skeski", co strasznie dekoncentrowało rywali. Przegrał tylko trzy swoje podania w całych Mistrzostwach.

  Niezłe. I co? Później już nie działało? Rywale wkładali zatyczki do uszu?

 Nie, później słowo "skeski" zaczęło denerwować również Marcina. Rzucił ping-ponga.

 To dlaczego chcesz u niego być na świętach?

 Nie wiem po prostu co u niego słychać. Nie wiem gdzie mieszka, co robi, z kim i dlaczego. Jeśli mógłbym u kogokolwiek spędzić święta, wykorzystałbym tę szansę, by go spotkać.

 Dobra, ja chyba rozumiem do czego zmierza Janusz.

 No, ja też... A Paweł? Nagle ty się przestałeś odzywać.

  Paweł idzie ze mną do Włodarczyków, to oczywiste.

 No tak...

 To co? Pogadamy o końcówce sezonu zasadniczego w NBA?

 Eee... no Cleveland mocne...

  To będzie rok Lakersów chyba...

 Gdzie gra ten Polak?

 Oj, myślałem, że was rozruszam, a tu...

 Przepraszamy Januszu, po prostu gadka nam się nie klei, odkąd Robert wyjechał na święta do domu matki.

 Coś w tym jest - nie ma potrzeby zapełniać tej ogromnej werbalnej próżni ukrytej w rogu Pingwina.

  To pomilczmy, nic na siłę.

 Pewnie, święta są.

 Zdrówko zatem, i wesołych.

 ...

  ...

 ...

 ...

Koniec

Spiro&Kostrzu