Na bezdrożach, czyli podsumowanie Grand Prix Malezji

Grand Prix Malezji to taki wyścig, w którym po 32 okrążeniach cały świat spływa wodą, a na końcu i tak wygrywa Brawn GP. A Kubica? No cóż, to jest ten moment, w którym musimy przypomnieć, że słowo pech po polsku i niemiecku pisze się identycznie.

Na spalonym: Robert Kubica

Polak miał niesamowitego pecha - po raz ostatni problem z silnikiem bolid BMW Sauber miał zanim jeszcze Kubica zaczął się w nim ścigać. Tym razem jednostkę napędową w bolidzie Kubicy diabli wzięli już podczas okrążenia rozgrzewkowego. A mogło być naprawdę dobrze - mocno zatankowany bolid miał pozwolić Kubicy przejechać większość wyścigu i w odpowiednim momencie zmienić opony na deszczowe. Tak wyglądała strategia Nicka Heidfelda i Niemiec skończył na podium.

A Polak? Cóż, jeśli rzeczywiście ma walczyć o tytuł, to już na starcie jego sytuacja wygląda niewesoło. Po dwóch wyścigach traci do Jensona Buttona 15 punktów. Szczęście w nieszczęściu, że wyścig został przerwany po 32 okrążeniach i przyznano za niego tylko połowę punktów. Pech w pechu, że bolidy Brawn GP wyglądają jak na razie niesamowicie.

Absolutnie wszędzie: Deszcz

Wiadomo było, że będzie padać, ale z takim potopem ostatni raz mieliśmy do czynienia w czasowych okolicach bitwy pod Ujściem . Przetasował stawkę, wykiwał Raikkonena, w końcu przerwał wyścig i uniemożliwił jego wznowienie. Czy ktoś jeszcze obserwując trwające ponad pół godziny narady w sprawie wznowienia ktoś jeszcze miał skojarzenia ze skokami narciarskimi? Jeśli tak, to przy okazji zobaczyliśmy też wyraźną różnicę. Walter Hofer dużo szybciej podejmuje decyzje.

Na górze: Brawn GP

Kiedy na starcie Buttona wyprzedzili Rosberg, Trulli i Alonso (ten ostatni tylko na chwilę) wydawało się, że nie taki ten Brawn straszny jak go malują. Już po pierwszej serii pit stopów okazało się, że owszem, straszny. Button jadąc swoim tempem bez najmniejszych problemów wyprzedził obu już po pierwszej serii pit stopów, a zjeżdżał do boksu raptem trzy okrążenia po Rosbergu i dwa po Trullim. Nie wyobrażam sobie co musiałoby się stać, żeby ktoś odebrał mu w Malezji zwycięstwo. Barrichello startując z ósmego miejsca bez większych problemów awansował na piąte, a gdyby kierowcy przejechali pełny dystans, to pewnie byłby jeszcze wyżej. Jeśli ktoś szybko czegoś nie wymyśli, to mistrzów świata w obu klasyfikacjach poznamy w tym sezonie wyjątkowo szybko.

Na wzniesieniu: Nick Heidfeld

To, co prawdopodobnie próbował zrobić Kubica idealnie sprawdziło się w przypadku Heidfelda. Zatankował bolid po korek, dwukrotnie dawał się wyprzedzić Webberowi i Hamiltonowi, a wyścig skończył przed nimi.

W dołku: BMW Sauber

Mimo wszystko niemiecki team początek sezonu ma dość parszywy. Teraz błyskawicznie odpadł Kubica, w Australii pech dopadł obu kierowców - co działo się z Polakiem pamiętamy, Heidfeld już na starcie miał stłuczkę i musiał zjechać do pit stopu, po którym nie miał już szans na walkę o punkty. Na cztery kierowcowyścigi dobry wynik przyniósł tylko jeden. Pech pechem, a klasyfikacja konstruktorów jest bezlitosna - do Brawn GP BMW traci już 21 punktów.

W malinach: Felipe Massa i Kimi Raikkonen

Takiego pokazu nieomylnie błędnego planowania, jaki dało w Malezji Ferrari nie powstydziłby się pułkownik Cargill z Paragrafu 22. W sobotę wykiwali Felipe Massę, który był przekonany, że awansował do drugiej rundy kwalifikacji, podczas gdy w rzeczywistości nie awansował. W wyścigu Massa awansował o siedem pozycji, ale punktów nie zdobył. W niedzielę wykiwali Raikkonena i założyli mu deszczowe opony na długo przed deszczem, dzięki czemu Fin ledwo się wlókł, a kiedy deszcz wreszcie spadł, opony nie nadawały się do niczego. Zniechęcony Fin jeszcze w czasie, kiedy trwały przepychanki w sprawie wznowienia zjechał do garażu, przebrał się i tyle go widzieli. Po dwóch wyścigach Ferrari ma na koncie zero punktów i nawet nie bardzo jest jak ocenić rzeczywistą szybkość bolidów, którym w Malezji zwyczajnie nie dano szans.

Na serpentynie: Lewis Hamilton

W Australii zaliczył podróż z piekła do nieba i z powrotem. Tym razem jechał już tylko w jedną stronę, choć ponownie musiał się przebijać niemal z końca stawki. Wygląda jednak na to, że plotki o śmierci McLarena są nieco przesadzone. W obu wyścigach mistrz świata potrafił przebić się na punktowane miejsca, w Australii otarł się nawet o podium. Mimo wszystko jednak jeśli chociaż spróbować obronić mistrzostwo, to musi natychmiast poprawić wyniki w kwalifikacjach. Bo jego niedzielne batalie z Markiem Webberem wyglądały pasjonująco, ale czołówka była w tym czasie daleko, daleko z przodu.

W ciemnicy: Heikki Kovalainen

Z taką jazdą Fina McLaren nie ma co marzyć o walce o mistrzostwo konstruktorów. Drugi wyścig Kovalainen zakończył już na starcie. Jeśli tak dalej pójdzie, to na uciułanie pełnego okrążenia Fin będzie potrzebował całego sezonu.

Piotr Mikołajczyk

Copyright © Agora SA