Pokazał czerwoną kartkę w złym miejscu, w złym czasie

Film, który za chwilę zobaczycie, zaczyna się zwyczajnie. Pole karne, zawodnik leży, dookoła koledzy i rywale. Sędzia niespiesznym krokiem idzie skonsultować się z asystentem, po czym równie niespiesznym krokiem wraca na pole karne i pokazuje jednemu z zawodników czerwoną kartkę. Czy tak mógłby wyglądać początek filmu akcji? Najwyraźniej tak.

Bo już za moment wydarzenie goni wydarzenie, a akcja pędzi na złamanie karku. Mamy bijatyki, pościgi, walkę wręcz (i wnóż), a także zaskakujące zwroty akcji. Do ostatnich sekund nie wiadomo, jak to się wszystko skończy i choć nie chcemy zdradzać zakończenia, to musimy powiedzieć, że doskonale wpisuje się w konwencję kina akcji.

Nie wiemy niestety co to za mecz, ale bardzo żałujemy, że nas na nim nie było i mamy szczerą nadzieję, że twórcy tego widowiska planują kontynuację. Gdyby rzeczywiście zamierzali - mamy tylko jedną radę. Może niech aktorzy nie próbują jednocześnie gonić i kopać.

Naszym zdaniem ukarany czerwoną kartką zawodnik powinien dostać co najmniej nominację do Oscara. Już choćby za to, jak instynktownie zareagował na cios sędziego.

POPULARNE
NAJNOWSZE