Gdzie bramkarz jeden, tam bramki dwie

Przemoc na boisku nie jest niczym nowym. Bramkarze, którzy idą pod bramkę rywali i strzelają lub wypracowują gole również. Jednak połączenie tych dwóch rzeczy chyba można już nazwać nową jakością.

Fernando Henrique, bramkarz Fluminense z całą pewnością przyćmił wszystkich w niedawnym meczu z Americano. Na dziesięć minut przed końcem jego drużyna prowadziła 1:0 po pięknej bramce z rzutu wolnego. Wtedy jednak Henrique postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i doprowadzić do remisu. Żeby to osiągnąć - w polu karnym uderzył rywala tam, gdzie to naprawdę boli. Rywale pewnie wykorzystali rzut karny.

Kiedy jednak wydawało się, że mecz skończy się remisem, a Henrique dostanie się bura w szatni od trenera, w ostatniej minucie Fluminense wykonywało rzut wolny. W pole karne rywali pobiegł i Henrique i z pewnością nie narzekał, kiedy jeden z rywali kopnął go w brzuch. Chociaż w sumie, pewnie narzekał, ale wynik uratował. Fluminense zamieniło karnego na zwycięską bramkę. Wyglądało tak:

Mimo wszystko, na miejscu trenera Fluminense bardzo poważnie zastanowilibyśmy się nad dalszym stawianiem na Henrique. Mamy wrażenie, że niebyt często będzie miał okazję wywalczyć rzut karny dla swojej drużyny. A jeśli lubi uderzyć rywala we własnym polu karnym, to dla rywali z pewnością wywalczy niejeden.