Z Czuba Watch: Człowiek, który zwątpił

Kiedy Artur Siódmiak przejął piłkę w meczu z Norwegią, dwóch Polaków - Mariusz Jurasik i Damian Wleklak pobiegło do kontrataku. Pierwszy z nich opowiada o tym, co sobie pomyślał, kiedy zobaczył, że Siódmiak rzuca.

Jurasik w rozmowie z ''Dziennikiem'' opowiada o tym, jak zareagował na rzut Siódmiaka:

Poleciałem do kontrataku. Razem z Damianem Wleklakiem byliśmy sami i krzyczałem ''Artur, podaj''. Tymczasem patrzę, a on bierze piłkę i rzuca ją do bramki. Pomyślałem ''chłopie, co ty robisz''!? Wydawało mi się, że tam stoi bramkarz. Ale patrzę, że bramka pusta, piłka leci i wpada do siatki. Byłem oszołomiony.

Przy okazji Jurasik opowiada o niebezpieczeństwach związanych z takim zwycięstwem. Wydawałoby się, że w takim sporcie jak piłka ręczna najniebezpieczniej jest na boisku. A wcale niekoniecznie, bo szczypiorniści nawet cieszą się na granicy poważnych obrażeń cielesnych:

On [Siódmiak] miał tak zwane duszenie pomeczowe. Właściwie to razem ze mną, bo po zakończeniu meczu to ja pierwszy się na niego rzuciłem, a potem poleciała na nas cała ekipa. Jeszcze dziesięć sekund i chyba byśmy się już nie podnieśli spod tej góry ciał, bo dopływ tlenu mieliśmy drastycznie ograniczony.

Cytat z bohatera

Z samym Arturem Siódmiakiem porozmawiał dziennik ''Polska''. Bohater meczu z Norwegią opowiedział o swoim rzucie:

Chwyciłem piłkę, popatrzyłem i wycelowałem w bramkę. Przez chwilę myślałem, że leci za wysoko. Na szczęście wpadła pod poprzeczkę. To mój najważniejszy gol w życiu.

Siódmiak przyznaje, że trochę się przy okazji tego rzutu przestraszył:

Dobrze, że trafiłem piłką do bramki. Gdybym nie trafił, to nie wiem, co by się ze mną stało (śmiech). Chłopaki by mnie chyba rozszarpali.

Cóż, niebezpieczeństwa na piłkarza ręcznego czyhają na każdym kroku. Nie trafiłby - rozszarpaliby go. Trafił - próbowali udusić. Po takich wyznaniach jesteśmy jescze bardziej pełni podziwu dla naszych piłkarzy ręcznych.