Poligon: Slalom czyli zjazd

W weekend odbył się zjazd statutowy Polskiego Związku Piłki Nożnej. ''I to by było na tyle'' - jak mawiał pewien profesor mniemanologii stosowanej. Dziękujemy za uwagę...

...

Co ''jeszcze''? Przecież nic się nie wydarzyło. Ot, obejrzeli Państwo 1349 odcinek serialu ''The Bold and Beautiful''. Zdecydowana przewaga ''Bold'', nuda, przewidywalność, ''muszę z tobą porozmawiać - tak, rzeczywiście musisz - to porozmawiajmy - porozmawiajmy - wyciemnienie - reklamy''.

Trzeba było zwołać zjazd? No to się zwołało. To ludzka rzecz - pogadać. Tym bardziej, że wszystkim przysługiwał zwrot kosztów podróży i sałatka czterojajeczna z wkładką, a niektórzy zasłużyli nawet na diety noclegowe. Trzeba było coś uchwalić? No to się uchwaliło. Jest się w końcu człowiekiem odpowiedzialnym i ma się wiedzę, że po każdym zebraniu musi być protokół i to dobrze wygląda, gdy w protokole są jakieś punkty, a kiedy jeszcze można napisać, że ''za'' było tylu a tylu, kto przeciw?... Nie widzę.... Kto się wstrzymał?... dziękuję, stwierdzam, że zjazd przyjął/uchwalił/zdecydował - no, palce i widelczyki po deserach lizać! Sprawozdawczość ważna rzecz. Gdyby nie sprawozdawczość do dziś chodzilibyśmy w skórach mamutów, a zamiast w Sheratonie czy innym Novotelu, działacze obradowaliby w jaskini Raj. Co samo w sobie nie jest takim głupim pomysłem, ale to temat na czas przed następnym zjazdem. A może Walim?...

Oczywiście nowa ekipa bardzo się starała, żeby serial przyciągał uwagę widzów. Zaczął Kazimierz Greń - najpierw zapowiedział, że odchodzi z tego świata , potem okazało się, że nie tylko ze świata, ale nawet z zarządu nie ma zamiaru odejść, ale w ramach rekompensaty dla zawiedzionej nieco publiczności, postanowił powiedzieć wszystko. A nawet jeszcze więcej. Postanowił ujawnić, zaprezentować, zdemaskować oraz obnażyć. Nie powiedział, co konkretnie miałby ujawnić, ale chęć przejawiał niezłomną, a to przyciągnęło na zjazd paru niezdecydowanych delegatów oraz kilkanaście bardzo zdecydowanych mikrofonów reporterskich. Skończyło się na rozczarowaniu, bo Greń w czasie zjazdu milczał jak zaklęty, a świadkowie zeznają, że nie wyglądał na zastraszonego, a bardziej na znudzonego. I trudno się dziwić - szeroko zakrojone działania panów w kominiarkach doprowadziły do postawienia zarzutów o ''przekręcenie'' związkowych pieniędzy w oszałamiającej kwocie ośmiu i pół tysiąca złotych polskich. W dodatku zarzuty owe postawiono na razie nie Greniowi, a jakiemuś restauratorowi. Miała być ''Moda na sukces'' i sześciokrotnie zmartwychwstanie Taylor Forester, a wyszło jak to zwykle u nas , czyli rozmowa Skoczwiskiego z Sandwiczem . Z tym, że kuchenkę elektryczną zgubiono na początku, więc kontaktu z rzeczywistością nie było wcale.

Bardziej barwny okazał się wątek Ryszarda Adamusa. Tu przynajmniej kwota jest większa - chodzi o 102 tysiące złotych, których wyprowadzenie z Polskiej Ligi Piłkarskiej zarzuca się Adamusowi. Co prawda 102 tysiące to nie są pieniądze na miarę ''Mody na sukces''", a i pewnie scenarzyści ''Złotopolskich'' skrzywiliby się z niesmakiem - zgódźmy się jednak, że w porównaniu z 8500 wygląda to już przynajmniej na ''aferkę'', a nie na zwykły ''przewał''. Prezes Adamus oskarżeniami się przejął i honorowo zrezygnował z bycia członkiem zarządu PZPN. Po zebraniu należnych oklasków, pochwał i wyrazów uznania, uznał, że starczy tego dobrego i rezygnację wycofał. Ale nie ze zjazdem PZPN te numery, Brunner! ''Rezygnacji, która do nas raz dotarła, nie oddamy nigdy!'' - stwierdzili delegaci i przegłosowali jej przyjęcie. Ryszard Adamus zareagował jak na bohatera serialu przystało - opowiedział o tajemniczej wizycie tajemniczych działaczy, prośbach i groźbach, obietnicy ośmiu lat więzienia i przestrzelenia kolan. Zrobiło się prawie jak w ''Bones'' albo nawet w ''Dallas''. Groza czaiła się za rogiem... ale kiedy przyjrzała się dokładniej bohaterom odcinka - krzyknęła, że to są jakieś jaja, że w takich warunkach nie może pracować, a wychodząc zaproponowała, żeby zastąpił ją Krzysztof Materna.

Poza tym było nudno, sennie, zaś w charakterze kolorowych i mrugających spotów (auto)reklamowych wystąpiła ekipa z Dolnego Śląska, która ''wykazała się troską i zaangażowaniem''. Czyli - mówiąc po polsku - chęcią dokopania obecnym władzom PZPN. Pytanie, czy owa chęć wynikała z imponderabiliów, z nudy czy też może z faktu, że szef dolnośląskiego OZPN Jerzy Koziński nie został w październiku wiceprezesem PZPN - pozostaje pytaniem otwartym. Odpowiedzi prosimy jednak nie przysyłać, bo Poczta Polska i tak je zgubi.

Enyłej, w wyniku akcji działaczy z Dolnego Śląska w prawach członka zarządu PZPN zawieszono Henryka Klocka, szefa pomorskiego OZPN, któremu prokuratura postawiła zarzuty korupcyjne. Uczeni z zjazdowym piśmie mruczeli co prawda, że skoro takiego punktu w planie obrad nie było, to i zawieszać nie wolno, przepis albowiem jest przepisem, ale kto by tam słuchał prawników? Tym bardziej - dodał Bardzo Doświadczony Działacz - że przecież to się nawet dobrze składa, Stasiu. Bo popatrz: zawieszamy Henia, media nas lubią, minister nas lubi, Henio się boczy, ale przecież głupi nie jest i wie, że to tylko do czasu, aż jego adwokat wykaże, że zawieszenie było bezprawne. Mija tydzień, Henio cały, delegaci syci, bo co my, biedne żuczki, możemy wobec majestatu i przepisów prawa?

- Przestrzegać? - podpowiedział Młodszy Działacz. - Oj, Stasiu, Stasiu - zachichotał Bardzo Doświadczony Działacz - Ty to jak powiesz wica, to baki można rwać ze śmiechu jak świeże wiśnie.

Bardzo ucieszony wynikami zjazdu był minister Drzewiecki. Najbardziej uradowało go ograniczenie kadencji związkowych działaczy do dwóch. Minister gorąco podziękował prezesowi Lacie, uznał to za krok w stronę partnerstwa i w ogóle och-ach. ''Poligon'' przeliczył sobie kadencje na paluszkach i wyszło mu tyle lat, że nie jest w stanie dzielić radości ministra. No, ale ''Poligon'' jest wredny z założenia i nie skompromitował się awanturką z kuratorem, więc nie musi teraz tańczyć politycznych kontredansów z doraźnymi wygibasami moralnymi.

Ortodoksi czekali na wystąpienie Artura Jędrycha, nowego szefa Wydziału Dyscypliny PZPN, który kilka dni przed zjazdem zapowiedział walkę o rezygnację przez zjazd ze związkowej uchwały abolicyjnej i przedłużenia okresu karania klubów degradacjami. Zapowiedzi Jędrycha były zdecydowane i kategoryczne - w skali emocji sytuujące się między wiadomością, że Beau Rivage to Ridge Forester, a pojawieniem się zmarłej Taylor na jachcie szejka AbdulaczymożeHassana. Niestety, znowu zostaliśmy poczęstowani rodzimą produkcją - z ''walki o ogień'' została tylko smętna opowieść o zepsutej szprysze listonosza Józefa. Artur Jędrych na zjeździe był grzeczny, spokojny, nie wadził nikomu, a lobbowanie ograniczył do stonowanego wystąpienia, po którym delegaci patrzyli na siebie niepewnie i szeptali:

- Tyyyy, ale o co mu chodziło? I kto to jest właściwie? - Chyba od piłki kobiecej, tak myślę. - Ale czego chciał? - Nie wiem, obudź Mariana, on słuchał początku, ja się obudziłem dopiero na ''Dziękuję za uwagę''.

Temat korupcji i kar za nią pojawił się jednak na zjeździe. Poruszył go sam prezes Lato... W tym miejscu chciałbym uspokoić kibiców klubów, które głosowały na Grzegorza Latę w październikowych wyborach - nie ma się czego bać, pan prezes nie zmienił podejścia. Powiedziałbym nawet, że ma je bardziej. Nadal obowiązuje doktryna perfidnego indywidualizmu, zakładająca, że korupcji dokonywały ohydne jednostki, które po prostu nie wiedziały, co zrobić z wolną gotówką, więc zamiast przepić jak na przyzwoitego człowieka przystało, wydawały ją na kupowanie meczów. Oczywiście, kluby nic o owym procederze nie wiedziały, otrząsały się ze wstydem, trzy karne w meczu to przecież żaden wyczyn, a że przeciwnik zagrał rezerwowym składem i bardzo starał się nie trafić w piłkę... może to kwestia ciśnienia albo chrzciny się przeciągnęły. Oczywiście wszystkie punkty i awanse zostały zdobyte czysto, a jeśli jakiś moralny zaskroniec kupił piętnaście spotkań, to klub na tym wcale nie skorzystał, a ów zaskroniec zrobił to na własną prywatną rękę. Zresztą, każdemu wolno mieć jakieś hobby, prawda?

Prezes Lato zapowiedział bezwzględne karanie ludzi i równie bezwzględne niekaranie klubów. Wielu kibiców czekało, że w tym miejscu padnie ''Panie prezesie, melduję wykonanie zadania'', ale niestety, nie padło. Wtajemniczeni są zdania, że to z powodu niezdecydowania, prezesowi którego klubu meldować. Ale niech szanowna wycieczka, nie myśli, że to koniec tematu, że o korupcji już odtąd ani słowa. Aaaależ. Prezes Lato zapowiedział: ''Jeżeli trzeba będzie, to zrobimy jeszcze jeden zjazd poświęcony tylko korupcji''. Albowiem, jak już wspominaliśmy, to ludzka rzecz - pogadać.

Nie sądziłem, że tak szybko zatęsknię za prezesem Listkiewiczem. Kiedy on grał główną rolę w tym w serialu, mogliśmy od czasu liczyć na odrobinę szaleństwa graniczącego z bezczelnością. Albo odwrotnie. Z łezką w oku możemy sobie wspominać panamichałowe loty w zaparte, to urocze nieprzyjmowanie do wiadomości, że rzeczywistość, która go otacza, rzeczywiście go otacza i drwiąco uśmiechnięte ''nic nie wiedziałem o korupcji, sto pięćdziesiąt osób w areszcie o niczym nie świadczy, należy wzmóc wysiłki, skoordynować działania i dołożyć starań i ja tak mogę długo, panie redaktorze, czasu mam dużo, a zresztą lubię siebie oglądać w telewizji, więc będę tak gadał jeszcze przez pół godziny, a panu tam w bufecie wszystko wyżrą i kto wyjdzie na frajera? Więc jak już mówiłem, jestem biedny i nieszczęśliwy...''. Coś jakby Michael Palin w stroju zbójnickim wparował na salę obrad z klatką i przekonywał, że papuga jest żywa, tylko trochę śpi, a na dowód wtykał sobie palec do nosa i odgrywał ''O, mój rozmarynie'' w aranżacji na kwartet smyczkowy. Obecni działacze przy byłym prezesie Listkiewiczu to jednak Orkiestra Mandolinistów Edwarda Ciukszy.

Lepiej nie jest. Śmieszniej też nie. I nawet zjazdowe sałatki już nie takie...

Andrzej Kałwa

Poligon to rubryka Z czuba.pl w której Andrzej Kałwa pisze o polskiej ligowej rzeczywistości, która jaka jest - każdy widzi, a niektórzy nawet sądzą, że ją rozumieją.