6 kamieni milowych Marcina Gortata

Dotychczasowa kariera w NBA polskiego środkowego układa się niemal idealnie. Może nie błyskotliwie, ale spokojne, mozolne zdobywanie umiejętności, doświadczenia i zaufania trenerów i kolegów wydaje się jedynym sposobem na zadomowienie się na dłużej w NBA - coś co nie udało się dotychczas żadnemu Polakowi. Z okazji najlepszego meczu w karierze Gortata oraz najlepszego spotkania w historii występów naszych reprezentantów w tej lidze , przypominamy sześć kamieni milowych w karierze Gortata. Jesteśmy pewni, że któryś z nich okaże się także jej kamieniem węgielnym.

1.03.2008 - Orlando Magic - New York Knicks 118:92

Wybrany z numerem 57. w drafcie 2007 przez Phoenix Suns i oddany za gotówkę do Magic, Marcin Gortat pojawił się na parkiecie NBA dopiero w 61. meczu sezonu 2007/08. Polak zagrał nieco poand dwie minuty, zaliczył jedną zbiórkę i zdobył dwa pierwsze, historyczne punkty, pięknie ogrywając Eddy'ego Curry z New York Knicks.

16.04.2008 - Orlando Magic - Washington Wizards 103:83

W 81 meczach debiutanckiego sezonu, Marcin Gortat zagrał raptem niecałe 13 minut, jednak w ostatnim spotkaniu regular season spędził na parkiecie aż 28 minut. Czas ten spożytkował bardzo dobrze, zaliczając 12 punktów i 11 zbiórek razem z dwoma asystami, przechwytem i blokiem. Pierwsze double-double Polaka w NBA wyglądało tak:

22.04. 2008 - Orlando Magic - Toronto Raptors 104:103

Dotychczas Polacy w NBA (słownie: dwóch) miewali występy lepsze i gorsze, ale żadnen z nich nie wybiegł na parkiet podczas rozgrywek play-off. Pierwszym, który tego dokonał był właśnie Gortat. Ten kamień milowy miał miejsc w drugim meczu pierwszej rundy z Toronto Raptors. Co prawda w cztery minuty Gortat zdążył zaliczyć jedynie pojedynczą zbiórkę, ale ważniejsze jest samo pojawienie się na parkiecie w tej fazie rozgrywek. Bo play-offs to nie jest zabawa dla słabych ludzi. Marcin zaliczył w nich jeszcze siedem krótkich występów, okraszonych tą akcją:

12.12.2008 - Phoenix Suns - Orlando Magic 113:112

Poprzedni sezon Marcin Gortat zakończył obiecująco, dlatego spodziewaliśmy się przynajmniej przeniesienia trendu z postseason na początek kolejnych rozgrywek o mistrzostwo NBA. Tymczasem na pierwsze 22 mecze nowego sezonu, Gortat pojawił się tylko w sześciu, średnio na niecałe trzy minuty. W wywiadach przyznawał, że jest zawiedziony, ale powtarzał, że będzie cierpliwie na swoją szansę czekał. I się doczekał. Dwight Howard doznał niegroźnej kontuzji w trakcie spotkania w Phoenix i musiał wcześniej zejść z parkietu, co zrobiło na nim trochę miejsca dla Polaka. W 13 minut Gortat zaliczył pierwsze punkty w sezonie 2008/09 i dorzucił do nich sześć kolejnych, razem z sześciom zbiórkami i jednym blokiem.

13.12.2008 - Utah Jazz - Orlando Magic 94:103

Co prawda kontuzja Dwighta Howarda jest niegroźna, ale lekarze zalecili mu krótki odpoczynek, w związku z czym, po raz pierwszy w karierze gwiazdor Magic opuścił mecz swojej drużyny. Ogromną dziurę ziejącą pod koszem Orlando spróbował wypełnić nasz koszykarz, który tym samym osiągnął to czego najstarsi górale nie mają prawa pamiętać, a znający się na koszykówce filozofowie, śnić - jako pierwszy zawodnik z Polski wystąpił w pierwszej piątce. Co prawda 30 minut, które spędził na parkiecie można było wykorzystać nieco lepiej, ale 4 punkty i 4 zbiórki nie mówią wszystkiego o występie Gortata. Na aplauz zasłużył sobie bowiem za 4 bloki i skuteczne uprzykrzanie życia centrowi Utah, Mehmetowi Okurowi, który trafił tylko 2 z 12 rzutów. Skrót tego spotkania poniżej:

15.12.2008 - Golden State Warriors - Orlando Magic 98:109

I wreszcie mecz wczorajszy, który rozbudził wyobraźnię wszystkich kibiców piłki koszykowej nad Wisłą a przy okazji wprawił w świetny nastrój kibiców z Orlando. Gortat po raz drugi wybiegł na boisko od pierwszej minuty i tym razem, oprócz dobrej gry w obronie (jego vis-a-vis, Andris Biedrins, dopiero po raz drugi w tym sezonie nie potrafił zebrać 10 piłek w swojej hali), ''zarządził'' także w ataku, trafiając siedem razy na trzynaście rzutów z gry. 16 punktów i 13 zbiórek to rekordy kariery Polaka. Do tytułu ''polskiego króla strzelców NBA'' zabrakło 1 punktu (Maciej Lampe 4 lata temu zdobył 17 pkt.). Marcin trafił nawet na pierwsze miejsce zestawienia 10. najlepszych zagrań dnia...

... niestety na razie tylko w roli faulującego. Ale jak mawiają - ''ziarnko do ziarnka...'', a kamień do kamienia.