Dobry pomysł, zły pomysł: Lech dzielnie walczył, a pokonał się sam

Gdyby czwartkowy mecz Lech gładko przegrał 0:3 prawdopodobnie nie mielibyśmy do niego większych pretensji. CSKA to piekielnie mocny rywal, który nie takim drużynom dawał radę. Lech nas zaskoczył: na plus - dzielnie walcząc do ostatnich minut i mając w końcówce realne szanse na wywiezienie z Moskwy punktu. Na minus - bezmyślną obroną, która podarowała rywalom dwie bramki i w zasadzie pokonała się sama.

Dobry pomysł: Odwaga Lecha. Franciszek Smuda nie pękł i na mecz z najtrudniejszym rywalem w grupie ustawił drużynę bardzo ofensywnie - z tercetem Lewandowski-Rengifo-Stilić i wspomagającymi ich Peszką i Wilkiem. I chwilami przynosiło to rezultaty - akcje CSKA udawało się przerywać jeszcze na ich połowie, kilka razy sprytne podania robiły zamieszanie pod bramką Akinfiejewa. Nie oszukujmy się, widać było różnicę klas, a różnica w posiadaniu piłki (ponad 60-40 dla CKSA) mówi sama za siebie. Jednak jeśli mielibyśmy wskazać powód, dla którego Lech miał w czwartek szanse na punkty - byłaby to właśnie pomysłowa gra w ataku.

Zły pomysł: Obrona Lecha. Jeśli czegoś w porażce Lecha z CSKA żałujemy to tego, jak głupio poznaniacy tracili bramki. Jeśli marzy się o dobrym rezultacie z takim rywalem - absolutnie kluczowe jest wystrzeganie się błędów i nieustanna asekuracja w obronie. Tymczasem obrońcy Lecha wychodzą z założenia, że nie muszą się starać, bo zawsze jest jeszcze Manuel Arboleda. Niestety, sam Arboleda wiele zdziałać nie mógł, a jeszcze sam nie był w czwartek w najwyższej formie i pierwsza bramka idzie w całości na jego konto. Przy drugiej też się nie popisał, choć jego rozpaczliwa interwencja, którą zwalił z nóg Turinę miała i tak więcej sensu od rozpaczliwych spojrzeń, jakimi atakujących rywali chcieli zatrzymać pozostali obrońcy. Prezenty, jakie w czwartek rozdawali obrońcy Lecha zostałyby wykorzystane nawet przez Ekstraklasowych przeciętniaków, a co dopiero przez zespół klasy CSKA. Za taką niefrasobliwość się płaci i Lech zapłacił całkowicie słusznie.

Dobry pomysł: Docenić walkę. To, co w Lechu naprawdę nam się podoba, to brak kompleksów. Jasne - u poszczególnych zawodników na widok wielkiego stadionu i znanych rywali niekiedy budzi się przerażenie, ale Lech wyróżnia się spośród polskich drużyn tym, że nie potrafi spędzić 90 minut pozorując grę i modląc się o najniższy wymiar kary. Porażkę z CSKA można było w zasadzie wkalkulować jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywek, a baty, jakie zebrały Feyenoord i Deportivo byłyby dla Lechitów doskonałym usprawiedliwieniem. Tymczasem na boisku nie widzieliśmy chęci szukania usprawiedliwień - widzieliśmy, niekiedy irytująco bezmyślną, niekiedy niefrasobliwą, ale jednak próbę walki o korzystny wynik. Punkt w Moskwie, choć z przebiegu gry nie byłby sprawiedliwy, był realny właśnie dzięki temu, że Lech rzeczywiście próbował o niego walczyć.

Zły pomysł: Nie myśleć o wyniku. Niestety, za wrażenia artystyczne punktów się w piłce nie przyznaje. Nieubłagana matematyka mówi, że Lech ma po dwóch meczach jeden punkt i z Deportivo i Feyenoordem bezdyskusyjnie musi punkty zdobywać, a co najmniej jeden z tych meczów trzeba wygrać. Będzie to zadanie bardzo trudne, choć patrząc na grę Lecha w meczu z CSKA, nie niewykonalne.

Dobry pomysł: Sławomir Peszko. W czwartek Peszko miał spore kłopoty z zatrzymaniem Jurija Żirkowa, ale prawdopodobnie i tak był najlepszym zawodnikiem Lecha w pierwszej połowie i nie potrafimy zrozumieć, dlaczego w drugiej połowie nie pojawił się na boisku. Zwłaszcza w końcówce, kiedy Lech desperacko próbował przedostać się pod bramkę rywali hasający po skrzydle Peszko mógłby się przydać. Zamiast niego w środku pola stał zdezorientowany...

Zły pomysł: Tomasz Bandrowski. Zastąpił Peszkę i pierwsze dziesięć minut spędził na pokazywaniu futbolu co najmniej humorystycznego. Jakieś dziesięć minut zajęło mu zorientowanie się gdzie w ogóle jest i po co, a w pierwszej akcji był o krok od zaliczenia widowiskowej asysty dla CSKA. Później ogarnął się na tyle, że kompromitujących błędów już nie popełniał, ale wartości dodanej nie było z tej zmiany żadnej.