Złapał buty i uciekł, czyli ciężka dola menedżera

O tym, że piłkarze z Afryki potrafią być bardzo utalentowani wiadomo nie od dziś. Wiadomo też jednak, że zdarzają się z nimi problemy. O niektórych opowiada Mirosław Skorupski, menedżer sprowadzający do Polski piłkarzy z Afryki.

W rozmowie z dziennikiem ''Polska'' Skorupski opisuje swoje perypetie:

Dostawałem z Afryki wspaniałe opisy i dokumenty. I lądowali mi w Warszawie goście, którzy mieli być, jak obiecywano, obrońcami po 190 cm i 90 kg, a mieli 150 cm i 50 kg! Takich od razu oddawałem Straży Granicznej. Potem musiałem się wycwanić, bo na dziesięciu przysyłali pięciu lewych. Brałem na Okęcie innych Murzynów, którzy tych nowych brali na spytki - czy znają tego a tego trenera, ile drużyn liczy liga w ich kraju? Nie wiedzieli! Nawet rzucałem im piłeczkę - brałem zawsze taką małą, żeby pożonglowali. No i odbijali raz, może dwa, i potem ganiali za nią po tym lotnisku. Panie, co ja z nimi miałem! Jeden bez płuca przyjechał. Inny tylko dostał buty i przez płot w Ursusie uciekł.

Cóż, jak widać życie takiego menedżera to ciężki kawałek chleba, ale też nieustająca przygoda. Rozumiemy też rozczarowanie na widok zawodnika, któremu nagle ubyło wzrostu, a przybyło kilogramów i lat, ale ta Straż Graniczna to chyba jednak lekka przesada.