Najbardziej niebezpieczna robota świata

Pewnie zastanawiacie się co nią jest? Nie, nie chodzi tu o solistę baletowego spektaklu na polu minowym czy człowieka kulę armatnią, ale o posadę wide receivera w drużynie futbolu amerykańskiego Seattle Seahawks. Wcielenie się w tę rolę niemal na pewno gwarantuje Wam w ciągu kilku tygodni poważny uraz ciała. Naprawdę. Sześciu uszkodzonych wide receiverów tej drużyny wie, co mówi.

Zapewne nie macie pojęcia i średnio Was to obchodzi, czym taki wide receiver w zasadzie jest. Jednak tak w telegraficznym skrócie - to gość, który łapie piłkę rzuconą przez rozgrywającego i potem biegnie z nią jak najszybciej i jak na dalej, dopóki nie wpadnie w Wielki Mur obrońców . Czyli taki Forrest Gump w wersji NFL. Wikipedia podaje, że bywają oni najczęściej ''jednymi z najszybszych i najzwinniejszych zawodników w drużynie''. Seattle Seahawks uznało, że będzie miło, jeśli w ich przypadku uda się dodać do tej definicji ''najbardziej kruchych''. Obecnie ze służbą zdrowia, zamiast z boiskowymi przeciwnikami, potyka się sześciu ich zawodników grających na tej pozycji (w meczu gra dwóch WR-ów).

Jeszcze w styczniu urazu na miarę rekonstrukcji kolana nabawił się ich podstawowy skrzydłowy Deion Branch, MVP Super Bowl z 2005 roku. Wróci dopiero za miesiąc. W grach przedsezonowych wyautowali się Bobby Engram (złamany bark, dwa miesiące przerwy) i Ben Obomanu (złamany obojczyk, rok bez futbolu). Potem w pierwszej kolejce ligi Nate Burleson uszkodził sobie kolano (też rok pauzy). W rozegranej właśnie drugiej serii spotkań najpierw popsuł się Logan Payne, zastąpiony na boisku przez Senekę Wallace`a który nominalnie jest rozgrywającym, grywa jednak czasem też jako wide receiver. Po chwili jednak i ten utykając opuścił boisko.

Po tej pladze kontuzji i przeniesieniu Supersonics do Oklahoma City, w Seattle nie został już praktycznie nikt umiejący łapać piłkę i z nią biegać. Seahawks mają więc szansę zmienić wizerunek futbolu i przewrócić do góry nogami znane ludzkości ofensywne taktyki . Jeśli pilnie potrzebujecie pracy, to jest szansa, że futbolowa ekipa z miasta Boeinga przyjmie Was z otwartymi ramionami. Z tym, że na to, że jakakolwiek firma zgodzi się Was ubezpieczyć, raczej byśmy nie liczyli. A nawet jeśli, to pewnie składka będzie wyższa niż żądana od przeciętnej klasy gladiatora.