Najpierw obowiązki, później hiobowe wieści

Zawodnicy Cobden, australijskiego klubu futbolowego, zataili przed swoim kluczowym graczem, że właśnie spłonął jego dom, by ten w spokoju mógł dograć ważny mecz ligowy. Racja stanu racją stanu, zespół i tak przegrał, a Simon Morris stracił w pożodze dobytek całego życia.

Cobden to drużyna występująca w Hampden Football Netball League w południowo-zachodniej części australijskiego stanu Wiktoria. Ostatni raz mistrzami HFNL zostali w 1998 roku - jednym z członków ówczesnego składu był Simon Morris, który do dzisiaj jest bardzo ważnym zawodnikiem Cobden. W ostatnią sobotę jego drużyna miała znowu okazję wejść do wielkiego finału ligi. Niestety, półfinałowe starcie z Warrnambool przegrała. Gdy mecz się zaczął, w szeregach Cobden rozeszła się wieść, że dom Morrisa właśnie doszczętnie spłonął. Drużyna postanowiła wstrzymać się z hiobową wieścią do czasu, aż mecz się skończy.

Kiedy trener podszedł do mnie po meczu i powiedział, że ma złą wiadomość, myślałem że ktoś umarł. Z tego punktu widzenia wieść o pożarze przyjąłem z ulgą. (...) Cieszę się, że zawodnicy nie mówili mi nic przed końcem meczu, zwłaszcza że nie mógłbym już nic zrobić. (...) To było najważniejsze miejsce w mojej rodzinie. Każdy przyjeżdżał do tego domu na Boże Narodzenia od 30 lat. To jedyna rzecz, która nie została zniszczona - wspomnienia.

Morris stracił m.in. medal za mistrzostwo sprzed 10 lat. Strażacy nie mieli wiele do powiedzenia, ogień strawił budynek, zanim dotarli na miejsce. Jedyne pocieszenie - człowiek, którego dotknęła pożoga jest silnym psychicznie i fizycznie mężczyzną, który uprawia sport dla ludzi silnych psychicznie i fizycznie. Etos futbolu australijskiego nie jest dla nas zrozumiały ("wieść o pożarze przyjąłem z ulgą"). Nie ukrywamy lęku przed futbolem australijskim . Futbol australijski jest nam obcy, być może dlatego, bo nic co ludzkie nie jest nam obce. Brakuje nam empatii? Tak. W tym przypadku tak. Ale współczujemy, po ludzku.