Stary człowiek a może, choć nie powinien 2: Starzy Gniewni

Rok temu pisaliśmy o tym, że Chris Chelios postanowił dalej grać w NHL. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdy nie fakt, że hokeista urodził się w epoce dinozaurów w 1962. Od tego czasu minął cały sezon, zakończony zdobyciem przez leciwego obrońcę po raz trzeci Pucharu Stanleya. Chris został najstarszym z grających obecnie zdobywców hokejowego Świętego Graala. I najwyraźniej rekord chce śrubować, bo nie przejmując się tym, że w każdej chwili może się rozpaść albo zostać oddany do muzeum, postanowił spędzić w Detroit Red Wings kolejny rok. I nie będzie on w lidze jedynym zawodnikiem pamiętającym wynalezienie łyżew.

O karierze Cheliosa pisaliśmy już , gdy miał zalewie 45 lat. Teraz jest rok starszy i gotowy na swój 25. sezon w NHL. Srebrne gody z najlepszą hokejową ligą świata obchodzić ma świadomy tego, że nie pełni już w zespole tak ważnej roli, jak kiedyś, a więcej czasu na lodzie dostaną młodzi obrońcy, których mógłby być ojcem - tacy jak Brett Lebda (26 lat), Kyle Quincey (23), Derek Meech (23) i Jonathan Ericcson (24). Chelios pewnie liczy na to, że pobije rekord dzierżony obecnie przez Gordiego Howe'a, który łyżwy odwiesił w wieku 52 lat. Niestety, nie uda mu się, bo na 2012 planowany jest już koniec świata .

Chris nie jest jednak jedynym graczem NHL, który emerytury boi się bardziej niż spotkania z czarną wołgą . Większość opisanych przez nas przypadków postanowiła w łyżwy wskoczyć także w tym roku.

Jeremy Roenick - w zeszłym roku odstawił emeryturową szopkę niczym Brett Favre . Byliśmy pewni, że legenda amerykańskiego hokeja kontrakt z San Jose Sharks podpisała, by mieć szansę zostania trzecim graczem z USA, który zdobędzie 500 bramek w karierze. Dokonał tego, ale zamiast na emeryturę, udał się na negocjacje, które zakończyły się tym, że 38-letni zawodnik za 1.1 miliona dolarów jeszcze rok posiedzi wśród Rekinów. Podejrzewamy, że liczy na bramkę numer 600, a jego hokejowe popisy będą miały okazję oglądać jeszcze nasze dzieci, a może i ich dzieci, i dzieci ich dzieci... No dobra, trochę przesadziliśmy.

Curtis Joseph - Dominik Hasek zdobył z Detroit swój drugi Puchar Stanleya i w wieku 43 lat ostatecznie odwiesił parkany na kołku. Dwa lata młodszy Cujo zamiast sentymentalnej podróży na emeryturę wykonał sentymentalną podróż do Toronto, gdzie grał w latach 1998-2002. Wtedy był gwiazdą, teraz będzie tylko zmiennikiem Vesy Toskali (chociaż ma lepsze maski ). Przyznajemy jednak, że gdy w ostatnich playoffs Joseph nagle objawił nam się w Calgary Flames i wszedł na lód przy stanie 3:0 dla San Jose Sharks, a zjechał w glorii bohatera z wynikiem 3:4, poczuliśmy że nasze życie bez świadomości, iż Curtis gdzieś tam daleko łapie krążki, byłoby puste. Jeśli jednak liczy na pierwszy w karierze Puchar Stanleya, to chyba równie dobrze jak Maple Leasfs mógł wybrać Naprzód Rydułtowy.

Ed Belfour - przypadek beznadziejny. Jedna z legend NHL tak przyspawała się do bramki, że wylądowała między słupkami szwedzkiego Leksands IF. Ok, wiemy że liga szwedzka jest silna, ale pierwsza, a nie druga, w której gra Leksands IF i 43-letni Orzeł .

Mats Sundin - od zakończenia ostatniego sezonu w NHL trwa saga pod roboczym tytułem ''Co zrobi Mats?''. 37-letni Szwed od dłuższego czasu twierdzi, że decyzję czy pozostaje w lidze ogłosi w przyszłym tygodniu. Tydzień ten trwał już jakieś dwa miesiące. W tym czasie miał już zakończyć karierę, odejść z Toronto do Red Wings, Canadiens i Rangers, zostać w Maple Leafs oraz zastopować efekt cieplarniany. Ostatni stwierdził, że nie będzie tragedii, jeśli sezon zacznie się bez niego, po czym pojawiły się pogłoski o tym, że przejdzie do Canucks. Podobno amerykańskie i kanadyjskie dzienniki zastanawiają się, czy z działu sportowego nie wydzielić odrębnej rubryki poświęconej transferowym dziejom Matsa.

Peter Forsberg - w zeszłym roku legendarny Szwed pozostawał wolnym agentem długo bardzo długo. Rozgrywano kolejne mecze, zmieniały się pory roku, a Foppa czekał aż zagoi mu się kontuzjowana stopa. Wreszcie w lutym podpisał kolejny kontrakt z Colorado Avalnache, ale kolejne kontuzje ograniczyły liczbę jego występów do 9. Teraz Forsberg znów jest wolnym agentem, znów leczy stopę, znów czeka Mamy wrażenie, jak byśmy oglądali ''Dzień Świstaka''.

Joe Sakic - w przeciwieństwie do Szweda 39-letni kapitan drużyny z Colorado czekać nie musiał. Zdrowy i w pełni sił (oczywiście jak na mumię) po przepisowym ględzeniu o zakończeniu kariery, podpisał zaproponowany mu przez władze klubu jednoroczny kontrakt na 6 milionów dolarów. To strasznie dużo jak na emeryturę, nawet dla gościa, który w karierze zdobył ponad 1600 punktów. Podejrzewamy, że większą część z tego stanowi dodatek za ''bycie legendą'' i dofinansowanie zakupu respiratorów.

Teemu Selanne - ten 38-latek również wciąż ma status agenturalny . Chciałby podpisać kolejny kontrakt z Anaheim Ducks, a Anaheim Ducks chciałoby tego samego, ale nie mają już żadnych pieniędzy, które mogliby przeznaczyć na wynagrodzenia. Chyba, że opchną komuś 38-letniego Mathieu Schneidera z jego 5-milionową pensją. Ale dziadek z tak wielkim socjalem nie wszędzie byłby zapewne mile widziany.

Bret Hedican - wiele zmieniło się, od kiedy Carolina Hurricanes z defensywą prowadzoną przez Hedicana zdobyli w 2006 Puchar Stanley. A ściślej rzecz biorąc zmieniło się tyle, że Bret jest o dwa lata starszy i nagle okazało się, że 38-latek nie ma już takiej szybkości i sprawności jak kiedyś. Nie chcą go nawet Hurricanes, ale Hedican wciąż z nadzieją czeka na nowe propozycje. Aż chciałoby się (gdybyśmy oczywiście byli młodymi, obiecującymi hokeistami) krzyknąć: ''Masz już swój Puchar Stanleya, a teraz idź wreszcie do domu!!!''.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.