Wasilewski o Spodenkach Wasilewskiego

Niech się schowają koszulki Jorge Camposa, kostiumy Otylii, kołnierzyk Erica Cantony, czerwone buty Scottie Pippena i złote Usaina Bolta, oraz wszystkie żółte koszulki lidera razem wzięte - król sportowej garderoby może być tylko jeden - Spodenki Wasilewskiego. O ich fenomenie, w wywiadzie z Robertem Błońskim, specjalnie dla Z Czuba.pl, mówi ON - autor prawdopodobnie najwspanialszej pomeczowej wypowiedzi w historii i właściciel najbardziej niesfornych spodenek - Marcin Wasilewski.

Robert Błoński: Pana wywiad z Canalu + o pękniętym sznurku w spodenkach robi furorę przy okazji każdej relacji zczuba na sport.pl

Marcin Wasilewski: Jasne. Pamiętam sytuację. Oglądam czasami i się śmieję. Z tego co wiem, to na googlach pojawiły się nawet parodie tej scenki. Fajnie, że ludziom się podoba.

Scenka jest fajna, ale do śmiechu wtedy panu nie było.

- Nie było. Właśnie skończył się mecz z Wisłą Kraków na Bułgarskiej. W ostatniej minucie doliczonego czasu straciliśmy gola na 3:3. Prowadziliśmy 2:0 i 3:1. I nie wygraliśmy. Schodziłem kompletnie wkurzony i... pojechałem.

Zdał pan sobie sprawę od razu z tego, co powiedział?

- Od razu nie. Dopiero jak ochłonąłem. Któryś z kolegów powiedział, żebym obejrzał. Teraz są parodie, można się pośmiać. Kiedy tylko mogę wejść, śmieję się z siebie. Koledzy trochę "jadą" ze mną. Czy to z kadry czy kiedyś z Lecha. Śmiechu jest.

Może obejrzyjcie to przed meczem ze Słowenią?

- Nie, nie... Trzeba się koncentrować. Może po meczu?

My jednak nie będziemy czekać aż do zakończenia meczu ze Słowenią...

O innych problemach Wasilewskiego przeczytacie

tutaj

.