Alko-gra po polsku

Wiceprezesa Polskiego Związku Lekkiej Atletyki ds. Szkolenia, Jerzego Sudoła, znaleziono pijanego na trawniku wioski olimpijskiej. Prawdopodobnie nie udźwignął sukcesów polskiej lekkiej w Pekinie, ale kto udźwignąłby Małachowskiego i Majewskiego? Potem Boruc, Majewski i Dudka podobno wyautowali się alkoholowo z reprezentacji. Natomiast w całej dyskusji na temat ''promil gate'' pomija się jedną istotną kwestię - polski sport i alkohol od zawsze były nierozłączne.

Krzysztof Ignaczak, Andrzej Stelmach i Łukasz Kadziewicz - w kwietniu 2005 Raul Lozano wyrzucił ich z siatkarskiej kadry za nieporowy tryb życia. Szalę przechyliło to, że podczas pobytu reprezentacji w Olsztynie poszli w miasto. Widać imprezowicze chodzą trójkami. Zła wiadomość dla wyrzuconych przez Beenhakkera, jest taka, że do zespołu Lozano wróciło tylko dwóch - Ignaczak i Kadziewicz.

Józef Młynarczyk - w 1980, polska reprezentacja piłkarska przygotowuje się do wylotu na mecz z Maltą w ramach eliminacji do hiszpańskich Mistrzostw Świata. Bramkarz pojawia się na Okęciu wstawiony, za kolegą z kolei wstawiają się Zbigniew Boniek, Stanisław Terlecki i Władysław Żmuda. Całą czwórkę selekcjoner Ryszard Kulesza odsyła do domu. Piłkarze Malty oddychają z ulgą, jednak i tak przegrywają 0:2. Wszyscy reprezentanci oprócz Terleckiego, który odmówił przeprosin, wracają później do kadry i w 1982 roku zajmują 3. miejsce na mundialu.

Ernest Pol - przykład na to, że pijali najwięksi. Kiedy grał w Górniku Zabrze wlał w siebie kiedyś przed meczem z Legią tyle C2H5OH, że zasnął w zaspie śnieżnej i odmroził sobie nogi. Nie przeszkodziło mu to dzień później strzelić klubowi ze stolicy 4 bramek w wygranym 5:1 spotkaniu. Podobno krzyknął potem do trenera ''Pol pijo, ale Pol gro''.

Wojciech Kowalczyk - najlepszy był w strzelaniu wielu rzeczy. Janusz Wójcik mówił nawet, że pijany ''Kowal'' lepszy jest od trzeźwych nie-Kowali. Czy ktoś to sprawdził, nie wiadomo.

Janusz Wójcik - nie wiadomo, co Kowalczyk z kolei mówił o Wójciku, ale chyba nic nie musiał. Za byłego władcę reprezentacji przemawiały bowiem jego czyny - kiedyś pomylił szatnie i zamiast do zawodników swojego Śląska Wrocław, przemawiał do piłkarzy Amiki. Pijał też z bidonów w czasie meczów - musiano je oklejać plastrami, żeby przypadkiem nie nawalili się ich zawartością spragnieni piłkarze. Już jako poseł wpadł też ujeżdżając pod wpływem swojego stalowego mustanga. Bez skojarzeń - prowadził samochód.

Majdan i Świerczewski - o tej sprawie pisać nie będziemy, bo inni zrobili to za nas w wystarczającym wymiarze .

Maciej Soboń - piłkarz Górnika Polkowice z kumplem z zespołu Arkadiuszem Maciejewskim w 2003 narąbany pokłócił się z policjantami i wylądował na wytrzeźwiałce. Soboniowi postawiono zarzuty znieważenia funkcjonariusza, ale miejsce w zespole mu zostało. Nie na długo jednak, bo kilka tygodni później, również orbitując wybił szybę w cudzym samochodzie i znów odwiedził najdroższy hotel w okolicy. Tym razem Górnik wykopał go z drużyny. Soboń pałętał się po GKSie Katowice i Chrobrym Głogów, aż w 2007 przeprosił się z Polkowicami i gra tam cały czas, podobno bez przerw na pobyty na izbie wytrzeźwień.

Szermierze, szermierczy trenerzy i działacze - podobno piją . Na całe szczęście nie wywołują jeszcze większych burd. Człowiek po alkoholu jest nieprzewidywalny. Człowiek po alkoholu z bronią białą w ręku jest nieprzewidywalny podwójnie.

Koszykarze Znicza Jarosław - pod koniec 2006 Grzegorz Kordas, Tomasz Fortuna, Roberto Gittens i Tony Akins mieli spotkać się w jednym z jarosławskich klubów. Ktoś był pijany, ktoś kogoś pobił, a ktoś konkretny w postaci Akinsa skończył ze złamaną szczęką. Z koszykarzami zza Wielkiej Wody nie został podpisany nowy kontrakt, Kordasa dyscyplinarnie zwolniono z kontraktu, a Fortuna został upomniany przez klub.

Dariusz Dudka - przypadek najtragiczniejszy z tu opisanych. W 2003 grający wówczas w Amice Dudka nie dość że wypił, to potem wsiadł za kółko. Skończyło się tragedią, bo potrącił śmiertelnie pieszego. Są jednak go uniewinnił, bo przechodzień wtargnął na przejście, gdy miał czerwone światło. Zawodnikowi na dziewięć miesięcy odebrano prawo jazdy, a klub chociaż go początkowo wyrzucić, ostatecznie pozwolił mu zostać.

Harri Olli - wprawdzie Fin, ale u nas ma miejsce honorowe. W konkursie lotów w Oberstdorfie brał udział na bombie. Dzień przed nim bowiem walił wódkę i zabawiał się z dwiema panienkami. Skakanie na dopingu poszło mu świetnie - nie dość że się nie zabił, to wylądował na 6. miejscu. Wyczyn nie zrobił jednak wrażenia na trenerach i działaczach, którzy wyrzucali go z kadry. Olli decyzję o dyskwalifikacji skwitował uroczo - Nic złego nie zrobiłem. Jeżeli mój szef jest niesprawny seksualnie, to niech mi nie zazdrości. Gascoigne i Best mogą się schować.

Ale te wszystkie sytuacje, wbrew pozorom, są proste do wytłumaczenia .