Jak Chińczycy chcą wygrać igrzyska

Finałowy pojedynek drużynowego turnieju łuczniczek. Chinki oddały już wszystkie i mają 20 punktów przewagi nad Koreankami, ale te wciąż mają jeszcze trzy strzały. Biorąc pod uwagę, że do tej pory trafiały niemal same dziewiątki i dziesiątki, zwycięstwo mają w kieszeni. Nagle jednak na stadionie zaczynają się dziać bardzo dziwne rzeczy.

Z czuba nadaje z Pekinu - więcej na blogu Bohdana Pękackiego

Relacja z 3. dnia igrzysk Z Czuba i na żywo

Obok tarcz, do których strzelają zawodniczki znajduje się wielka tablica wyników. Do tej pory - a jest to czwarty pojedynek w tej dyscyplinie, który oglądam - na tablicy wyników były właśnie wyniki. Po każdym strzale na tablicy po prostu pojawiała się kolejna cyfra.

Nie tym razem. Podczas ostatniej serii strzałów Koreanek tablica - przypominam: stojąca obok tarcz, a więc ewidentnie w polu widzenia łuczniczek - zmienia się w roztańczoną dyskotekę, na której wesoło i dynamicznie skaczą i tańczą maskotki igrzysk. Nie widać już wyniku, tylko ten ruchomy obrazek, bardzo żywy. Gdyby to była gra komputerowa, musiałaby zawierać ostrzeżenie przed epilepsją.

Koreanki nie dały się zdekoncentrować - trafiały kolejno 10, 9 i jeszcze raz 10, wygrały z fantastycznym wynikiem 224 na 240 możliwych (we wcześniejszych fazach ustanowiły rekord olimpijski z wynikiem 231), połowa trybun oszalała. A mnie pozostał ogromny niesmak i pytanie, ile takich oszukańczych sztuczek nie zauważymy?

Bohdan Pękacki, Pekin

Zobacz także:

Polski szpadzista: Takie sędziowanie to skandal

Stec: Chińska kolubryna czyli komu nie kibicuję