Tym razem z przyszłym/niedoszłym prezesem PZPN postanowił porozmawiać dziennik ''Polska''. Po pierwsze, mamy zestaw obowiązkowy - Beenhakker musi odejść. Skoro nie udało się go wywalić po Euro, to może chociaż będzie tak miły, że przegra coś w eliminacjach i będzie można go wywalić wtedy.
Zrozumieliśmy już, dlaczego Lato tak nie lubi Beenhakkera. Gdyby nam ktoś siedział na karku - też byśmy za nim nie przepadali i chcieli się go jak najszybciej pozbyć. Zastanawia nas tylko jedno - czy Leo już przyjeżdżając do Polski zamierzał usiąść na karku legendy naszej piłki, czy może wpadł na ten pomysł dopiero po przyjeździe, kiedy zobaczył kark Grzegorza Laty gdzieś na korytarzu w siedzibie PZPN.
Po drugie - mamy kampanię wyborczą na prezesa PZPN. Lato już jakiś czas temu zatrudnił agencję zajmującą się kreowaniem wizerunku, która ma wykreować jego wizerunek tak, żeby w niczym nie przypominał Grzegorza Laty. Być może też za jej radą skorzystał teraz z okazji i powiedział kilka ciepłych słów o swoim ewentualnym konkurencie do stołka - Jerzym Engelu.
Przy okazji Lato pochwalił się, że on, w odróżnieniu od Engela pomysł ma.
Najpierw zastanawialiśmy się, dlaczego system holenderski ma wprowadzać Polak, jeśli mamy w Polsce autentycznego Holendra. Potem nas olśniło - przecież jeśli Lato zostanie prezesem, to już tego Holendra mieć nie będziemy.
Na koniec - Lato się poskarżył na media, zapowiedział jednak, że się nie podda.
I to jest jeden z głównych powodów, dla których nie chcieliśmy już pisać o Lacie. Osobiście wolelibyśmy go raczej nie wzmacniać. Jeszcze mocniejszy Grzegorz Lato - to już chyba byłoby ponad nasze siły.
Czytaj też:
Gmoch o Lacie: On na prezesa? Przecież trzeba umieć czytać i pisać!
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!