FC M jak miłość?

FC M jak miłość, AC Na dobre i na złe, Real Złotopolice - czy polskie kluby piłkarskie zaczną przybierać nazwy znanych seriali, po to, by powalczyć o ich fanów? Brytyjski klub czwartoligowy Mansfield Town, jest blisko ustanowienia, nie tyle niebezpiecznego, co idiotycznego precedensu w tej sprawie.

Jak donosi BBC, John Batchelor zapowiada, że jeśli uda mu się odkupić zespół Mansfield Town, natychmiast przemianuje go na Harchester United. Tak właśnie nazywał się klub występujący w słynnej angielskiej operze mydlanej "Dream Team", która przez dziesięć lat emisji na kanale Sky, zyskała wielu oddanych fanów. Serial przestano kręcić w zeszłym roku, Batchelor chce w związku z tym wskrzesić jego głównych bohaterów, tyle, że na czwartoligowych boiskach. Swój zamiar argumentuje następująco:

Kibice piłkarscy muszą zrozumieć, że jeśli chcą mieć w swoim mieście piłkę w wydaniu zawodowym, muszą zaakceptować, że opiera się ona na bazie komercyjnej. Harchester da się lepiej wypromować niż Mansfield. Nie chce w ten sposób obrazić Mansfield, bo to klub z długą tradycją, to po prostu fakt. Jeden klub gościł w telewizji przez dziesięć lat, a drugi nie.

Zajmujący obecnie drugie miejsce od końca w League Two zespół, już raz zmieniał nazwę - w 1910 roku, z Mansfield Wesleyans, na Mansfield Town, podejrzewamy jednak, że tamta zmiana nie budziła aż takich kontrowersji. Kibice czwartoligowca są od wielu lat bardzo niezadowoleni z obecnego właściciela, Keitha Haslama, jednak ciężko sobie wyobrazić, że bez protestów zechcą wziąć udział w tej piłkarskiej operze mydlanej. Zwłaszcza, że Batchelor chce nakłonić do występów w klubie aktorów z popularnego serialu, jeśli nie podczas meczów o stawkę, to chociaż podczas przedsezonowych sparingów. Poza tym nie owija w bawełnę. Wyjaśniając dlaczego stara się kupić Mansfield, powiedział:

Jedynym powodem dla którego chcę ten klub, to zarabianie pieniędzy, jedyny powód dla którego chcę to zrobić, to by móc zapewnić byt swojej najbliższej rodzinie. Mogę to tylko osiągnąć sprawiając, by wszystko poprawnie działało na boisku, a w rezultacie także w wymiarze komercyjnym. To byłby mój klub i jeśli podoba wam się to co widzicie, przyjdźcie i oglądajcie, jeśli nie, trzymajcie się z daleka.

Cóż, biorąc pod uwagę oglądalność najpopularniejszych seriali, Batchelor ma prawo liczyć, na wzrost, a nie spadek zainteresowania klubem. Czy może jednak liczyć na oddanych kibiców, którzy faktycznie będą się interesować grą swoich zawodników, a nie tym, z kim sypiają albo w jakim południowoamerykańskim kraju zostaną odnalezieni ich zaginieni ojcowie? Choć z drugiej strony, skoro zainteresowanie Brytyjczyków pozaboiskowymi ekscesami z udziałami piłkarzy i ich WAGs (które zresztą świetnie nadają się na scenariusz niejednej opery mydlanej) jest tak ogromne, może jednak Batchelor słusznie ma gdzieś sentymenty prawdziwych kibiców? I wreszcie, czy jest szansa aby jakiś polski zespół poszedł za tym przykładem, nazwał się FC M jak miłość i wystawił w ataku braci Mroczków? A jeśli tak, to czy przekonałoby to nasze mamy do regularnego odwiedzania stadionów?

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.