Szarapowa wspaniałomyślna ale zbyt łatwowierna

Cały Wietnam podobno śmieje się z Marii Szarapowej. Podczas wizyty w tym kraju widziała tubylców biegających z łapkami na komary, rozpaczliwie próbujących pozbyć się natrętnych insektów i wzięła to za przejaw miłości do jej dyscypliny. Przejęta losem biednych Wietnamczyków postanowiła otworzyć w tym kraju tenisowe centrum treningowe. A wszystko z powodu niewinnego żartu tłumacza i naiwności rosyjskiej ślicznotki.

Wspomniana wizyta miała miejsce na początku ubiegłego roku. Maria poprosiła swojego kierowcę, aby zboczył z ustalonego kursu i przewiózł ją po bocznych uliczkach jednego z miast w południowym Wietnamie. Na jednej z nich zobaczyła ludzi wymachujących dziwnymi rakietami. Zaskoczona zapytała, dlaczego nie używają piłek. Tłumacz, który albo miał kiepski albo wyjątkowo dobry dzień, zamiast wyjaśnić jej, że to co widzi, to polowanie na komary przy użyciu specjalnych pacek, odpowiedział, że piłek nie ma, bo ludzie są zbyt biedni, żeby sobie na nie pozwolić. Podczas gdy tłumacz wrócił do domu zapewne bardzo zadowolony z powodu udanego żartu, Szarapowa tymczasem powróciła do ojczyzny wzruszona wietnamską miłością do tenisa, która przezwyciężyła nawet braki sprzętowe.

Miesiąc później do Wietnamskiej Federacji Tenisowej przyszedł list od Marii, w którym nakreśla projekt utworzenia tenisowego ośrodka. Zdziwieni działacze pozostawili tajemniczą dla nich przesyłkę bez odpowiedzi. Zniecierpliwiona Szarapowa, zapewne wciąż martwiąca się losem Wietnamczyków, zleciła swojemu asystentowi, żeby dowiedział się, dlaczego jej pomysł został zignorowany. Dopiero wtedy cała sprawa się wyjaśniła.

Nie żeby Wietnamowi nie przydał się ośrodek tenisowy z prawdziwego zdarzenia, ale rakiety to raczej słaba broń na komary, a i siatka tenisowa średnio się nadaje na moskitierę. Marii gratulujemy dobrego serca i głaszczemy ją po nie najmądrzejszej główce.