Dzień Dziecka według "Z czuba"

Kazali nam napisać, jak wyglądałby nasz wymarzony dzień dziecka. Oczywiście odpowiedzieliśmy, że nasz wymarzony dzień dziecka spędzilibyśmy przed komputerami, robiąc relacje i pracując dla dobra firmy, ale powiedzieli, że to nieśmieszne. Dlatego jest to nasz wymarzony dzień dziecka, gdybyśmy NIE PRACOWALI w Agorze.

Zobacz też Dzień Dziecka według dużej dziewczynki >

6:00 Budzik się zepsuł

9.00 Trochę boli mnie głowa, bo po tym jak Polska wygrała wczoraj mistrzostwa świata, z kolegami trochę świętowaliśmy. Całe szczęście, że szef zadzwonił, że musi na dziś zamknąć firmę.

9.15 Całe życie chciałem mieć Hummera, więc to w sumie dość przyjemny zbieg okoliczności, że od dziś już mam. Szkoda, że nie pamiętam skąd.

9.30 Z tym Hummerem to nie o to chodzi, że mam fioła na punkcie samochodów, czy coś. Zwłaszcza, że jestem na tyle pewny swojej męskości, że mógłbym jeździć maluchem.

9.45 Znowu dzwoni szef - musi jednak otworzyć firmę, bo nie da mi podwyżki mailem, a jak dzisiaj tego nie zrobi, to przepadnie mu jakaś ulga podatkowa. Niestety, muszę się zebrać z łóżka.

9.46 W zasadzie nie wiem, kim ona jest, ale mówi, żebym jeszcze nie wstawał. I choć jest równie boska, jak wczoraj wieczorem, to ja jednak jestem człowiekiem obowiązkowym i rzetelnym.

9.47 Znów telefon, okazuje się, że jednak można to załatwić mailem.

10.45 Teraz to naprawdę wstaję... naprawdę zaprosiłaś siostrę bliźniaczkę?

11.57 Nie jestem przekonany do kawioru i świeżo wędzonego łososia na śniadanie, ale już trudno.

12.30 Muszę powiedzieć, że gdyby nie ten wielki telewizor, to Playstation 3 nie byłaby taka fajna.

13.00 Normalnie urwanie głowy z tymi telefonami. Dzwonił jakiś człowiek z obcym akcentem, że chce kupić prawa do ekranizacji opowiadania, które napisałem kilkanaście lat temu i w ogóle o nim zapomniałem.

13.15 Nie wiedziałem, że prawa do ekranizacji są aż takie drogie. W życiu sobie żadnych nie kupię. Teraz ja dzwonię do szefa, żeby mu powiedzieć, co może zrobić z moją podwyżką i jak głęboko.

14.00 To zdecydowanie nie jest mój dzień. Muszę lecieć do Londynu na jakieś ważne spotkanie, o którym nic nie wiem.

15.00 Miejsca w samolocie są tylko w pierwszej klasie. Co za bałagan! W ramach przeprosin pilot pozwolił mi pilotować samolot. Przyszła starsza pani i poprosiła, żebym pętlę zrobił jeszcze raz, bo nie może zasnąć.

15.15 Jedzenie w samolocie jest smaczne, więc straciłem przytomność. Na szczęście stewardessa była ratownikiem medycznym.

16.00 Rozpoczęło się spotkanie. Wszyscy są bardzo mili, ale dopiero po kilkunastu minutach mówią o co chodzi - szukają człowieka, który napisze scenariusz kolejnych epizodów "Gwiezdnych Wojen". Mają tylko jedno wymaganie - Jar Jar Binks musi zginąć w okrutny sposób. Nie proponują wielkich pieniędzy, ale będę miał udział w zyskach ze sprzedaży gadżetów. No trudno, niech będzie.

17.00 Przyszedł Beckham i zapytał, czy bym z nim nie pokopał na podwórku przed domem. Powiedziałem, że nie mam czasu.

18.00 Jeszcze jeden telefon. Zwariować można. Co mnie obchodzi, że jakiś Irlandczyk zachorował i nie ma go kto zastąpić?

18.10 Irlandczyk przyszedł do hotelu osobiście i prosi, żeby go jednak zastąpić. Nazywa się Larry Mullen, czy jakoś tak.

18.20 Aaaa, ten Mullen! Bono mówi, że spadłem z nieba, bo inaczej musieliby odwołać koncert.

23.00 Wyszło nieźle, powiedzieli, że mogę być. Nie przypuszczałem, że na Wembley może się zmieścić tyle osób. Zresztą ze sceny wygląda to zupełnie inaczej. Czas na afetrparty - idę, bo muszę, choć to był strasznie męczący dzień.