Golfista Rory McIlroy i tenisistka Caroline Wozniacki już czynili przygotowania do ślubu, kiedy nagle gruchnęła wieść o ich rozstaniu. McIlroy zdążył od tego czasu wrócić do wielkiej formy, właśnie wygrał trzy duże turnieje z rzędu i, cóż, został najlepszym zawodnikiem na świecie. Reporterzy uznali więc, że wypadałoby go zapytać, dlaczego po rozstaniu nie popadł w smutny nastrój i nie zalewa się łzami na kanapie z popcornem w ręku:
- Cóż, chyba wyszło mi to na dobre. Trochę więcej czasu poświęciłem golfowi i na nowo się na nim skupiłem. Teraz to dla mnie najważniejsza rzecz. Tzn., mam rodzinę i przyjaciół, ale zanurzyłem się całkowicie w grze. Ciężko trenowałem, wszystko robiłem jak należy, więc teraz zgarniam nagrody.
McIlroy, który podobno był osobą inicjującą rozstanie, nieco później postanowił jeszcze dodać:
- No bo co innego mam do roboty? Wstaję rano, idę na pole golfowe, idę na siłownię. Tak po prostu wygląda w tej chwili moje życie. Działa to całkiem nieźle, więc będę to robił dalej. Nie mogę jednak określić, o ile więcej czasu teraz poświęcam. Zawsze ćwiczyłem bardzo dużo. Po prostu, przez ostatnich kilka miesięcy naprawdę pogrążyłem się w golfie. I to działa.
Ale i Wozniacki idzie ostatnio znakomicie. Jej bilans od czasu French Open to 15-3. Może więc sportowe pary powinny się rozstawać?
To jedyne sensowne wyjaśnienie dla rozstania Kirilenko i Owieczkina .
Tymczasem McIlroy ma mnóstwo innych kłopotów.
Najpierw musiał zmienić hasło w swoim iPhone'ie (i to wcale nie przez Wozniacki a przez wścibskiego kamerzystę!)...
...a potem musiał pogodzić się z tym, że najlepszy nie jest Rory McIlroy, lecz jego zły kuzyn, Rory McIlory.
Twitter