Rekord najniższej frekwencji w dziejach Ligi Mistrzów pobity

Zapowiadało się na to już od dłuższego czasu. W Zagrzebiu na ligomistrzowe mecze tamtejszego Dynama przychodziło coraz mniej i coraz mniej osób i nikt nie wiedział już, co z tym zrobić. Sami zawodnicy ufundowali nagrody pieniężne dla tych, którzy będą kupować bilety na ich mecze w Champions League, próbowano wmówić kibicom, że PSG to tak naprawdę znienawidzony przez nich Hajduk Split... Wszystko to na nic. Aż wreszcie się udało. W ostatniej grupowej kolejce tej edycji LM Dynamo Zagrzeb wreszcie pobiło rekord.

Już niemal od początku było wiadomym, że Chorwaci nie będą się liczyli w walce o fazę pucharową. Ostatecznie z jednym punktem i bilansem bramkowym 1:14 zajęli ostatnie miejsce w grupie A, do Dynama Kijów tracąc cztery punkty, do FC Porto 12, a do PSG aż 14. Skoro nie mogli rywalizować w piłce nożnej, to postanowili pościgać się w rekordowo niskiej frekwencji.

Ostatnie dla nich spotkanie grupowe z Ukraińcami było do tego idealne. Po pierwsze, Dynamo Kijów to wprawdzie jest marka, ale taka sama jak Abibas. Po drugie, w Zagrzebiu ostro zaśniezyło i przymroziło , co skutecznie odstraszyło lokalnych fanów od przybycia na stadion Maksimir. Efekt? Historyczne i rekordowe 3 563 widzów. Na meczu Ligi Mistrzów.

To 1/6 Ekstraklasowej frekwencji na meczach Lecha Poznań, o 300 osób więcej niż średnio przychodzi oglądać Podbeskidzie, o 900 więcej niż pojawia się na meczach GKS-u Bełchatów (!) i tylko odrobinę więcej niż wynosi średnia frekwencja na meczach pierwszoligowej Miedzi Legnica. I tak w swojej klasie rozgrywkowej znacznie gorszej pod tym względem od Zawiszy Bydgoszcz, Arki Gdynia i Cracovii.

3000 osób pojawiły się w ubiegłym roku na koncercie Moniki Brodki w Białymstoku, 3000 osób potrafi w kwadrans kupić Groupona na pendrajwa czy zmywalny tatuaż z Hello Kitty.

Brawo, Dynamo Zagrzeb. Naprawdę dobra robota.

ŁM

DOŁĄCZ DO NAS NA FACEBOOKU

Aplikacja Relacje Z czuba i na żywoAplikacja Relacje Z czuba i na żywo fot. JK