Poligon: Po dwóch połówkach czyli między ustami a brzegiem finału

Musimy to sobie powiedzieć otwarcie, Andrzej: jak skrupulatnie wyliczył ''Kibic Tygodniowy'', jesteśmy już po obu meczach półfinałowych. Do końca Euro został tylko jeden jedyny mecz, w którym Furia Rocha spotka się ze Składrą Adzurą, a kibice po raz kolejny mogą żałować, że regulamin mistrzostw Europy nie przewiduje meczu o trzecie miejsce.

''To niesprawiedliwe'' - miał powtarzać Cristiano Ronaldo po rzucie karnym Cesca Fabregasa. Niestety, life is brutal and soccer też is brutal - za wrażenia artystyczne nikt w piłce punktów nie daje, zresztą nawet gdyby dawał - lepsze oceny dostaliby Hiszpanie, którzy im bliżej końca, tym ładniej grali i tym wyraźniej dominowali na boisku. Dysząca ciężko Portugalia mogłaby ewentualnie liczyć na punkty za (po-)chodzenie (bo też i z minuty na minutę przestawała biegać). Sam Ronaldo dzięki występowi na Euro zyskał pewnie paru wielbicieli - po pierwszym "gwiazdorskim" meczu schował własną ambicję w kieszeń i zaczął grać jak na kapitana drużyny przystało. Ponieważ jednak natura źle znosi próżni - koszulkę z napisem ''Nojakiżjajestemkurdenormalniecowypaczycie'' założył Nani. Nowy ''selfisz'' nie wygeneruje jednak tak wielkiego ładunku niechęci na trybunach z prostego powodu - może i jest wspaniały piłkarsko (choć nie jest), ale piękny na pewno nie, przez co połowa płci pięknej nie zapamięta nawet jego czteroliterowego przydomka, a połowa płci mądrej nie rozczuli się i nie przejawi na jego widok pierwotnego instynktu. Słucham? Nie, macierzyńskiego.

W meczu o trzecie miejsce Portugalia zmierzyłaby się z Niemcami - Niemcami, którzy po raz kolejny pokazali, że mają fantazję, po raz kolejny zagrali piłkę wesołą i dynamiczną, po raz kolejny wzbudzali podziw i sympatię... Aż przyszedł mecz z Włochami i okazało się, że entuzjazm to jednak nie wszystko. Przypominało to pojedynek siedmiolatka z dorosłym. W pierwszym kwadransie Niemcy dawali z siebie wszystko - biegali, skakali, strzelali, kucali, hulali po polu i pili kakao...

-No, ładnie, ładnie... - powiedzieli Włosi - Zwłaszcza to różowe się poprawiło, ale wiecie...

Bęc. Brzdęk. Dziękujemy za uwagę. Trzeba Niemcom oddać, że nie popłakali się jak klasyczny siedmiolatek (choć połowa chyba naprawdę miała łzy w oczach), tylko ambitnie próbowali wyrównać, ale każdy chyba widział, jak na owe próby reagowali Włosi.

- Mhhmmm... - mruczeli - Lewym skrzydłem, no, kto by się spodziewał? Bardzo sprytnie naprawdę. A teraz prawym skrzydłem? Ohohoho, widać, że ćwiczyliście w wolnym czasie. Dobrze, to teraz zobaczcie, jak to się powinno robić prawidłowo.

I zabierali Włosi piłkę Niemcom, i grali swoje, i tak niekoniecznie da capo, ale na pewno al fine.

Mecz Portugalia - Niemcy: dwie drużyny, grające dynamiczną piłkę, pchające się do przodu i uwielbiające przede wszystkim strzelać bramki. W dodatku obie wściekłe po porażkach półfinałowych. Ech to mógłby być mecz.... Słucham? Tak wiem, że istniałoby także ryzyko dziewięćdziesięciominutowego focha pt. ''Och, jakże cierpimy z rozczarowania i trzecie miejsce mamy w nosie'', ale c'mon - TE Niemcy i TA Portugalia? Nawet gdyby któraś z drużyn próbowała - po pierwszej straconej bramce by jej przeszło i rzuciłaby się przeciwnikowi do gardła i do ścięgna Achillesa równocześnie. Ech, szkoda...

Zostało na zatem tylko jedno spotkanie: Hiszpania - Włochy. Mecz dwóch dojrzałych, mądrych drużyn, których indywidualne umiejętności piłkarskie i dyscyplina taktyczna...

OK, będę się streszczał i skracał. Dobre są. Obie. Bardzo. Hiszpania jest lepsza, Włochy są mądrzejsze, Hiszpanie wymieniają więcej podań, Włosi częściej strzelają, Hiszpanie (ci) mają już na koncie tytuł mistrzów świata i mistrzów Europy, Włosi (ci) nie mają...

- Ej!

Dobra: Buffon i Pirlo są mistrzami świata z 2006 roku...

-Eeeej!

Przepraszam, Barzagli i De Rossi także.

I teraz pojawia się...

- Aaaa!

Spokojnie to nie żaden duch, tylko pytanie - czy Vincente del Bosque jest jak Bernardo Rezende, który przez 10 lat potrafił utrzymać swoich zawodników w stanie wrzenia i walki nie tylko o zwycięstwo w każdym turnieju czy choćby w każdym meczu, ale także o każdą, najmniej nawet ważną piłkę? Czy Hiszpanom będzie się chciało na tyle i czy będzie im się chciało bardziej niż Włochom? Bo, że Włochom będzie się chciało - w to chyba nikt nie wątpi. Połowa z nich walczyć będzie o pierwsze poważne medale w karierze, a druga połowa - o ogólnonarodowy entuzjazm i okrzyki ''Dajcież spokój, prokuratorze! Korupcja-snorupcja, bzdety jakieś przynosicie, a mu tu mistrzostwo Europy świętujemy! Napijcie się chianti i odczepcie się od piłkarzy''.

Hiszpania i Włochy grały już ze sobą na tych mistrzostwach - na gdańskim stadionie padł remis 1:1 i nie był to najpiękniejszy mecz tych mistrzostw. Zwracam się z uprzejmą prośbą o remis 2:2 w meczu finałowy i dogrywkę, rozstrzygniętą w ostatnich 30 sekundach. Na czyją korzyść? Hmm... właściwie wszystko mi jedno, bo jeśli mecz odbędzie się według powyższego scenariusza, to dawka emocji będzie wystarczająca, a podziw dla walczących jednakowo zasłużony. Nie, karne nie, za rzuty karne dziękuję, rzuty karne są nudne.

- Paradoksalnie... - dodał filozoficznie niejaki Perłowski Jan.

Andrzej Kałwa

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.