Jak oglądać mecze Grecji?

Grecy nie są najładniej grającą drużyną świata. Jakby się zastanowić, to można nawet dojść do wniosku, że możliwe, iż są grającą najbrzydziej. Podobno były przypadki, że ludzie obserwując ich ultradefensywny styl wydrapywali sobie oczy, wybuchali albo zasypiali, by już więcej się nie obudzić. Poniższy poradnik powinien pomóc Wam uniknąć takiego losu.

-Przyspieszyć. Pisaliśmy niegdyś, że lepsza poprawka egzaminu niż replay meczu, ale w przypadku Grecji możemy odejść od tej zasady i nagrać spotkanie, a w jego czasie porobić coś bardziej emocjonującego. Na przykład drapać się po łydce albo czytać ''Nad Niemnem'' po norwesku. Po ostatnim gwizdku siadamy przed telewizorem i puszczamy mecz, zwiększając tempo o jakieś trzy razy. Dzięki temu Grecy powinni grać mniej więcej tak szybko, jak reszta futbolowo cywilizowanego świata.

-Oglądać ze słowackim komentarzem. Śmianie się z czyjegoś języka z pewnością nie jest najdojrzalszą rzeczą świata, ale każdy, kto miał okazję oglądać mecze po czesku lub słowacku, dochodzi do wniosku, że języki te są tym, co byłoby, gdyby język polski tworzyła grupa Monty Pythona. Trudno nie wybuchnąć śmiechem słysząc na przykład: ''Rysio Zednik je merny w zadu'' albo odkrywając, że podanie to ''prihralka''. Myślę, że teksty typu ''Gekasowa prihlala'' są właśnie tym, co przyciągałoby na mecze Greków tłumy. -Grać w Chorwatów. Gra w Chorwatów polega na zastanawianiu się, jak ktoś nazywałby się, gdyby był Chorwatem. I tak na przykład Tytoń nazywałby się Bronić, Lewandowski Strzelić, a Wawrzyniak Wywalić. Podobnie można zrobić z Grekami, gdyż jestem niemal pewien, że jeśli Samaras urodziłby się na Bałkanach, to nazywałby się Zbawić. Albo Modlić.

-Skupić się na nazwiskach. Efektowność gry Greków jest odwrotnie proporcjonalna do efektowności ich nazwisk, które robią spore wrażenie i potrafią łamać języki najtwardszym Dariuszom Szpakowskim. Dlatego urozmaićcie sobie oglądanie w stylu Romana Kołtonia, głośno mówiąc nazwiska gracza, który akurat jest przy piłce. Jeśli będzie Wam to szło za dobrze, mówcie nazwiska od tyłu. Z ciekawostek, Papastathopulos to od tyłu ''solupohtatsapap'', co brzmi trochę jak czczone przez Inków bóstwo, a trochę jak coś zupełnie innego.

-Zróbić sobie alko-grę. Nie ma niejadalnych potraw, tylko ketchupu czasem brak. Podobnie nie ma nieoglądalnych meczów, jeśli tylko ma się wystarczającą ilość alkoholu, najlepiej pitego w jakiś ciekawy sposób. Na przykład kolejkę po każdym zagraniu jakiegoś Papadopulosa albo głupocie powiedzianej przez komentatora. Na meczach Grecji nie polecam picia przy każdym podaniu do tyłu, bo możecie nie doczekać drugiej połowy.

-Przykleić do telewizora zdjęcie Batmana. Bo wszystko jest lepsze z Batmanem .

-Uczyć się. Z czasów studiów pamiętam, jak niesamowitą moc ma nauka. Wizja konieczności zgłębiania wiedzy przed jakimś egzaminem w magiczny sposób sprawiała, że wszystko robiło się niezmiernie ciekawe i nagle człowiek odkrywał jak fascynującym i niecierpiącym zwłoki zajęciem jest odkurzanie. Konieczność uczenia się czy wypełniania jakichś zaległych papierzysk może więc przekonać Was, że oglądanie w akcji greckich piłkarzy to dokładnie to, co chcecie robić przez resztę życia.

Andrzej Bazylczuk

DOŁĄCZ DO NAS NA FACEBOOKU