Skok na spadochronie powyżej prędkości dźwięku

Są ludzie i ludzie, którzy skaczą na spadochronie z grubo ponad 30 kilometrów. Do jednoosobowej grupy tych drugich zalicza się Felix Baumgartner.

43-letni skoczek robił już w życiu wiele nieodpowiedzialnych rzeczy, między innymi obstawiał u bukmacherów typy Z Czuba czy skakał z Petronas Tower w Kuala Lumpur, ale to już jednak przesada. Baumgartner zamierza tym razem dać się wyrzucić z wysokości 36576 metrów. Żeby była jasność: z 36,5 kilometra. Na tę wysokość będzie musiała go wznieść kapsuła przyczepiona do balonu wypełnionego helem, bo - Houston, mamy problem - samoloty nie dolatują na taką wysokość.

Podróż do ozonosfery, którą uznaje się za granicę kosmosu zajmie Austriakowi trzy godziny, a sam skok blisko 20 razy krócej czyli około 10 minut. Jak to możliwe? A tak to, że Baumgartner spadając, poleci w dół z prędkością 1100 km/h czyli przekroczy prędkość dźwięku. I jeśli tylko przeżyje, zostanie pierwszym człowiekiem, który osiągnął to bez samolotu, a tylko za pomocą własnego braku instynktu samozachowawczego.

Oraz specjalnego kubraczka. Skoczek swoją nadzieję na przeżycie wiąże z przygotowywanym przez cztery lata w laboratoriach NASA kombinezonem.

Sami naukowcy ze Stanów są zaś niezmiernie ciekawi, jak na to wszystko zareaguje organizm Baumgartnera, czy zniesie przeciążenia oraz falę uderzeniową powstałą przy przekraczaniu bariery dźwięku. Teraz, dzięki szaleńczemu wyczynowi Austriaka, będą mieli okazję to dokładnie zbadać.

A my i tak wiemy, że pewnie już w początkowej fazie lotu Baumgartner uderzy twarzą w piłkę wykopaną podczas półfinałowych jedenastek w Lidze Mistrzów przez Sergio Ramosa.

ŁM

DOŁĄCZ DO NAS NA FACEBOOKU