Skandal biletowy w NHL

Podobno w Kanadzie hokejem pasjonuje się każdy - nawet łosie i klony. Nie dziwi więc, że lubią go też politycy oraz urzędnicy. Problem w tym, że już niekoniecznie lubią z własnej kieszeni płacić za bilety, czego dowodem jest afera, która właśnie rozpętała się wokół Winnipeg Jets.

Oryginalni Jets grali w NHL od 1979 roku, ale w 1996 przeniesiono ich do Arizony, gdzie dziś występują jako Phoenix Coyotes. Przez długie lata kibice w Manitobie płakali w swoje wielkie poduszki. Łkanie ustało, gdy w 2011 roku do Winnipeg przeniesiono drużynę Atlanta Thrashers, którą przechrzczono na Jets.

Powrót Odrzutowców do Kanady sprawił, że dla lokalnych kibiców gwiazdka przyszła wyjątkowo szybko, a prezentem, który każdy chciał znaleźć pod choinką był bilet na mecz lub najlepiej karnet. Hokejowy szał ogarnął także lokalnych polityków i urzędników państwowych, którzy tłumnie pojawiali się w hali MTS Centre. Problem w tym, że oglądanie meczów fundowali im podatnicy. Najpierw okazało się, że spośród 440 karnetów, które ramach umowy sponsorskiej otrzymała Komisja Nadzoru Wyrobów Alkoholowych prowincji Manitoba, większość trafiła do wysoko postawionych urzędników. Oczywiście część przekazano na cele charytatywne. Część w tym przypadku to dokładnie cztery. Tak, cztery.

Potem wyszło na jaw, że także w innych instytucjach i urzędach wykorzystywano publiczne pieniądze do zdobycia najlepszych miejsc na meczach Jets. Robiono tak w odpowiedzialnej za gry losowe Manitoba Lotteries Corp., zajmującej się ubezpieczeniami Manitoba Public Insurance Corp. i zarządzającej energią Manitoba Hydro. Sytuację starał się tłumaczyć związany z tą ostatnią Dave Chomiak, minister w obecnych władzach Manitoby, który wyjaśniał, że były to działania, mające pomóc drużynie osiągnąć postawiony przez NHL limit 13 tysięcy sprzedanych karnetów. Rzeczywiście, bez tej zorganizowanej akcji na pewno by się to nie udało, biorąc pod uwagę, że mecze w Winnipeg zawsze oglądał komplet publiczności, a wykupienie wszystkich karnetów, po tym, jak trafiły do sprzedaży otwartej, zajęło 17 minut. Nie każdy więc wymarzony bilet kupił, niektórym nie udało się nawet dostać na listę rezerwową, którą zamknięto, gdy w krótkim czasie znalazło się na niej 8000 nazwisk.

Podejrzewam, że w Manitobie, gdzie ludzie tak kochają hokej, że myją zęby kijami, a oddychają nie powietrzem, tylko krążkami popularność polityków zamieszanych w ticketgate zrobi symulację pionowego lądowania.

AB

DOŁĄCZ DO NAS NA FACEBOOKU