Filmowe motywy w Lidze Mistrzów

Byliśmy świadkami naprawdę niesamowitych rewanżowych pojedynków o miejsce w finale Ligi Mistrzów. Wielokrotnie podkreślano, że tego, co działo się na Camp Nou i Santiago  Bernabeu, nie powstydziliby się filmowi scenarzyści. Postanowiłem pójść tym tropem i sprawdzić jakie znane z kina schematy zobaczyliśmy w tych meczach.

Tryumf ''słabeuszy''

Po półfinałach smutni są kibice Barcelony i Realu, ale fani ''Potężnych kaczorów'' byli w siódmym niebie, widząc na własne oczy piłkarską wersję disnejowskiej trylogii o młodych hokeistach. Zresztą nie tylko jej, gdyż zwycięstwo drużyn czy zawodników skazywanych na porażkę to stały element niemal wszystkich filmów o sporcie, a przecież mało kto mógł sobie wyobrazić, że w finale zabraknie Realu lub Barcelony, a tym bardziej obu hiszpańskich gigantów.

Powrót z dalekiej podróży

Twórcy filmów uwielbiają gmatwać życie bohaterom i stawiać ich w beznadziejnej sytuacji. Dobrze widać to w produkcjach o sporcie, gdzie niezmiennie skazywana na porażkę drużyna na początku wysoko przegrywa, żeby potem niespodziewanie podźwignąć się i wyjść z wydawałoby się beznadziejnej sytuacji. Tak było w obu półfinałowych rewanżach, w których Barcelona i Real prowadziły już po 2:0 i chyba nikt się nie spodziewał, że jakikolwiek cud może odebrać im awans.

Bohatera nie imają się kule

Niemal każda filmowa strzelanina wygląda tak, że do bohatera celują całe zastępy zbirów, ale żaden nie może trafić, gdyż pociski magicznie omijają herosa, który dla odmiany każdym strzałem powala przeciwnika, a czasem nawet dwóch naraz.

Takim kuloodpornym bohaterem była Chelsea. No może nie całkiem kuloodpornym, gdyż dwa razy oberwała, ale to naprawdę niewiele biorąc pod uwagę, że pocisk w postaci piłki leciał ku niej aż 17 razy. Tyle, że dwunastokrotnie, niczym w filmach był niecelny. Dla porównania Anglicy strzelali o 10 razy mniej, a tylko trzykrotnie uderzenia były celne. Dwa z nich skończyły się golami.

Pokonany geniusz zła

Filmowe złe imperia czy organizacje zawsze mają za sterami jakiegoś przebiegłego i aroganckiego geniusza, wielbionego przez swoich ludzi, a znienawidzonego przez resztę świata. Oczywiście ten wydawałoby się niepokonany łotr, zawsze na końcu przegrywa i musi oglądać jak jego misternie budowana organizacja wali się w gruzy. W środę takim geniuszem był Jose Mourinho przez wielu - na czele z Jose Mourinho - uważany za najlepszego trenera świata. Było w tym coś hollywoodzkiego, gdy bezradnie patrzył na boisko, nie umiejąc znaleźć recepty na obronę Bayernu, a potem klęcząc patrzył jak Sergio Ramos posyła piłkę w kosmos, a wraz z nią marzenia o trzecim w karierze Portugalczyka finale Champions League.

Zły nie dobija bohatera

To jeden z najbardziej irytujących, a zarazem ulubionych motywów twórców filmów akcji. Szwarccharakter ma już bohatera na muszce, ale zamiast pociągnąć za spust, pakuje go do klatki, wolno opadającej do basenu ze zmutowanymi uklejami. I to opadającej na tyle wolno, że heros ucieka i pokonuje przeciwnika. Taką szansę dobicia Chelsea miał Messi. Trudno jednoznacznie orzec, co byłoby gdyby trafił, ale gdyby grający w osłabieniu The Blues musieli odrabiać straty, zamiast się bronić, to pewnie nie uciekliby spod katalońskiego topora. Wiemy za to, że kiedy Argentyńczyk spudłował i Barca musiała szukać bardziej wyszukanego sposobu dobicia rywala, to zamiast niego znalazła...

Odrodzenie upadłego bohatera

To schemat tak stary, że twórcy westernów stosowali go pewnie jeszcze przed odkryciem Ameryki. Otóż mamy rewolwerowca, który był legendą, ale zamiast do kabury zaczął sięgać do butelki i stoczył się na dno, stając się cieniem dawnego siebie, obiektem żartów i trochę niewolnikiem własnej sławy. Kiedy jednak dochodzi do decydującej walki, to wstaje i trafia jak za dawnych lat, a jego strzał przesądza losy starcia. W Rio Bravo taką rolę zagrał Dean Martin, w Rio Camp Nou Fernando Torres.

Dramatyczne odejścia

Działający w pojedynkę bohater nigdy nie ginie, ale jeżeli mamy do czynienia z całą grupą, to sorry Winnetou, ale ktoś nie doczeka happy endu. Jeżeli happy endem jest finał w Monachium, to owymi pechowcami zostali John Terry, Raul Meireles, Branislav Ivanović, Ramires (Chelsea) i Luiz Gustavo, David Alaba oraz Holger Badstuber (Bayern), którzy z powodu kartek wielkie zwieńczenie tego sezonu oglądać będą z trybun.

Andrzej Bazylczuk

DOŁĄCZ DO NAS NA FACEBOOKU