Dziesięć mgnień Ligi Mistrzów

Dziewięć na dziesięć gospodyń domowych nie odróżnia masła Whizzo od śniętego kraba, a trzy na cztery ćwierćfinały Ligi Mistrzów możemy uznać za rozstrzygnięte.

Hit

Mecz Milanu z Barceloną skończył się bezbramkowym remisem, ale jeśli ktoś chciałby w związku z tym powiedzieć, że hit okazał się niehitowy - powinien naprawdę dostosować swoje oczekiwania do świata, w po ziemi nie chodzą elfy i jednorożce. Barcelona została powstrzymana, choć robiła co mogła, żeby Milan zaskoczyć. Długimi minutami po swojemu rozgrywała piłkę tuż przed polem karnym Milanu (albo wręcz w nim), ale potrafiła też ograniczyć akcję do jednego dalekiego podania. Nie dała jednak rady, bo Milan w obronie był niemal bezbłędny, a kiedy już udawało się Barcelonie przedrzeć - na drodze stawał jej piłkarzom kapitalnie grający Abbiati. Biorąc pod uwagę ilu piłkarzy zabrakło w Milanie mistrzowie Włoch zagrali mecz wręcz heroiczny, co - nawiasem mówiąc - ledwo wystarczyło do ugrania bezbramkowego remisu. Chociaż mecz wcale nie musiał się tak skończyć - gdyby tylko Ibrahimović potrafił wykorzystać sytuację sam na sam z Valdesem. Ale nie potrafił i przed rewanżem zdecydowanym faworytem jest Barcelona. Chociaż gdyby Milan zagrał taki mecz po raz drugi... I gdyby Ibrahimović tym razem dla odmiany trafił...

Stary człowiek i może

Gdyby Milan miał w środę dziesięciu Clarence'ów Seedorfów, to... Cóż, to średnia wieku jego pierwszej jedenastki wynosiłaby prawie 35 lat. Ale jednocześnie prawdopodobnie byłaby zdecydowanie mocniejsza do tej, która faktycznie zagrała. Niesamowita jest przemiana, jaka zachodzi w Seedorfie, kiedy staje naprzeciwko rywala z najwyższej europejskiej półki. Nagle znudzony, nasycony triumfami weteran, który w meczach ze słabeuszami albo człapie ze zdegustowaną miną, albo wręcz sprawia wrażenie, jakby miał ochotę usiąść i się powygrzewać w słońcu zmienia się w tego samego faceta, którym był pięć lat temu - zdolnego do przeciwstawienia się każdemu przeciwnikowi na planecie. Nagle zaczyna znów wyglądać jak Milan Ancelottiego o tej niesamowitej właściwości, że z kim by mu się nie przyszło mierzyć - zawsze potrafił wykrzesać z siebie jeszcze odrobinę więcej.

Nie licząc dokonującego w bramce cudów Abbiatiego, Seedorf był w środę zdecydowanie najlepszym zawodnikiem Milanu. W obronie bezbłędny i niezmordowany, zdolny bez faulu wyłuskać piłkę krążącą w polu karnym między zawodnikami Barcelony, w ataku - bezlitośnie precyzyjny. A jego podanie, po którym Ibrahimović wyszedł sam na sam z Valdesem powinno się pokazywać wszystkim pomocnikom świata. Prawdopodobnie z dopiskiem ''nigdy ci się tak nie uda''.

Zablokowany Zlatan

Zlatan Ibrahimović po raz kolejny w ligomistrzowym starciu wagi ciężkiej nie strzelił bramki, a okazję miał do tego kapitalną, kiedy po wybitnym podaniu Seedorfa wyszedł sam na sam z Valdesem. Faktem jest, że tym razem Szwed zadanie miał wybitnie niewdzięczne, bo w zasadzie sam musiał zmagać się z całą obroną Barcelony, jako że wszyscy jego koledzy zostali skierowani do obrony. Ale nie zmienia to faktu, że jeśli w rewanżu Ibrahimović się nie przełamie - z dużym prawdopodobieństwem kolejnej okazji w tym roku miał już nie będzie.

Gospodarze

Ciężki jest los gospodarza ćwierćfinału Ligi Mistrzów. W czterech meczach gospodarze nie strzelili bramki - raz bezbramkowo zremisowali, poza tym przegrywali 0:1, 0:2 i 0:3. A podobno lepiej to rewanż grać u siebie.

Ale jeśli nawet Benfica, która z pokonanych gospodarzy była najbliżej uniknięcia porażki, wyszła na mecz z nastawieniem ''tylko nie przegrać, tylko nie przegrać''... Przez pół meczu wydawało się, że to nastawienie może dać jej zwycięstwo, bo Chelsea wprawdzie oblegała jej bramkę, ale nieskutecznie, ba, nawet jej za bardzo nie ostrzeliwała. A jednak kiedy Benfica uwierzyła, że to ona atakuje groźniej (nawet jeśli rzadziej) i tak naprawdę ma większe szanse na zwycięstwo - została ustrzelona.

Niezawodny Bayern

Wynik 2:0 nie robi może wielkiego wrażenia, przynajmniej dopóki sobie człowiek nie przypomni, że mowa o wyniku w ćwierćfinale Ligi Mistrzów i na wyjeździe. Niemałe wrażenie robi jednak styl, w jakim Bayern je odniósł. Nie jest wprawdzie tak, że Olympique nie miał żadnej okazji do strzelenia bramki, bo przynajmniej raz Neuer zatrzymał piłkę naprawdę w ostatniej chwili. Ale przez cały mecz miało się nieodparte wrażenie, że zwycięzca może być tylko jeden. I był.

Gomez goni

Leo Messi został powstrzymany przez obrońców Milanu i 13 gola w tej edycji Ligi Mistrzów nie strzelił. Strzelił za to Mario Gomez i ma już tylko jednego gola mniej niż Argentyńczyk. Ale i tak na jego miejscu nie spodziewałbym się indywidualnych nagród.

Niszczyciele emocji

APOEL Nikozja ewidentnie osiągnął w tej edycji Ligi Mistrzów szczyt swoich możliwości, Real Madryt mógł więc zrobić we wtorek wszystko - mógł pozwolić APOEL-owi na niespodziankę i zostawić sobie rewanż na rozstrzygnięcie dwumeczu. Mógł bezlitośnie APOEL obić i przynajmniej zorganizować wszystkim efektowne widowisko. Co postanowił? Najpierw przez grubo ponad godzinę przynudzać i bić głową w mur, a potem w kwadrans strzelić trzy bramki i sprawić, że oglądanie rewanżu kompletnie straciło sens. A, że jak już się rzekło, w pierwszym meczu Real przynudzał - oglądanie całego dwumeczu nagle okazało się zajęciem bezsensownym.

Pudło kolejki

Karim Benzema może sobie być bohaterem Madrytu, w niczym nie zmienia to jednak faktu, że będzie także bohaterem tego podpunktu. Różne są fachowe nazwy tego, co Benzema zrobił w 33. minucie meczu z APOEL-em - od ''zrobienia Vrdoljaka'' po ''zrobienie Zieńczuka''. Teraz zapewne będzie się mówić o ''zrobieniu Benzemy''. I jak tu nie wierzyć tym, którzy twierdzą, że poziom Ekstraklasy się podnosi?

Bramka kolejki

Kiedy w całej kolejce wpada tylko sześć bramek, to oczywiście tak czy inaczej któraś z nich będzie najładniejsza, ale to jeszcze wcale nie znaczy, że którakolwiek będzie ładna. Dlatego też zamiast wyboru, do którego nie byłbym żadną miarą przekonany - fotografia zastępcza.

KotKot fot. internet

Awans i hiciory

W zasadzie już tylko w jednym dwumeczu można mieć jakieś wątpliwości, a i to tylko przy naprawdę solidnym zawieszeniu niewiary. Real awansu może być pewny, Bayern również, Chelsea niemal, Barcelona jest blisko. Co oznacza półfinały: Real - Bayern i Barcelona - Chelsea. Żeby nie było, Milan - Chelsea też wcale nie brzmi źle.

Piotr Mikołajczyk