Siedem brzęknięć wuwuzeli po finale PNA 2012

Zambia królem Afryki - to już postanowione. W niedzielę zakończył się turniej, który bawił nas przez ostatnie tygodnie. Było sporo emocji, było też jednak dużo rozczarowań. Puchar Narodów Afryki 2012 zostawia po sobie pustkę, trochę niedosytu i poruszające obrazki z finału.

Nudno, ale ludzko

Finał nie porwał. Tak, w tym serwisie nie boimy się pisać prawdy. Nie porwał. Pierwsza połowa - kompletna pustynia. Godne odnotowania tylko uderzenie Sinkali zaraz po rozpoczęciu meczu oraz akcja Drogby z Yaya Toure. W drugiej połowie było już trochę ciekawiej (karny dla WKS), a w dogrywce jeszcze ciekawiej (słupek po akcji Katongów, dryblingi Gervinho, młyn pod obiema bramkami). Wszyscy kibice czekali jednak na rzuty karne jak na wybawienie. Nie żeby taki scenariusz zawodów jakoś bardzo mnie zaskoczył. W pięciu poprzednich finałach padło w sumie sześć goli, z czego połowa w meczu Tunezja - Maroko (2004). To taki format europejski, gdzie w finale lepiej się nie wychylać. Tyle w kwestii piłkarskiej.

Jest jednak jeszcze jeden wymiar niedzielnego finału. Ludzki wymiar. W tym kontekście atmosfera finału bliższa była afrykańskiej mentalności i bliższa temu, do czego tęsknią co bardziej sentymentalni kibice (no dobra, to ja). Rozmodleni i rozśpiewani Zambijczycy podczas rzutów karnych, Didier Drogba pocieszający zalewającego się łzami kontuzjowanego Zambijczyka Musondę i wreszcie ten sam Musonda niesiony na ramionach przez trenera Renarda (w swojej koszuli!), by dołączyć do świętujących kolegów. A w tle patrzący na to wszystko znad stadionu reprezentanci Zambii, którzy zginęli w katastrofie samolotu. Było w tym wszystkim coś magicznego .

Dokonało się

Niewiele osób stawiało Zambię w gronie faworytów, ale to jednak oni, po raz pierwszy w historii, zostali mistrzami Afryki. Splendor, który nie był dany takim zawodnikom jak Kalusha Bwalya czy Derby Mankinka stał się udziałem Chrisa Katongo i jego kolegów. Choć skład Zambijczyków nie rzuca na kolana i pewnie można się zastanowić, ilu z nich wywalczy sobie silniejszą pozycję w światowej piłce, to trzeba podkreślić, że zespół Renarda był najlepszą drużyną na PNA 2012 . Nie tylko dlatego, że wygrał w finale, ale również dlatego, że w drodze do niego radził sobie z naprawdę trudnymi rywalami - pokonał Senegal, groźnych gospodarzy z Gwinei Równikowej, w półfinale Ghanę i w finale WKS. Teraz potrzebny jest kolejny krok ku gwiazdom. Awans na MŚ 2014.

Klątwa trwa

Jeżeli chodzi o pozycję w europejskiej piłce, to zawodnicy WKS nie mają sobie równych w Afryce. Drogba, bracia Toure, Gervinho... Długo by mówić. Podobnie rzecz się ma, jeżeli chodzi o pieniądze, które zarabiają. Ten gwiazdozbiór nie potrafi jednak postawić kropki nad "i" w postaci zwycięstwa w Pucharze Narodów Afryki. Słoniom ta sztuka udała się tylko w 1992 roku i od tego czasu zawsze coś się po drodze psuje i nie wychodzi. Jeżeli rzucimy okiem na ostatnie edycje, to zobaczymy, że zawsze brakuje jakiejś malutkiej śrubki, małego elementu, który sprawia, że całość się sypie. PNA 2006 - finałowa porażka w karnych z Egiptem. PNA 2008 - półfinałowe baty od Egiptu. PNA 2010 - porażka z Algierią po dramatycznym meczu i dogrywce. PNA 2012 - porażka po karnych w finale. Ciężkie życie Słonia.

Na to wszystko nakłada się także osobista klątwa Didiera Drogby. W 2006 roku pomylił on się z jedenastu metrów w finale imprezy. Podczas tegorocznej edycji pomylił się dwukrotnie - w ćwierćfinale z Gwineą Równikową i w finale z Zambią. Może pora odpocząć od wykonywania jedenastek?

Mali-duzi

Obecnej ekipie Mali udała się sztuka, która nie udała się zespołowi prowadzonemu przez Henryka Kasperczaka. Brązowy medal zdobyty kosztem piekielnie mocnej Ghany, to z pewnością wielki sukces. Sukces ten pozostaje dla mnie jednak sukcesem na miarę trzeciego miejsca Peru na Copa America 2011 czy Turcji na EURO 2008. Czyli takie 50% mocy + 50% farta. Malijczycy bowiem nie pokazali na turnieju nic astralnego. W grupie wygrali 1:0 z Gwineą (brawo, ale bez przesady), przegrali z Ghaną 0:2 i szczęśliwie pokonali Botswanę 2:1. W ćwierćfinale po karnych przeszli Gabon, a w półfinale odpadli z WKS. Na mecz o brązowy medal spięli się jednak jak trzeba. Ghanijczycy przy nich nie istnieli na boisku i w efekcie to Seydou Keita z kolegami mogą dziś wypożyczać do zdjęcia kolegom z klubowych szatni cenny krążek. Za piątaka.

Nie chce nam się

No właśnie, Ghanijczycy. Gdyby się spięli, to jestem w stanie się założyć, że to oni zarabialiby dziś na fotkach typu "ja z medalem". Ale im się nie chciało. To było widać. Tak jak Holandii nie chciało się grać o brąz w 1998 roku, tak też Ghana nie chciała się bawić z Mali o trzecie miejsce. Miało być złoto, a nie ma nawet podium. Pewnie trzeba byłoby trochę popracować nad głowami Ghanijczyków, aby wreszcie wdrapali się oni na najwyższy stopień podium (wyniki z ostatnich trzech turniejów - 3., 2. i 4. miejsce). Punkt pierwszy - odstawić Gyana od strzelania karnych.

Turniej jakich wiele

Uwaga, będzie narzekanie. W największym skrócie zamyka się ono w stwierdzeniu, że PNA 2012 nie był taki, jaki bym chciał. Wiemy za co kocha się takie turnieje jak PNA, Złoty Puchar CONCACAF czy Copa America - minimum kalkulacji, maksimum uderzenia. O ile zeszłoroczny turniej w Ameryce Północnej był właśnie takim pokręconym eventem, o tyle Copa America 2011, a teraz również afrykańskie rozgrywki wpisują się raczej w model europejski: mecz to partia szachów i wygrywa ten, kto lepiej się broni. W efekcie mało które spotykanie wyrywało serce oraz sprawiało, że człowiek zapominał o włączonym tosterze. Było, o, tak sobie było. Zdarzały się dramatyczne mecze, ale ich poziom pozostawiał wiele do życzenia. Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że tylko kapitalna rywalizacja Gabonu z Marokiem (3:2) wbiła mnie w szezlong. Pozostałe spotkania nie imponowały ani rozumowi, ani - niestety - sercu. No i do tego te pustki na stadionach . Spotkanie Sudan - Burkina Faso (2:1) oglądało 132 widzów, a ćwierćfinał Zambia - Sudan (3:0) dwustu...

Najlepsi ze średnich, ale dobrzy

Wiadomo jednak, że pamięta się to, co na początku i to, co na końcu, więc zakończyć trzeba jakoś pozytywnie. Zakończmy więc najlepszymi specjałami. MVP turnieju został kapitan Zambii Christopher Katongo . Na Z Czuba tego pana znamy i lubimy już od dawna, więc wypada nam tylko przyklasnąć. Starszy z braci Katongo był sercem i mózgiem swojej drużyny. Wspomagany przez nieco bardziej nieobliczalnego Felixa sterował grą Chipolopolo. Jednak - sorry Chris, że to napiszę - Katongo to zawodnik w światowej piłce pół-anonimowy, błąkający się między ligą duńską, grecką i zwajte Bundesligą, ostatnio wyżywający się na chińskiej prowincji. Cóż, jaki kram, taki pan.

O "wybranym" na - hmm - "głównego" króla strzelców imprezy świetnym Emmanuelu Mayuce pisaliśmy tutaj już kilkukrotnie. Myślę, że okres jego pobytu w Young Boys Berno dobiega powoli końca. Poza nimi oraz błyskotliwym Tunezyjczykiem Mskanim i Gabończykiem Aubameyangiem nikt serca mi nie skradł. A szkoda, bo serce lubi być porywane.

Poniżej oficjalna jedenastka turnieju. Królują znani, nowych twarzy nie za wiele.

Mweene (ZAM) - Gosso (WKS), Sunzu (ZAM), Mensah (GHA), Tamboura (MLI) - Mayuka (ZAM), Yaya Toure, Gervinho (WKS), S. Keita (MLI) - Drogba (WKS), Katongo (ZAM).

Kolejny Puchar Narodów Afryki już za rok w RPA. Może niektórzy nie zdążą się stęsknić, może inni już wypatrują przyszłorocznej edycji.

Poczytaj więcej o Pucharze Narodów Afryki na Z Czuba .

Przemysław Nosal