Dziwne bokserskie przypadki

W boksie najciekawsze jest to, co pięściarze robią na ringu w czasie walki. Tyle teorii, gdyż rzeczywistość pokazuje, iż istnieją od niej dość spore odstępstwa i uwagę kradnie to, co znajduje się poza liniami, w ogóle nie powinno się między nie dostać albo zdarza się już po ostatnim gongu.

Alan Minter vs. Marvin Hagler

W 1980 roku Alan Minter mógł pochwalić się pasami mistrzowskimi w wadze średniej federacji WBC i WBA oraz bokobrodami wielkości niewielkiego państwa. Swoją drugą walkę w obronie pasów miał stoczyć z Amerykaninem Marvinem Haglerem i przed pojedynkiem skutecznie zagęścił atmosferę twierdząc, że żaden czarny nie zabierze mu tytułu. Czarnoskóry Hagler był innego zdania i skutecznie demolował mistrza, doprowadzając do przerwania walki w trzeciej rundzie. Kibicom zgromadzonym na Wembley decyzja niezbyt się spodobała. Chociaż zazwyczaj ''niezbyt'' nie oznacza czegoś takiego:

Nowy mistrz musiał pod eskortą policji uciekać z ringu, zanim oficjalnie ogłoszono go zwycięzcą.

Brian London vs. Dick Richardson

Dick Richardson nie dorobił się żadnej ringowej ksywki - pewnie dlatego, że nie znano jeszcze wtedy huraganu Katrina, który najlepiej pasowałby do tego, co wyrabiał Walijczyk. Szczególnie owocny był dla niego 1960 rok. Najpierw zdobył tytuł mistrza Europy w wadzie ciężkiej, nokautując Hansa Kalbfella. Tyle że decydujące ciosy zadał nim sędzia pozwolił na wznowienie walki po nokdaunie. Niemiecka publiczność była wściekła i opuszczenie przez Richardsona ringu musiała osłaniać policja. Kilka miesięcy później Walijczyk walczył z Amerykaninem Mike'em DeJohnem i najpierw zamienił boks w pojedynek zapaśniczy, a w końcu, gdy został zdyskwalifikowany za ciosy głową, jego fani urządzili na trybunach inscenizację rewolucji francuskiej. Wreszcie w sierpniu bronił tytułu przeciw Skale z Blackpool - Brianowi Londonowi. Pretendent od początku zwracał sędziemu uwagę, że mistrz uderza głową, ale nie wywarło to na arbitrze specjalnego wrażenia. Wywarło je za to rozcięcie łuku brwiowego Londona, rzekomo powstałe po owych nieprzepisowych ciosach. Doprowadziły one do przerwania walki w ósmej rundzie i ogłoszenia zwycięstwa Richardsona. London zaczął się wściekać, a na krytyczne uwagi trenera przeciwnika, zareagował zasypując go ciosami. To zachęciło innych do wspólnej zabawy i na ring wdarli się brat Londona i jego ojciec, były bokser wagi ciężkiej . Po chwili każdy okładał się z każdym, a radosny chaos przerwała policja, co wyglądało tak:

Derreck Williams - Jean Chanet

Pas mistrza Europy w wadze ciężkiej najwyraźniej był jakiś przeklęty. W 1989 sięgnął po niego Anglik, Derek ''Sweet D'' Williams, ale już 1990 stracił go na rzecz wąsatego Francuza, Jeana Chaneta. Kilka miesięcy później doszło do rewanżu, w którym okazało się, że nagle widzowie i pięściarze zamienili się rolami:

Na ringu ostatecznie jednogłośnie na punkty wygrał Chanet, kto zwyciężył w konkursie miotania krzesłami, nie mam pojęcia. Z ciekawostek, Francuz kolejną walkę w obronie tytułu stoczył z młodym, zdolnym Lennoxem Lewisem, który wygrał przed czasem, zdobywając swoje pierwsze zawodowe trofeum.

Vinny Pazienza vs Roger Mayweather

Pazienza - były mistrz świata federacji IBF w 1988 roku starał się odzyskać pas, ale tym razem pokusił się o należący do Rogera Mayweathera tytuł WBC. Pojedynek trwał pełne 12 rund, ale ostatni gong wcale nie oznaczał końca walki.

Do boju ruszył trener Diabła Pazmańskiego - słynny Lou Duva, który jak twierdził chciał rozdzielić walczących. Równie dobrze Amerykanie mogliby twierdzić, że chcieli tylko rozdzielić Indian.

Richard Grant vs James Butler

Można znokautować przeciwnika i przegrać walkę? Można, czego dowiódł James Butler, który w 2001 na punkty uległ Richardowi Grantowi, ale porażki nie przyjął najlepiej.

Pokaz skrajnego debilizmu kosztował Butlera wyrok za napaść i zawieszenie licencji bokserskiej. Wrócił na ring w 2004 roku, ale szybko zniknął w więzieniu, gdyż został skazany za zabójstwo przyjaciela i obecnie odsiaduje 29-letni wyrok.

Andrzej Gołota vs Riddick Bowe

Oba pojedynki Gołoty z Bowe'em zakończyły się dyskwalifikacją Polaka za ciosy poniżej pasa. Po pierwszej walce, chwilę po werdykcie w Madison Square Garden rozpętało się coś, co może wikingowie nazwaliby leniwym wtorkiem, a górale typowym weseliskiem, ale dla reszty świata była to naprawdę potężna rozróba.

Po walce w szpitalu wylądował wspominany już Lou Duva, wówczas trener Gołoty oraz sam Andrew, którego ktoś uderzył komórką. Nie śmiejcie się, w tamtych czasach komórki robiono z wielkiej płyty, więc taki cios mógłby być nawet zabójczy.

Steve McCarthy vs Tony Wilson

Prawdopodobnie najdurniejsza walka bokserska w historii odbyła się 9 września 1989 roku w angielskim Southampton, a jej przebiegu nie powstydziliby się twórcy wyjątkowo absurdalnych komedii. W trzeciej rundzie Steve McCarthy posłał Tony'ego Wilsona na deski, a kiedy ten wstał, zasypał go kolejnym gradem ciosów. Wydawało się, że sędzia przerwie walkę, ale wtedy do akcji zamiast arbitra, wkroczył kto inny - z odsieczą Wilsonowi przyszła jego mama. Poważnie. Wiem, że brzmi to absurdalnie, ale pani Wilson wparowała na ring z impetem godnym husarii na spidzie i zaczęła okładać McCarthy'ego butem. Nim ją odciągnięto, zdążyła zranić go w głowę. Gdy sytuację udało się opanować, sędzia chciał wznowić pojedynek, ale wściekły i pewny, że już wygrał McCarthy, odmówił dalszej walki. Wilson zwyciężył więc przez TKO dzięki swojej matce, a ku wściekłości kibiców, którzy po werdykcie wyrazili swoje niezadowolenie buczeniem i wrzucaniem na ring tego, co mieli pod ręką. Z ciekawostek: nie był to ostatni raz, gdy McCarthy przegrywał w 3. rundzie w nie do końca zwyczajnych okolicznościach - w 1992 walczył z Dariuszem Michalczewskim i w trzecim starciu zdyskwalifikowano go za to, że próbował znokautować Tigera głową, zamiast pięściami.

Andrzej Bazylczuk

DOŁĄCZ DO NAS NA FACEBOOKU