Rekwizyty polskiego sportu z 2011 roku wg Z Czuba.pl

Nie tylko wydarzenia, nie tylko osoby, ale i przedmioty martwe robiły spustoszenie na żółtych i czerwonych paskach polskich serwisów sportowych w tym roku. Kilka z nich przedstawiamy poniżej.

- Rakieta Agnieszki Radwańskiej z Australian Open. - W ogóle w całym swoim życiu nie widziałam takiej sytuacji - komentowała Marina Navratilova, gdy zobaczyła urwaną główkę rakiety Radwańskiej grającej właśnie mecz pierwszej rundy turnieju w Melbourne. Filmik z meczu z Kimiko Date Krumm, wygranego przez Polkę w trzech setach, stał się hitem Youtube'a. Mina Radwańskiej stała się hitem wśród ludzi z branży kamieniarskiej.

 

- Inhalatory norweskich narciarek. Zaczęło się to znacznie wcześniej, już w trakcie igrzysk w Vancouver, ale astma Marit Bjoergen i spółki spędza sen z powiek Justyny Kowalczyk do dzisiaj. O ile w poprzednim, udanym dla polskiej biegaczki sezonie temat ten pojawiał się tylko przy zwycięstwach jej największej rywalki, o tyle teraz (początek sezonu zdominowany przez reprezentantki Norwegii) gdy lekarstwa na astmę mają stać się zupełnie legalnymi środkami dopingującymi, Justyna Kowalczyk zapowiada, że choć na astmę nie choruje, rozważy inhalacje prewencyjne. Chyba odeszły czasy, w których narciarstwo biegowe opierało się na dwóch dobrych kijkach.

- Felerna barierka z rajdu Ronde di Andora. Zarazem niezwykle pechowa, jak i szczęśliwa dla Roberta Kubicy usterka w barierce zabezpieczającej rajd dookoła Andory weszła w samochód Polaka, jak w masło kontuzjując naszego kierowcę na tyle poważnie, by jego kariera zawisła na włosku. Patrząc na łatwość, z jaką owa barierka przeszyła auto, musimy wyrażając wobec niej złość zachować trochę powściągliwości. Mogła bowiem z pasażerami pojazdu zrobić wszystko, a jednak zachowała ich przy życiu, a nam pozwoliła nadal śnić o Robercie w Ferrari.

- Kombinezon Adama Małysza. Koniec kariery polskiego skoczka był dla jego rodaków szokiem. Jeszcze większym okazał się widok Adama w nowym, zupełnie nie narciarskim anturażu. A później doszła do tego jeszcze broda .

- Ubezpieczenie kontraktu Marcina Gortata. Był to przedmiot martwy w sensie ścisłym i sensie prawnym, a jego martwość sprawiła, że nasz najlepszy zawodnik nie mógł wystąpić na Eurobaskecie, przydałby się naszej kadrze bardziej, niż tysiącom młodych adeptów koszykówki, do których jeździł ze swoimi campami w trakcie wakacji. Niestety, Polacy Mistrzostw Europy nie zawojowali, a Gortat z obawy przed kontuzjami (które narażałyby go na stratę pieniędzy z kontraktu w Phoenix) miał bardzo długie wakacje od wyczynowej koszykówki. Nie grał od maja jak już wystąpił w meczu przedsezonowym Suns, złamał kciuk.

- Murawa poznańskiego stadionu. Trawa zwyczajowo zaliczana jest do świata żywego, ale ta "rosnąca" na stadionie w Poznaniu żywa nie jest i nie zamierza być w przyszłości. Problemy z adaptacją kolejnych muraw na obiekcie, który będzie gościł w przyszłym roku turniej Euro 2012, ciągnął się przez cały rok. Podczas sprawdzianów reprezentacyjnych trawa wypadała równie spektakularnie, jak podczas meczów ligowych Lecha. Kumulacja problemu nastąpiła w meczu Polska - Węgry, który rozgrywany był na nowym podłożu zamieniając rywalizację piłkarską w cyrkowe widowisko .

- Rower Roberta Maaskanta. Holenderski trener Wisły Kraków fetował na nim mistrzostwo Polski z poprzedniego sezonu, które zdobył z Białą Gwiazdą. Rower ten jest symbolem dynamicznej sytuacji w naszej lidze, parafrazując przysłowie: raz na rowerze, raz pod rowerem. Robert Maaskant po pierwszym półroczu pełnym sukcesów, w drugim musiał wymienić na bagażniku Patryka Małeckiego na swoje manatki i wynosić się z Reymonta.

- Bilety do Londynu. Były ukoronowaniem niezwykle udanego dla polskich siatkarzy roku. Trzy medale na trzech dużych międzynarodowych imprezach od Mistrzostw Europy, przez Ligę Światową po Puchar Świata, na którym wywalczone drugie miejsce dało awans na przyszłoroczne igrzyska w Londynie, bezpośrednio, bez przesiadki.

- Spodenki reprezentacji Polski, z którymi nie ma problemów. Mieliśmy nadzieję, że ten dzień nigdy nie nadejdzie. I podczas gdy cała Polska zamarła nad koszulkami reprezentacji, które nie mają orzełka, my zamarliśmy nad spodenkami reprezentacji, które nie sprawiają problemów Marcinowi Wasilewskiemu .

Wasilewski: na dzień dzisiejszy nowe spodenki mi pasują

Piotr Kalata vel Spiro

DOŁĄCZ DO NAS NA FACEBOOKU