Seba, nie do tej samej rzeki!

Powołanie Sebastiana Mili do reprezentacji jest prezentem mikołajkowym dla sympatyków jego niezwykłej kariery. Niezwykłej, bo piłkarzy o takim talencie a jednocześnie takim braku pewności siebie po prostu się nie spotyka. Po pięciu latach przerwy kapitan Śląska Wrocław wraca do kadry i znów gubi kroki, znów popełnia te same błędy, które gracza o potencjale europejskim ograniczyły do kariery ekstraklasowej. Sebastian jeszcze raz dostaje pod choinkę trochę za dużą parę skarpet.

Mila przed pięciu laty miał renomę gracza, który brakiem pewności siebie mógłby wiązać krawaty. M.in. dlatego selekcjonerzy reprezentacyjni przestali na niego stawiać. Sebastian kolejne awanse w piłkarskiej hierarchii traktował jako coś na wyrost, coś na co nie zasłużył. Mówił o tym zresztą dość często, bo gaduła z niego nieprzeciętny, aż wreszcie sobie wmówił przeciętność, którą później jeszcze udowodnił nieudaną karierą w Austrii Wiedeń i Valerendze Oslo.

W czasach reprezentacyjnych, przed ponad pięciu laty, o swoich aspiracjach, miejscu w szeregu i w ogóle miejscu na Ziemi mówił tak:

Wiele osób, w tym trenerzy i dziennikarze, chętnie widzieliby mnie w roli lidera. Sprawia mi to wielką przyjemność i mobilizuje do pracy, ale z drugiej strony - wiem, że ja niestety nie jestem zawodnikiem, który mógłby takie zadanie spełnić. Dla drużyny narodowej mogę zrobić bardzo wiele i jestem do dyspozycji w każdym momencie, ale predyspozycji do prowadzenia gry nie mam. Nie dam rady.

Każdego dnia wstaję i boję się, że za chwilę wszystko stracę. Miejsce w reprezentacji, kontrakt z Groclinem, z firmą Nike... Że będę niepotrzebny, bo ktoś uzna, że jestem słaby. To mnie mobilizuje do pracy, woda sodowa nigdy nie uderzy mi do głowy.

On (ojciec Sebastiana - przyp. Z Czuba.pl) jest przekonany, że Janas wystawia do drużyny tych, którzy błyszczą na treningach, więc jak nie gram, stwierdza, że na pewno słabo przykładałem się. A to nieprawda, bo na treningach zawsze robię wszystko, żeby trafić do pierwszego składu. Ale nie mam żalu do trenera. Jeśli twierdzi, że jestem słabszy, to pewnie ma rację. Zawdzięczam mu bardzo wiele, zawsze będę jego dłużnikiem.

W środę będę miał okazję zagrać z takim rywalem jak Anglia. Ciężka praca się opłaca. Po raz pierwszy w życiu zobaczę na żywo Davida Beckhama!

Być może gdybym mówił, że jestem dobry, grałbym jeszcze lepiej. Ale ja tak nie umiem. Dla mnie zaszczytem jest to, że na swojej drodze spotkałem Zbigniewa Bońka, bo za jego kadencji trafiłem do reprezentacji. Zaszczytem jest również to, że mam telefon do pana Engela i że mogę do niego zadzwonić. W reprezentacji spotykam wielu zawodników, których jeszcze niedawno oglądałem tylko w telewizji. To dla mnie niesamowite przeżycie, że mogę teraz z nimi grać w jednej drużynie i pogadać.

Jestem przerażony, jak widzę Ronaldo biegającego za piłką w niesamowitym tempie co trzy dni. I myślę, jak to możliwe? On przecież uprawia inną dyscyplinę niż ja.

Co po pięciu latach przerwy w reprezentacji mówi Mila o powołaniu, które dostał na mecz z Bośnią i Hercegowiną? Ano powołanie nazwał niezłym psikusem Franciszka Smudy, ponadto...

Jestem wdzięczny, bo wiem jak trudna to była decyzja dla trenera (...) Bo tyle razy mówił, że mnie nie powoła... Że mu nie pasuję, że jestem za wolny, że nie walczę. Nie był do mnie przekonany, a jednak zmienił zdanie. Miło. To będzie dla mnie wielki sprawdzian, choć po wyjeździe do Turcji wiele sobie nie obiecuję. Wystarczy, że pozytywnie zaskoczę trenera. Nie chcę nikomu zajmować miejsca, spróbuję pokazać się z jak najlepszej strony.

Jako członek nieformalnego fanklubu krasomówczych i piłkarskich zdolności Sebastiana Mili, jako człowiek mający sentyment do tej kariery (pisanie na Z Czuba.pl zacząłem właśnie pięć lat temu, właśnie na ten temat ), zwracam się z gorącym apelem:

SEBA, NIE IDŹ TĄ DROGĄ

Przed Tobą i po Tobie przez reprezentację przewinęły się tuziny bardziej przeciętnych indywiduów, mniej zdolnych, mniej pracowitych niż Ty. Walcz o swoje drugie pięć minut. Trzeciej szansy już raczej nie dostaniesz.

Piotr Kalata vel Spiro

DOŁĄCZ DO NAS NA FACEBOOKU