Nie tylko Lech potrafi, czyli największe niespodzianki Ligi Europy 2010/11

Rewelacyjna gra Lecha w Lidze Europy jest dla większości takim samym zaskoczeniem, jak to, że w Ekstraklasie poznaniacy nie używają umiejętności, bo boją się, że je zużyją. Kolejorz nie ma jednak monopolu na sprawianie efektownych niespodzianek w tej edycji następczyni Pucharu UEFA. W oczekiwaniu na piątą kolejkę i mecz z Juventusem warto więc przedstawić nieoczekiwane rozstrzygnięcia, które nie były dziełem zespołów z grupy A, ani polskich drużyn (kolejność chronologiczna).

Crvena Zvezda - Slovan Bratysława 1:2 (3. runda eliminacji)



Żadna z tych drużyn nie należy obecnie do europejskich hiperpotentatów, ale chyba nie ma wątpliwości, że Slovan nie należy znacznie bardziej. Wielu kibiców o tym, że na Słowacji w piłkę nie grają  hokeiści, którzy byli bardzo niegrzeczni i mają karę, dowiedziało się po eliminacjach do mundialu albo dopiero w czasie turnieju w RPA. Crvena Zvezda może ostatnio szału nie robi, ale w rankingu europejskich klubów plasowała się około 130. miejsca, czyli 70 pozycji przed rywalami. Rankingi jednak nie grają, a tym bardziej nie strzelają goli. W Belgradzie strzelali je za to Milan Ivana i Kornel Salata, którzy według niektórych nazywają się niezwykle zabawnie. Serbom na pewno do śmiechu nie było, bo zdołali odpowiedzieć tylko golem Trifunovicia i niespodziewanie przegrali przed własną, fanatyczną publicznością 1:2. W Bratysławie wprawdzie już w 2. minucie trafili do siatki, ale własnej. Jako, że zdołali tylko wyrównać, awansowali wicemistrzowie Słowacji, a Crvena zakończyła przygodę z pucharami na 3. rundzie kwalifikacji, czyli tam gdzie Wisła, Ruch i Jagiellonia.

 

Dlaczego przez ten tekst trzeba się przeklikiwać.

Maccabi Tel Awiw - Olympiakos Pireus 1:0 (3. runda eliminacji)




Grecy od kilku lat byli może niespecjalnie istotnym, ale za to stałym elementem Ligi Mistrzów. W sezonie 2009/10 zdołali nawet pokonać Arsenal i wyjść z grupy. W tym roku walkę o Champions League przegrali już na własnym podwórku, ale wydawało się, że będą jednymi z silniejszych punktów w Lidze Europy. W drugiej rundzie eliminacji zmiażdżyli 5:0 i 6:1 albański Besa Kawaja i w kolejnej mieli zrobić to samo z Maccabi Tel Awiw. Zaczęli zgodnie z planem od zwycięstwa 2:1 u siebie. Na wyjeździe jednak Olympiacos niespodziewanie uległ trzeciej drużynie Izraela 1:0 i pożegnał się z pucharami.

Hajduk Split - Unirea Urziceni 4:1 (runda play-off)



Rumuni jeszcze przed zeszłym sezonem byli anonimowi jak ktoś bardzo anonimowy. Zmieniło się to dzięki świetnej grze w Lidze Mistrzów, w której ówcześni podopieczni Dana Petrescu potrafili zdobywać punkty ze Stuttgartem, Sevillą i Rangersami, a tych ostatnich nawet wyprzedzili w tabeli. Dzięki temu Unirea zameldowała się w okolicach 100 miejsca rankingu UEFA, co pewnie nie robiłoby szału, gdyby nie to, że Hajduk był niemal kolejne 100 miejsc niżej. Na boisku jednak nie było tego widać i chociaż Rumuni objęli w Splicie prowadzenie, to gospodarze odpowiedzieli na nie aż czterema golami. W rewanżu Unirea nie zdołała odrobić strat i po remisie 1:1 powiedziała pucharom ''naraziescu'' czy jak tam jest ''do widzenia'' po rumuńsku.

Gent - Feyenoord 2:0 (runda play-off)



Powiedzieć, że to nie jest najlepszy sezon dla Feyenoordu, to jak stwierdzić, że Tshibambie zdarza się zmarnować niezłą sytuację. Nieszczęścia zaczęły się jeszcze zanim drużyna z Rotterdamu zakopała się głęboko w dolnej połowie tabeli Eredivisie i została poniżona 10:0 przez PSV. Kłopoty przyszły już w sierpniu, gdy zespół od rundy play-off Ligi Europy, czyli dawnej I rundy Pucharu UEFA, zaczął przygodę z tegorocznymi pucharami. Zaczął i zakończył, bo między nim a fazą grupową stanęli wicemistrzowie Belgii z Gent. Wprawdzie na De Kuip gospodarze wygrali 1:0, ale w rewanżu przegrali 2:0 i mogli skupić się na lidze, ale jak wiemy, średnio im to wychodzi.

Utrecht - Celtic 4:0 (runda play-off)



Wprawdzie obecny Celtic ma mniej więcej tyle wspólnego z drużyną, która dwa lata z rzędu wychodziła z grupy w Lidze Mistrzów, co z eugleną zieloną, ale po zwycięstwie 2:0 na Celtic Park mało kto spodziewał się, że The Bhoys pożegnają się z pucharami. Tymczasem zespół, który zawsze słabiej sobie radził na wyjazdach, tym razem nie poradził sobie w ogóle. Utrecht, który w zeszłym sezonie był dopiero 7. w lidze holenderskiej już po 19 minutach i dwóch wykorzystanych przez van Wolfswinkela karnych odrobił straty. Zaraz po przerwie Holender skompletował hat-trick, a Załuskę i Celtic dobił Barry Maguire. Po meczu trener Celtiku Neil Lennon stwierdził, że nie miał złudzeń na jakim etapie budowy jest jego drużyna i obawiał się meczu, ale nie podejrzewał, że zespół może zagrać aż tak źle. Najlepszym komentarzem do tego jak zagrali Szkoci jest to zdjęcie.

Aston Villa - Rapid Wiedeń 2:3 (runda play-off)



Porażka City z Lechem z pewnością była dla kibiców w Anglii niespodzianką, ale na pewno nie największym szokiem. Ten bowiem zafundowali im The Villans, którzy rok temu odpadli w I rundzie Ligi Europy z Rapidem Wiedeń, a teraz powtórzyli ten wyczyn drugi rok z rzędu robiąc swoim kibicom paskudną niespodziankę. Anglicy zaledwie zremisowali w Wiedniu 1:1, a w rewanżu na własnym stadionie na 15 minut przed końcem prowadzili 2:1, ale w ciągu trzech minut stracili dwa gole i złudzenia, że mogą awansować. Urzeczywistnił się zaś transparent wywieszony przez austriackich kibiców

Aris Saloniki - Atletico Madryt 1:0 (grupa B, 1. kolejka)



W Atletico kilka lat temu znowu odżyły mocarstwowe aspiracje. Wprawdzie w La Liga i Lidze Mistrzów drużynie wciąż nie idzie, ale w zeszłym sezonie zespół zdołał wygrać Ligę Europy. W tym zaś Atletico wymienia się wśród kandydatów do sięgnięcia po tytuł. Marsz po obronę trofeum Hiszpanie zaczęli od meczu z pogromcami Jagielloni i Austrii Wiedeń ? Arisem. Przed meczem wydawało się, że Grecy mają przewagę tylko w liczbie zawodników o wielosylabowych nazwiskach, a po ostatnim gwizdku, niespodziewanie okazało się, że w golach również.


Dinamo Zagrzeb - Villarreal 2:0 (grupa D, 1. kolejka)





Reprezentanci Primera Division wydawali się naturalnym kandydatem do awansu z grupy D, w której grają także Dinamo Zagrzeb, PAOK Saloniki i Club Brugge. Tymczasem już w pierwszej kolejce zawiedli ulegając 2:0 mistrzom Chorwacji. Wynik był o tyle zaskakujący, że zaledwie kilka dni wcześniej Żółta Łódź Podwodna storpedowała 4:0 Espanyol.


Sparta Praga - Palermo 3:2 (grupa F, 1. kolejka)





Widząc w jakiej dyspozycji był mistrz Czech rywalizując z Lechem Poznań, a następnie odpadając z Żiliną, można było podejrzewać, że drużyna z serie A przerobi Spartę na mielonkę. Tymczasem gospodarze pokusili się o niespodziankę i wygrali 3:2. Swój udział w tym miał Kamil Glik, który podobnie jak reszta obrony Palermo, pomagał gospodarzom, jak mógł. Mecz nie okazał się pojedynczą wpadką, bo Włosi przegrali dwa razy (3:0, 3:1) z CSKA Moskwa, a zwycięstwo nad szwajcarskim Lausanne-Sport daje im dopiero 3. miejsce w grupie.

PAOK - Villarreal 1:0 (grupa D, 4. kolejka)


Druga na tej liście wizyta Żółtej Łodzi Podwodnej, która po porażce z Dinamem zdołała pokonać Club Brugge i PAOK, ale w czwartej kolejce znów zawiodła. Rewanż z Grekami przegrała bowiem 1:0. Dzięki temu Villarreal zarówno w tabeli Primera Division, jak i grupy D, jest trzeci. Z tym, że w tym drugim przypadku oznacza to ''przedostatni''.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.