Ubrania, które chcielibyśmy zobaczyć w muzeum polskiego futbolu

Joachim Loew oddał na licytację sweter, w którym występował podczas ostatniego mundialu. Sprzedano za milion euro. Nieźle, jak na ciuszek całkiem znoszony - Niemcy wszak w RPA zagrali aż w siedmiu spotkaniach. Sweterek trafi do muzeum niemieckiego futbolu. To nas skłoniło do rozważań nad garderobianym kącikiem w muzeum polskiego futbolu. Jakie ubrania chcielibyśmy tam zobaczyć?

Płaszcz Jerzego Engela

Przynosił szczęście podczas eliminacji do mundialu w Korei i Japonii. Podobno cały czas wisi w szafie i czeka... Nawet jeśli zjadły go już mole, może warto wystawić na widok publiczny. Parę osób odmówiłoby pewnie chętnie przed nim paciorek w ramach przygotowań do Euro 2012. A Jerzy Engel, choć może doczeka się jeszcze drugiej szansy w roli selekcjonera kadry, i tak będzie musiał przedefiniować swój futbol na tak - łącznie z trenerskim image'em.

Skarpy Bożydara Iwanowa

Nie przyniosły szczęścia naszej reprezentacji podczas Euro 2008, ale przyniosły wiele radości mogącym je podziwiać. To chyba najbardziej grunge'owy ciuszek w historii naszego futbolu. Bożydarowi, wielkiemu fanowi Pearl Jamu, pewnie przypominał, że jeszcze Polska nie zginęła. W naszym muzeum skarpy też mogłyby stać się tego symbolem. Bo nasz futbol, to klimaty grunge'owe na wskroś - gramy w kratkę, mamy dziury w obronie i stronimy od mainstreamowych imprez.

Garnitur Franciszka Smudy

Na licytacji nie poszedłby za grubą kasę, choć w przeciwieństwie do swetra Joachima Loewa, nie jest specjalnie znoszony. Franz nie zwykł ubierać się w ten sposób i na ławce siedzi przeważnie w dresach i kurtce z kapturem. Cena jednak może pójść w górę po Euro, po którym Smudzie życzymy dziur na łokciach marynarki.

Dresik Kazimierza Górskiego

Kultowy a dzisiaj po prostu modny. Ludzie się zabijają o takie oldskulowe wdzianka. Tamten dres wystawilibyśmy w gablocie ku pamięci pioniera stylu i pioniera w ogóle. Polska piłka bez tego dresu i bez jego nosiciela zasługiwałaby najwyżej na izbę pamięci, a nie na muzeum.

Pasiaki Antoniego Piechniczka

Nie chodzi tylko o strój, ale o miejsce, które reprezentują. Miejsce Antoniego Piechniczka jest w domu w Wiśle, tam gdzie jest jego pies, tam gdzie jest jego świątynia dumania, tam skąd łączył się ze studiem mundialowym 9 lat temu za pomocą wideokonferencji. Jak dla nas, mógłby swoich pasiaków nie zdejmować (chyba że na potrzeby muzeum).

Opaska Jana Tomaszewskiego

Mamy wrażenie, że ta opaska nie tylko powstrzymywała bujną wówczas czuprynę bramkarza reprezentacji Polski, ale powstrzymywała również Anglików i niewyparzony język jej nosiciela. Przydałaby się znowu. Chcielibyśmy ją mieć na czarną godzinę. Istnieje przypuszczenie, że ta godzina właśnie nadchodzi.

Koszulka reprezentacji Polski z husarzem

Mieliśmy wątpliwości, czy nie wybrać koszulki obsydianowej, jednak husarz zwyciężył, bo po pierwsze pachnie cepelią na kilometr, po drugie pachnie anachroniczną wersją patriotyzmu na kilometr, po trzecie jest po prostu brzydka, a po czwarte graliśmy w takich strojach na mundialu w Niemczech. Pamiątka do gablotki pod tytułem "przejdziem Wisłę, przejdziem Odrę i spotkamy się w Dortmundzie".

Spodenki Wasilewskiego

Wieńczą całą ekspozycję muzeum. I nie, nie wiedzą dlaczego.

 

 

Spiro