40.Rajd Dakar startuje z Limy

Dziewięciu Polaków zmierzy się z prawie 9 tys. kilometrami bezdroży Peru, Boliwii i Argentyny. Co najmniej dwaj - Rafał Sonik i Jakub Przygoński - powinni liczyć się w walce o czołowe miejsca.

Jubileuszowa edycja rajdu Dakar wystartuje w sobotę 6 stycznia w Limie. Od godziny 8 czasu lokalnego (14 w Polsce) rozpocznie się ceremonia startu z rampy ustawionej na Avenida San Borja Norte. Następnie zawodnicy przejadą do Pisco, a po drodze będą ścigać się na odcinku specjalnym długości 31 km.

Na ponad 500 śmiałków czeka 14 morderczych etapów. Wśród nich nie brakuje Polaków. W kategorii samochodów wystartuje Jakub Przygoński (z pilotem Tomem Colsoulem), a Sebastian Rozwadowski jest pilotem Benediktasa Vanagasa. Motocyklistów jedzie czterech – Maciej Giemza, Paweł Stasiaczek, Maciej Berdysz i Jakub Piątek. Na quadach ścigają się Kamil Wiśniewski i Rafał Sonik. Jedynakiem w kategorii ciężarówek jest Michał Wrzos, pilot w teamie Belga Ingelsa.

Dla Przygońskiego (numer startowy 312) będzie to dziewiąty start w Dakarze. Najpierw zawodnik Orlen Teamu startował na motocyklu. Spośród sześciu startów najlepszy był w 2014 roku, kiedy na motocyklu KTM wywalczył 6. miejsce – najwyższe w historii startów polskich motocyklistów. Trzy lata temu przesiadł się do samochodu. Rok temu w Mini All4Racing zajął wysoką siódmą lokatę. W tym roku nadal jest wierny marce Mini, ale auto zostało zmodernizowane i nazywa się Mini John Cooper Works Rally.

- Pierwszy dzień testów zakończyliśmy przedwcześnie ze względu na awarię skrzyni biegów. Po całonocnej pracy mechaników udało ją się wymienić na nową. Drugi dzień prób był bardziej udany i samochód sprawował się doskonale. Jeździliśmy po wydmach i mogliśmy skonfigurować ustawienia na pierwsze etapy – podkreśla Przygoński - Cały czas się aklimatyzujemy, bo sześciogodzinna różnica czasu jest jednak odczuwalna. Poza tym czujemy się bardzo dobrze, a Tom wydaje się być w formie.

Sonik i Wiśniewski, który korzystają z jednego teamu serwisowego nowy rok przywitali w Limie i dwa dni później zameldowali się w bazie Rajdu Dakar, by dokonać niezbędnych, przedstartowych formalności. W czwartek wstawili quady do zamkniętego parku maszyn. Odebrali je dopiero dziś przed oficjalnym startem.

- Od dziesięciu lat witam Nowy Rok w Ameryce Południowej. Tym razem wypiliśmy symboliczną lampkę szampana na plaży w Limie. Dakar, jak dotąd dwukrotnie odwiedzał Peru. Kończyliśmy tu zmagania w 2012, kiedy byłem czwarty i zaczynaliśmy rok później, gdy zająłem trzecie miejsce. Cieszę się, że ponownie tu wracam, bo wywiozłem z tutejszej pustyni dobre wspomnienia – powiedział Sonik.

Wydmy na południu Peru były w poprzednich edycjach łaskawe dla Polaka, ale wcale nie oznacza to, że jest to łatwy teren. W wielu miejscach zawodnicy trafią na lepki jak mąka fesz fesz, który ogranicza widoczność do zera. Co więcej, tamtejsze piaski kryją sporo pułapek, o czym polscy zawodnicy przekonali się podczas testów.

-Jest sporo nieregularnie pociętych pagórków. Nie sposób przewidzieć ich rytmu. Podłoże ma wszędzie ten sam kolor, w południe nie ma kontrastów, więc trudno dostrzec zmiany ukształtowania, a widziałem dziury mające nawet osiem metrów. To niesamowicie zdradliwa i trudna pustynia – podkreśla zwycięzca Dakaru z 2015 roku.

-Na pewno muszę zachować ostrożność, bo nie jeździłem nigdy po peruwiańskiej pustyni. Jak na razie jestem pełen pozytywnej energii, a dreszcz emocji przed startem tylko bardziej mnie nakręca – przyznał Wiśniewski, który po raz drugi startuje w Dakarze. Rok temu był dziesiąty.